Pierwsze co to dzięki za komentarze. Specjalnie dla WAS dłuuuuga notka. Dość sporo się dzieje. xD. Zapraszam wszystkim na TH-SCHEEZ KLIK TU! . Kolejna Notka już za jakiś czas. Jak Alex będzie miała czas to doda notkę, póki co JA musze z nią pogadać, bo nie miałam okazji przez jakiś tydzień xP. Pozdro dla Was… aaa…jakby ktoś coś chciał ode mnie to w “AUTORKI” klikać i tam jest moje gg, pisać jakby co. x)
…………………………………..
Gdy rozłączyłam się od razu usiadłam do komputera by opowiedzieć dziewczyną. Zrobiłam konferencje na skype i gadałyśmy razem do późnych godzin nocnych. Tak gdzieś ok. 4:30 zostałyśmy tylko ja i Elleine. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam okazję z nią pogadać trochę dłużej i bardziej na luzie. Tylko szkoda, że przez skype, a nie na żywo. Ell opowiadała mi o sms jakie pisze do niej Georg, że się boi trochę z nim być, bo ona wie, że jej się chłopacy strasznie szybko nudzą.
- Wiesz kochana… – mówiłam. – Idź na całość. Jak czujesz coś do niego to nie kryj tego w sobie tylko powiedz i już. Żyj sekundą.
- Eee… skądś znam te słowa „Żyj sekundą” – stwierdziła Ell.
- Skąd?
- Właśnie nie wiem, nie pamiętam.
- Jak przypomnisz sobie to mów.
- Ok. Tom Ci coś pisał jeszcze?
- Nie nic. Kurde i w sumie dobrze, bo ja sama nie wiem co mam myśleć. Niby coś tam czuję, ale… wiesz jak jest.
- Taa… Wiem, oj wiem.
- Oj cii, chyba ktoś mi się do domu dobiera. – rzekłam. – Czekaj zaraz jestem. – odeszłam od komputera i pobiegłam po cichu na parter. Spojrzałam przez poręcze od schodów, kto to wchodzi do domu. W ciemnościach ujrzałam sylwetkę faceta. Zaczęłam drżeć, bo nie widziałam kto to i po co przyszedł. Już chciałam krzyknąć „Bierz co chcesz, ale mnie zostaw”, ale nie zdążyłam, bo zapaliło się światło i zobaczyłam mamę i Jima, który na rękach niósł moją młodszą siostrę.
- Twoi rodzice są bardzo mili. – mówiła mama.
- Tak bardzo. Zwłaszcza mama, przesadnie miła. – zaśmiał się Jim.
- Nie, wręcz przeciwnie. Daj mi Tami zaniosę ją na górę i sprawdzę czy Anika śpi już. Pewnie jak zwykle przy komputerze… – nie słyszałam co mama mówiła dalej, bo zerwałam się i poszłam szybko do pokoju. Pożegnałam się z Ell i wskoczyłam szybko do łóżka. Gdy mama weszła, ja już udawałam, że smacznie śpię. Kobieta podeszła do mnie i cmoknęła mnie w policzek. Poprawiła mi kołdrę i wyszła.
Ja otworzyłam oczy i patrzyłam na ciemny sufit, który był trochę jasny, gdyż latarnie z dworu go oświecały. Leżałam tak sobie i myślałam. Owe myślenie chyba mnie trochę zamuliło, bo gdy otworzyłam ponownie oczy był już dzień i zrobiło się strasznie gorąco. Wstałam ogarnęłam się i przeczytałam 10 odebranych wiadomości.
1. „Wstawaj!” – Agata 6:23
2. „Pobudka, piękny dzień, a TY nie możesz go przespać” – Maksi 7:54
3. „Trzeba się zastanowić, nad tytułem płyty” – Agata 8:13
4. „Smacznego, bo pewnie zajadasz się już śniadaniem” – Tatty 8:35
5. „Ja nie wiem jaki ten tytuł, kurwa!” – Agata 9:02
6. „Alex też nie wie, zaraz napiszę do Maksi i reszty” – Agata 9:35
7. „Żyjesz?” – Tatty 10:01
8. „O 19 u mnie!! Będą wszyscy. Tom <3 haha i reszta TH no i Martin z Andreasem i Andiego dziewczyną. Masz być!” – Alex 10:15
9. „Nie wiem w co mam się ubrać na spotkanie z nimi, pomóż!” – Maksi 10:19
10. „Miłego dnia. Kocham” – Tom 10:45
Tak się śmiałam, że poezja. Każdemu z osobna napisałam coś. Jedyna Ell nic nie napisała, bo pewnie spała. Bidulka.
- O 19… to jakieś 6h jeszcze… – mówiłam patrząc na wielki zegar ścienny, który wskazywał 13:10. Ubrałam się w zwykłe dresy i zeszłam zrobić sobie coś do jedzenia. W kuchni był Jim, który ubrany był w domowy fartuszek MOJEJ MAMY! Gdy go zobaczyłam oczy z orbit o mały włos mi nie wypłynęły.
- Cześć młodzieży. – rzekł wesolutki Jim.
- Dzień dobry. Gdzie mama? – spytałam zdziwiona.
- Poszła do Tami do sklepu. – mówił uśmiechnięty szeroko Jim.
- Aha. – usiadłam na krześle w kuchni i zaczęłam zajadać się pierożkami, które najwidoczniej zrobił Jim pod nieobecność mamy. – Pan to robił? – spytałam grzecznie.
- Po pierwsze nie PAN, bo aż taki stary to ja nie jestem… – zaśmiał się. – Jim jestem. Po drugie Tami mi pomagała, więc sam nie robiłem. A po trzecie to dzwonił Frans i powiedział, by Ci przekazać, że płyta będzie dopiero na pojutrze gotowa i poza tym musisz się wraz z dziewczynami zastanowić nad tytułem płyty i okładką.
- Wiem, pamiętam. – powiedziałam zajadając się pierożkami. – A czy pan… tzn czy TY z mamą coś tego no… Ekhem…
- Tak. – uśmiechnął się bez krępacji i zaczął mieszać w garnku pierożki. Ja wstałam kradnąc jeszcze jednego pieroga i poszłam przed TV. Od niechcenia włączyłam programy muzyczne i prezenterka jednego z nich zaczęła się dziwnie śmiać, a w tle leciała piosenka Tokio Hotel „Durch den monsun”. Zostawiłam, bo byłam ciekawa co się dzieje.
- Od dnia wczorajszego kiedy pierwszy raz w TV ukazał się teledysk Tokio Hotel „Durch den monsun” do naszej redakcji doszło ponad tysiąc e-mail z zapytaniem co to jest za kapela. Postanowiliśmy już jakiś czas temu zaprosić tokiohotelowców do nas, więc dziś macie okazję dowiedzieć się czegoś więcej o swoich przyszłych ulubieńcach. Zapraszam do siebie TOKIO HOTEL. – niska blondyneczka usunęła się z drogi i do studia wszedł Bill, Tom, Georg i Gustav. Rozsiedli się na kanapach i uśmiechnęli sztucznie do kamery. – Witam Was kochani moi. Jestem Bessy.
- Bill – wstał podał jej rękę.
- Tom – zrobił to samo co brat.
- Georg – pocałował ją w rękę!!
- Gustav – zrobił to co bliźniaki. Gdy każdy już był gotowy prezenterka zaczęła się bardzo zalotnie uśmiechać. Widać było na twarzach moich kumpli zażenowanie i wstyd.
- Tokio Hotel… Hm… Dlaczego taka nazwa? – zapytała Bessy.
- No więc… – zaczął Bill, wydawał się najmniej stremowany. – Na samym początku nazywaliśmy się Devilish, ale ta nazwa jakoś nie pomogła nam w osiągnięciu sukcesu i zmieniliśmy ją na Tokio Hotel. Tokio jest miejscem, gdzie bardzo chcielibyśmy zagrać koncert. To jest nasze największe marzenie. A hotel… hm…
- Hotel dlatego, że dużo podróżujemy i będąc poza domem mieszkamy w hotelu. – dopowiedział Georg.
- Kiedy wychodzi Wasz singiel a potem płyta? – kontynuowała pytania.
- W piątek singiel, a płyta za dwa, trzy miesiące. – odpowiedział tym razem znów Bill.
- Pytanie z innej beczki. Czy jesteście wolni? Wiadomo, że stajecie się gwiazdami muzyki i na pewno będzie mieli bardzo dużo fanów… NO przede wszystkim fanek. – zaśmiała się Bessy.
- Powoli się spełniają nasze marzenia i chcemy dojść do wyznaczonych celów. – uśmiechnął się szczerze Bill. – A co do tej wolności to czasem jest ona ograniczona. – chłopacy wybuchli śmiechem, a Bessy za to nie wiedząc chyba o co im chodzi zrobiła zdziwioną minę.
- Czy macie zaplanowaną jakąś trasę? Bo wiecie wydajecie singiel i warto go promować. – zadawała dalej pytania prezenterka.
- W sierpniu planujemy małą trasę koncertową po Niemczech. Ale nie wiem kiedy i gdzie. – mówił non stop Bill. Odgarnął włosy z oczu i uśmiechnął się.
- Ale jak będziemy coś wiedzieć na pewno damy znać. – zaśmiał się Georg.
- Mam nadzieję. Dobrze chłopcy. Dziękuję za wywiad i zapraszamy do nas częściej. – z ekranu TV zniknęli TH, ale na całej szerokości pasma pojawiła się twarz Bessy. – Tak dla powtórki jeszcze raz Tokio Hotel i „Durch den Monsun”. – i znów ujrzałam teledysk TH. Już słowa pamiętałam, bo strasznie proste były. Nagle telefon zadzwonił.
- Słucham? – spytałam miło.
- Anika? Tu Alex. Widziałaś? Byli w TV i… Bill ma wpierdol! – mówiła szybko Alex, ledwo ją rozumiałam.
- Ale o co chodzi? Widziałam w wywiad widziałam. – mówiłam.
- No powiedział, że czasem są wolni. Mógł powiedzieć, że ma dziewczynę i… – zaczęła, ale nie dałam jej dokończyć.
- OF COURSE. Mógł powiedzieć jeszcze ALEX ZŁOTKO KOCHAM CIEBIE! Na pewno by to dobrze wpłynęło na dalsze losy zespołu. Powiedział dobrze według mnie i nic dodać nic ująć. – powiedziałam.
- Eee… – chrząknęła Alex. – O 19 u mnie. PA. Kocham. – odłożyła słuchawkę. Ja zrobiłam to samo. Wstałam i poszłam do kuchni po trochę pierożków.
- Można? – spytałam wskazując paluchem na stojące w misce pierogi.
- Bierz ile chcesz. – uśmiechnął się Jim. – Słyszałem tych waszych kolegów w radiu dziś.
- TH? Znaczy… Tokio Hotel? – spytałam.
- Tak.
- Ja właśnie oglądałam z nimi wywiad.
- Słyszałem.
- Aż tak głośno było.
- Nie no gdzież tam.
- Następnym razem założę słuchawki. – powiedziałam.
- Ironia?
- Nie umiem… – zaśmiałam się.
- No ja myślę. – Jim zaczął się śmiać. Pierwszy raz od momentu poznania się jego z moją maminką rozmawiałam z nim tak i nawet dobrze się rozumieliśmy. Do powrotu mamy z Tami gadaliśmy o pierogach o imprezach o płytach nowych na rynku muzycznym o moim zespole i ogólnie o wszystkim. Kiedy reszta rodzinki wróciła zaczęły się obrady czy mogę iść do Alex na noc.
- A jeśli rodzice Alex będą mieli coś przeciwko temu? – spytała mama.
- Kobieto, przyjacióły były u mnie przez całe dwa tygodnie, a rodzice Alex mają się wkurzać o jedną noc? – warknęłam.
- No tak, ona ma rację. – przeszedł na moją stronę JIM czyli był na dobrej drodze do tego bym go bardziej polubiła.
- Widzisz? – spytałam ironicznie.
- Dobra idź. Pamiętaj, że masz na głowie zespół. ZERO ALKOHOLU i innych tego typu używek. – mówiła mama, a ja konkretnie ją zlałam.
- Bla… bla… bla… – klepałam pod nosem podążając wraz z Tamarą do mojego pokoju. – Chcesz zagrać w samochodziki? – spytałam ją otwierając drzwi od pokoju.
- A cemu nie. – odparła i wskoczyła na fotel od komputera. Włączyłam jej grę a sama poszłam do łazienki wykąpać się itp. Gdy wzięłam zimny prysznic, było bardzo gorąco na dworze, wróciłam do pokoju, Tami spała na fotelu, komputer był włączony, a w telefonie miałam 5 połączeń od Toma. Nie chciało mi się dzwonić do niego, byłam owinięta ręcznikiem, miałam dziwny turban na głowie i bolał mnie brzuch, bo okres dostałam kilka minut wcześniej.
Wyłączyłam komputer, przeniosłam Tami do łóżka, a sama poszłam się wysuszyć. Nim to zrobiłam wyciągnęłam sobie ciuchy do ubrania. Nie wiedziałam co mam założyć. Miałam kompletną pustkę w głowie. Postanowiłam zatem zadzwonić do Maski, która zawsze wiedziała w co się ubrać itp.
- Słuchaj młotku co mam ubrać? Jasne spodnie z dziurami czy bojówki? – spytałam na samym wejściu.
- Hahaha… Tatty przed chwilą do mnie z tym samym pytaniem dzwoniła. – śmiała się.
- Więc?
- Jasne spodnie. – odpowiedziała tym razem poważnie.
- Ok. A bluzkę?
- Biały podkoszulek i tą czarną siateczkę. Ach i nie ubieraj japonek, bo idziemy na imprezę do klubu.
- Jakiego znów klubu?
- Gustav dzwonił do mnie jakiś czas temu i stwierdził, że zajmą miejsca w klubie Lost Heaven i tam pójdziemy.
- No to ja założę spódniczkę. – stwierdziłam.
- Ja zakładam tą moro z falbanami, Alex tą czarną z halką, Agatka mini jeansową, Ell zastanawiała się nad dwiema i zakłada jasną mini, a Tatty pożycza ode mnie tą czarną plisowaną.
- A ja to pójdę nago! – warknęłam. – Teraz to już nie wiem co założyć mam.
- Wiem!
- Co? – spytałam szybo.
- Ubierz tą jasną jeansową z dziurami. Ładnie wygląda na Tobie, tak… ładnie. – zaśmiała się.
- Ale krótką?
- Nie no wiesz możesz założyć sutannę i będziesz wyglądać jak pingwin. – nabijała się Maksi.
- Dzięki za wsparcie. – ironizowałam.
- Nie no tą krótką co masz do niej biało różowy pasek.
- Aaa to wiem. A co do tego?
- Eee…
- Co zakłada reszta?
- Alex tą bluzkę bez pleców, Agata wiązaną przy szyi, Tatty tą jej białą z wielkim kwiatem na plecach, Ell taką co mam i ja ją, no tą… wiesz… z tym dekoltem w kwiaty…
- No wiem już…
- No, a ja to chyba tą czarną co ma te paski.
- Ta co jak mumia w niej wyglądasz?
- Ha… Ha… Ha… Właśnie tą, co na jednym nagraniu miałam i Frans śmiał się, że jak ktoś pociągnie za sznureczki to zostanę naga. – śmiałyśmy się.
- Ale śliczna jest bluzeczka nie ma co. Ale ja nadal nie wiem co ja mam założyć. – narzekałam, co było moją wadą.
- Masz jeszcze tą siatkę czarną z tymi akcentami srebrnymi? – spytała po chwili Max.
- No pewnie gdzieś tam jest. – mówiłam wyciągając z szuflady czarne stringi, mimo tego, że byłam zakrwawiona ^^.
- To szukaj i ubierz to. Pamiętaj czarny stanik, a nie zielony czy jakiś inny róż…
- Spoko. Pa. Dzięki.
- Pa. – rozłączyłam się i rzuciłam telefon na biurko. Wyszukałam wszystkiego co potrzebne no i poszłam się przygotowywać. Wysuszyłam włosy, wyprostowałam je, ubrałam się, umyłam zęby no i oczywiście make – up. Wyglądałam nawet dobrze, ale nie wiedziałam jakie buty założyć. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17:45 JUŻ! Ja nie wiem gdzie ten czas mi uciekł. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer Tatiany.
- Kochana słuchaj nie wiem jakie buty założyć. – powiedziałam zmartwionym głosem.
- A co ubierasz? – spytała Tat.
- Siatkę czarno-srebrną od Alex i tą podartą mini jasną. – odpowiedziałam.
- No to załóż te klapki czarne na obcasie.
- Myślisz?
- Czasem mi się zdarza. – zaśmiała się.
- Wiem. Dobra dzięki. Kocham. – rozłączyłam się i poszłam na dół do szafki na buty.
- Już idziesz? – spytała mama siedząc na krześle w kuchni i patrząc na mnie jak na dziwadło.
- No zaraz będę szła. – odpowiedziałam wyjmując z szafki czarne klapeczki.
- Idziecie gdzieś na imprezę czy co, żeś taka wystrojona? – spytała ponownie mama.
- Na imprę z chłopakami, a potem do Alex na noc. – włożyłam buty i pokazałam się mamie. – Może być?
- Eee… Yyy… A bluzki nie możesz zmienić? – spytała pogardliwie mama.
- Pfff. – prychnęłam i poszłam do siebie do pokoju. Spakowałam do czarnej torby wszystko co potrzebne, nałożyłam na siebie czarną krótką bluzę i chciałam już wyjść, kiedy zobaczyłam Tamarę śpiącą z otwartą buzią zatrzymałam się. – Słodko! – rzekłam sama do siebie i poszłam pocałować siostrę w policzek, niestety na moje nieszczęście zbudziła się.
- Gdzie idziesz? – spytała mała ziewając.
- Do Alex.
- Wess mnie teś. – mówiła.
- Nie mogę kochanie.
- Ok. Pa. – obraziła się i poszła spać.
- No to do jutra. – odeszłam, zabrałam torbę i wyszłam. Zeszłam na dół, pożegnałam się z mamą i poszłam na autobus, którym miałam dojechać do domu Alex.
Gdy opuściłam dom, po drodze spotkałam Olivera, kolegę z klasy. Nie pogadaliśmy sobie za długo, bo akurat na przystanek podjechał mój autobus. Wsiadłam i usadziłam się na wolnym miejscu choć do Alex miałam jakieś 2 przystanki autobusem.
Kiedy dojechałam na miejsce wysiadałam i już na samo DZIEŃ DOBRY zobaczyłam chłopaków z TH stojących przy kiosków, a wokół nich mnóstwo dziewczyn. Przeszłam obok nich obojętnie by za bardzo uwagi nie zwrócić na siebie, no ale nie wyszło.
- Anika! – usłyszałam głos za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaków kiwających do mnie. Dziewczyny, które zbierały autografy od chłopaków popatrzyły na mnie jak na debilkę.
- Czekaj. – powiedział Tom. Po chwili oczekiwań doszli do mnie wolni. Żaden z nich nie przytulił mnie a ni nic, w sumie to dobrze, bo fanki, które ich tak bardzo oblegały jeszcze nadal gapiły jak w obrazki. Podeszliśmy pod dom Alex. Zapukałam i otworzyła nam mama przyjaciółki. Machnięciem ręki nakazała nam wejść i to zrobiliśmy.
- Dzień dobry pani. – powiedziałam miły głosem.
- Dzień dobry. Aniko, Alex czeka na Was w salonie. Idziecie gdzieś? – spytała równie miło.
- Owszem, ale nie wiem gdzie. – uśmiechnęłam się.
- Dobrze. Nocujesz u nas dziś tak?
- Jeśli nie ma pani nic przeciwko to tak.
- Pewnie, że nie. Idę do kuchni. Do picia coś Wam dzieci dać? – zwróciła się do ogółu, który stał jeszcze w korytarzu.
- Dziękujemy. – odpowiedziałam za nich. Mama Alex poszła do kuchni, a my do salonu. Gdy weszłam zobaczyłam już siedzące dziewczyny. Agata siedziała na kolanach Martina, a Alex gdy zobaczyła Billa wleciała w niego i zaczęła tulić jak zabawkę pluszową. Ell przywitała się całusem z Georgiem, a Maksi odziwo z Gustavem. Andreas siedział na sofie z dziewczyną, szatynką o czysto zielonych oczach. Wszyscy rozsiedliśmy się po całym salonie i wpatrywaliśmy się w siebie. Wkurzała mnie ta cisza, ale co miałam innego robić jak nie czekać na decyzję co robimy itp. Po chwili milczenia czyjś telefon zaczął dzwonić. Okazało się, że była to komórka Georga.
- Tak? – zapytał odbierając. – No tak oczywiście. No my jesteśmy gotowi. Lost Heaven wolne? No tak mi się wydaje. Dobra to my za jakiś czas będziemy. No ok. Trochę ludzi będzie. No tak wiem…. Wiem… Dobra. Ok. Nara. – rozłączył się i włożył telefon do kieszeni ciemnych jeansów. – No co się tak gapicie? – zapytał śmiejąc się. Faktycznie wszyscy na niego patrzeliśmy jak na BOGA. – Zbierajcie się jeśli chcecie iść na imprezę.
- No! – powiedział entuzjastycznie Tom. – Wreszcie! – wszyscy wstaliśmy i opuściliśmy dom. Szybkim krokiem poszliśmy do Lost Heaven, które było jakieś 4 minuty od Alex. Gdy doszliśmy pod klubem nie było nikogo.
- Czekajcie, ja wejdę najpierw. – uśmiechnął się Georg i wszedł do klubu. Po kilku sekundach dosłownie wyszedł machnął ręką na znak zgody by wejść no i wszyscy wsypaliśmy się do pubu.
Gdy weszłam zobaczyłam bardzo ciekawy NOWY wystrój. Zawsze było czerwono czarno, a teraz… hawajsko. Na ścianach narysowane były palmy i różne inne akcenty typowo nad morskie.
- Czuje się jak na Majorce. – powiedziała szeptem Maksi.
- Ja tez. – odpowiedziałam jej. Zajęliśmy wielki stolik na górze klubu. Byliśmy tam pierwsi nie wiem dlaczego, ale było fajnie. Kiedy się rozsiedliśmy dziewczyny poleciały na parkiet, tzn. Alex, Max i Tatty. Bill w towarzystwie Gustava i Martina poszli do baru po coś do picia, Ell i Georg poszli do toalet, bo Elleine musiała zadzwonić do rodziców. W rezultacie zostałam ja z Tomem i Andi ze swoją dziewczyną, której imienia nawet nie znałam. Ja siedziałam na wielkiej sofie, obok mnie Tom, a naprzeciwko druga para. W sumie nie mogę powiedzieć, że JA z Tomem chodziliśmy ze sobą, bo mu nie odpowiedziałam czy będzie razem czy nie.
Tak siedziałam i patrzyłam w sufit, aż wreszcie z mojego transu wyrwał mnie Tom, który złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego. Przez cały czas od momentu spotkania pod domem Alex nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Jakoś nie było okazji by pogadać, w sumie może i ja ochoty nie miałam? Nie wiem sama…
- Chcesz pogadać? – spytał przybliżając się do mnie.
- A zależy o czym? – powiedziałam zalotnie.
- No nie wiem…
- Oglądałam dziś z Wami wywiad. Fajny, ale Bessy mnie wkurzała…
- Coś Ty? – zdziwił się Tom. – Ona jest super. Ładna i fajna. Przed wywiadem z nią gadałem i wydała się bardzo sympatyczna.
- Czy Ty chcesz wzbudzić we mnie zazdrość?
- Pewnie, że nie… A nawet jeśli to co?
- To właśnie to, że Ci się nie uda. – wytknęłam mu język i wstałam podążając na parkiet. Po drodze ukradłam piwo Billowi z ręki. Dobiłam do przyjaciółek, które w najlepsze się bawiły. – Co tam? – spytałam.
- Po co Ty masz tą bluzę? – zapytała Alex.
- Właśnie, wyglądasz jak dałn. – stwierdziła otwarcie Tatiana.
- Dzięki… – rzekłam. – Zapomniałam zdjąć, w sumie to nie zdążyłam, bo Tom mnie chciał zmolestować. – zaczęłyśmy się śmiać.
- Strasznie mało ludzi póki co jest nie? – odrzekła Maksi rozglądając się po sali. Faktycznie było strasznie mało ludzi, no ale cóż się dziwić, skoro MY weszliśmy pierwsi. Lost Heaven nie był dużym klubem, był akurat w sam raz do zabaw.
Po godzinie imrezowania samemu na parkiecie coraz więcej ludzi zaczęło się zbierać, a MY, tzn. te które tańcowały cały czas, byłyśmy coraz bardziej zmęczone i potrzebowałyśmy picia. Żaden chłopak się nie zjawił nawet na moment. Muzyka leciała w sam raz. Trochę r’n’b, rap i pop-rock. Idealnie.
Po kolejnej godzinie zrobiło mi się tak gorąco, że nie wyrabiałam. Rozebrałam się z bluzy i poszłam ją zanieść. Gdy doszłam do naszego stolika zobaczyłam całujących się Ag + Martin, Ell + Georg, no ale nie było Andreasa i tego jego dżagi. Spojrzałam na Toma, który popijał sobie piwo, a potem na Billa, który rozmawiał z jakimś chłopakiem. Usiadłam na brzegu fotela i popatrzyłam na Toma.
- Stało się coś? – spytał po chwili. – Patrzysz się na mnie jakbym Ci coś zrobił.
- Nie nic się nie stało. Lubię na Ciebie patrzeć. – wytknęłam mu znów język. – Bill. – wrzasnęłam. – BILL!!
- Co? – spytał czarnowłosy odgarniając włosy z oczu, tak samo jak robił to w TV.
- Alex Ciebie woła. – skłamałam.
- Ok. Dzięki. – uśmiechnął się, pożegnał z kolesiem i poszedł na parkiet.
- Kłamczuch. – skwitował mnie Tom.
- Że co? – spytałam zdziwiona.
- Nie umiesz kłamać. – stwierdził Tom.
- Taa… Oczywiście. Gdzie Gustav?
- A gdzie Maksi?
- Yyy… Była na parkiecie przed chwilą.
- No i Gustav razem z nią.
- Hm?
- No co się dziwisz. Pasują do siebie!
- Nie no ja nic przecież nie mówię. – wzruszyłam ramionami i zaczęłam rozglądać się po sali. Zobaczyłam bawiących się znajomych i przypomniałam sobie po co przyszłam. – Mogę zostawić bluzeczkę?
- No pewnie. – powiedział Tom. Położyłam bluzkę na stertę rzeczy i wzięłam od Toma z ręki butelkę piwa i się napiłam, a raczej wypiłam mu wszystko. – Dzięki. – rzekł kiedy oddawałam mu butelkę.
- O NIE MOJA PIOSENKA! – wrzasnęłam kiedy DJ zapuścił Ciara „1,2 step”. – Chodź na parkiet. – pociągnęłam Toma za rękę i poszliśmy tańczyć. Dobiliśmy do reszty i wszyscy bardzo miło tańcowali sobie. Oczywiście znając mnie i Alex zaczęłyśmy się wygłupiać i udawałyśmy Ciare. Oby dwie miałyśmy bzika na jej punkcie i teledysk do piosenki „1,2 step” znałyśmy na pamięć.
- SHAKE UR ASS! – krzyczała Alex machając rękoma jak oszalała. Billowi chyba repertuar nie odpowiadał, bo stał i patrzył na nas jak tańczymy. Maksi po chwili do nas dołączyła, a Tatiana poszła do baru po Colę, bo ona woli nie pić alkoholu na imprezach. Gustav dołączył do Billa, a Tom jak debil uśmiechał się do każdego, dziwacznie machając rękoma. Wyglądał jakby miał okres godowy co najmniej, ale mniejsza z tym. Gdy piosenka się skończyła jak na złość DJ puścił Avril Lavigne „I’m with you”. Większość ludzi na sali wydała z siebie odgłos zniechęcenia, ale DJ i tak nie zmienił nuty. Na około mnie widziałam poprzyklejane do siebie pary znajomych. Alex z Billem już się całowali, Maksi z Gustavem przytulali, a w oddali widziałam Andreasa wraz z dziewczyną w ciemnych włosach, którą widziałam w domu Alex. Ja stałam jak taki kołek, póki nie podszedł do mnie Tom i nie objął mnie od tyłu. Pocałował mnie w policzek i tak tańczyłam z nim. Nic nie mówiłam, Tom też nic. Gdy piosenka się skończyła złapałam za rękę Toma i poszliśmy na zewnątrz ochłodzić się trochę. Było dość widno jak na tak późną godzinę, ale nie przeszkadzało mi to, bo wraz z przyjaciółkami kochałyśmy włóczyć się po mieście o tak później godzinie. Stanęłam oparta o mury budynku, w którym był klub. Naprzeciwko mnie stanął Tom. Cały czas trzymałam go za jego lewą rękę (moją prawdą xP). Patrzyliśmy sobie prosto w oczy nic nie mówiąc.
- TOM? TOM KAULITZ? – usłyszałam jakiś krzyk. Rozejrzałam się i zobaczyłam średniego wzrostu blondynkę idącą w naszym kierunku.
- Vanessa? Ta Vanessa? O jaaa… – widziałam na twarzy Toma zachwyt a jednocześnie zażenowanie.
- Vanessa Weck. Chodziliśmy razem na zajęcia sztuki. Pamiętasz? – dziewczyna podeszła do nas i stanęła.
- Pewnie, że pamiętam. Takiej osobistości jak Ty się nie da zapomnieć. – oby dwoje zaczęli się śmiać, a ja stałam jak taki bałwan, którego nikt nie widzi.
- Co u Billa? – spytała dziewczyna, nadal nie dostrzegając MNIE.
- Jest w Lost Heaven, właśnie tu. – Tom wskazał na klub z którego wyszliśmy. – Tak w ogóle to poznaj Anikę, moją… Eee… dziewczynę? – dodał z zapytaniem Tom.
- Dziewczynę? Ooo. Dorobiłeś się wreszcie kogoś normalnego, a nie tej Julii czy jak ona tam się zwała. – wyśmiała Toma Vanessa. – Miło mi poznać, Vanessa.
- Anika. – podałyśmy sobie ręce.
- Kto jest na imprezie oprócz… Was? – spytała Vanessa.
- Cały mój zespół no i parę znajomych. – odpowiedział Tom.
- AAAA!! Widziałam Was w TV. Jesteście świetni! Teledysk jest przeboski. – oświadczyła entuzjastycznie Vanessa.
- Dzięki. – rzekł Tom.
- Dobra amorki, ja Wam nie przeszkadzam, pójdę się przywitać z Billem i do znajomych co właśnie są w L.H. Pa. – machnęła ręką Vanessa i poszła.
- Kto to? – spytałam.
- Koleżanka. A co? – odparł Tom.
- Nic. – odwróciłam głowę i popatrzyłam w głąb ulicy.
- Zazdrosna jesteś? Jaaa… Anika, to TYLKO koleżanka. Bardzo dobra znajoma, z którą chodziłem na dodatkowe zajęcia ze sztuki. Córka nauczycielki. – Tom się produkował, a ja chciałam wybuchnąć śmiechem.
- Dobra już wiem wszystko. Skończ. – mówiłam śmiejąc się. Nie mogłam wytrzymać, tak śmiesznie się tłumaczył. – Poza tym to od kiedy ja jestem Twoją dziewczyną?
- A nie jesteś?
- A jestem…
- A jesteś?
- Przestań! – warknęłam. – Powiedziałeś Vanessie, że jestem Twoją Girl.
- I? – zaczął mnie powoli denerwować.
- I nic. – syknęłam i wyrwałam rękę.
- Oj … Przepraszam. – zrobił maślane oczy i uśmiechnął się tak samo jak za pierwszym razem kiedy go zobaczyłam. – Spytam jeszcze raz. Chcesz ze mną być?
- Yy… – znów poczułam to samo ściśniecie w żołądku jak za pierwszym razem. – Eee…
Lost Heaven
Made in Germany
Made in Germany…’Far and Away
….Nie, zdecydowanie nie zostałam ‘made’ w Niemczech, ale…mam niemieckie korzenie. W tej całej, z góry zakładam że bezsensownej notce chodzi o przemianę mojej postawy wobec Niemców, Niemiec i wszystkiego ‘from Germany’. Przez większość mojego życia byłam bardzo negatywnie nastawiona do Szwabów, a teraz…. całkiem przeciwnie !!! 1/3 dnia mówię po niemiecku (wcześniej używałam tego języka do wyładowania złości i domyślnego obrażania innych),mam do czynienia z Niemcami….już nawet(może niestety)myślę po niemiecku, Hanni – niemiecki, Martin – niemiecki….to staje się dla mnie dziwna sytuacja bo jeszcze kilka lat temu nie dopuściłabym do podobnej sprawy…cuż…takie życie.
No dobra, moja ‘germanizacja’ to jedno, chcę jeszcze napisać o filmie, jednym z moich ulubionych – “Far and Away” czyli(w polskiej wersji) “Za Horyzontem”. Ten film jest moim ulubionym, jest bardzo piękny choć dość stary, myślę że dużo osób go zna – młodziutki Tom Cruise, Nicole Kidman, piękna Irlandia, a później Nowy Świat…to jest film o dążeniu do celu, do spełnienia marzeń…to się opłaca !!! :)
Nowość !
…Zaczęłam jak na reklamie proszku do prania !!! Chodzi jedynie o to że postanowiłam założyć jeszcze dwa blogi o określonej tematyce – jeden o koniach i jeździectwie i drugi o Roswell…Oczywiście nie będę zaniedbywać poprzednich ! Ostatnio trochę zaniedbałam ten o Hannawaldzie (www.svenii.blog.pl), ale to dlatego że wnosiłam sporo poprawek w tym :) Niedługo podam adresiki nowych blogów !!! Pozdrofffffka !!!!!
Może da się wmówić…
Może da się wmówić…
…że MŚ w Val di Fiemme mają jakieś dobre strony??? Da się ?…Mam nadzieję !! Zamieszczam sporo zdjęć (nie tylko z konkursów) z Val di Fiemme…będą skomentowane przeze mnie…no dobra, nie zrobię tego, nie będę komentować po niemiecku…chociaż mam ochotę…w końcu Hanni to nic innego jak szwabski szkielet latający !
Hanni słucha…czegoś, to bardzo rzadki widok…ale jakże piękny :P
Naprawdę niesamowity facet – że on tam znalazł sobie powód do śmiechu…Śmiał się z Tajnera ???
Obowiązkowy zestaw Svena Hannawalda – czapeczka ‘Sonax’, bidon ‘Chiang Mai’ i…..narty Rossignol oczywiście !!!
…ein Interview…no dobra, skoro obiecałam że nie po szwabsku – wywiadzik
I czego się znowu cieszy ???
Jak to skomentować ? Mało szczęśliwy ryj Svena ???… i tak wiadomo że go koffam…:)
Mach einen guten…to znaczy chciałam powiedzieć – oddaj dobry skok, Hanni
Mensch ! Człowiek…zwykły…najlepszy, taki jakiego lubię najbardziej bo radosny !!!
Błękitnooki się koncentruje, powtarza do znudzenia magiczną formułę – mach einen guten Sprung, Hanni…wtedy nie zadziałało :(
Wypijmy za błędy….
“Wypijmy za błędy….
Ha !! spoko…jeszcze kontaktuje…dopuki kontaktuje to mówie wam koffani że ta notka jest pisana przy trzylettttttniejj Takili i im dłużej piszę tym bardziej jestem napita…usprawiadliwiam to, co ewentualnie napiszę…a…jeszcze ooooo tym nie wiem.
Zle sie czuje…naprawdę..nie dlatego że piję, nie dlatego że jestem chora…nawet chyba sama nie wiem dlaczegggo, a może wiem….ale nie ważne…mam tera wene i musze se pospiewac….
“Wiara się leni…
Lecz wszystko sie zmieni….
Kiedy przyjdzie Svenii…
W oczach się zamieni…
Barwami jesieni….
Usłyszymi szum strumieni….
Sie upijemy i bedziemy upojeni…
Bo przyszła Svenii !!!
Taaaa wiedziałam że mam telent…bede texciarzem…zrobie kariere !
nie smakuje mi takila..pije…pije i nie mogę sie do niej przekonac..stare czeskie gówno! Bleeee…ale upija..już mnie troszku ścieło..
pisze u góry “I always tried to find the SANE LIFE (…)taaa …to jest dla mnie bardzo wazne……….ale kto w to ’sane life’ uwierzy kiedy przeczyta taką notkje ? no wlasnie..nikt…gdzie moja wiarygodnosc ???? Wiecie ze sven byl dzisiaj naseriii prubnej 17 ? a na quali 6….skacze jakby calą noc ‘pracowal’ ha ha ha…ale ja i tak go koffam…bardzo..bo on jest najlepszy…wierzyłam 5 lat, dlugie 5 lat ze bedzie wielkim hannawaldem i zostal..wiec jak go nie kochac….no nie tylko go koffam….ta tekila sklania ku mowieniu prawdy….naprawde ! mi trzeba wierzyc ! taka tekila z…czym tak? jakis kapelusz -sombrero na etykiecie – zajebi…prawdomowna…a w polaczeniu i martini..odjazd…:P
koffam Svena..ale nie tylko jego..jeszcze Maddina Schannkhe…maddina schmitttta…sigurda pettersena…i jeszcze paru……podloga jest taaaka miekka…zle sie pije samemu….ale..dzisiaj mi sie podoba….trzeba wzniesc toast….najpierw za koffane koniki na ktorych jezdze albo jezdzilan….za antara, d’artagnana, kadryla,lina…burzana…irlandie..nacje…junone…probiego…game…marwe..
malwe…..malinke….mojwe..baje…bajke…lotte…delicje…borana…qurde..zawodna pamiec…lewade…baske….etne(toy-toya)…irokeza…suma..kike…meteora…mekadora…i…wszystike inne konie….
Tera za skoczków….
za svena hannawalda bo jest piekny..pieknie skacze i na wielnie blekitne oczy…za maddina schmita bo….jest slodki..ze skakami tera gorzej…za sigurda pettersena…bo jest najlepsym debiuuutantemmmmm
za kasaia,romoerena…ritzerfelda…piepera…duffnera…tomka makowieckiego…..wujka dankana z jakiejs reklamy co wlasni leci…za malysza nie pije bo ni warto…za liegla…widelca…koso-nosego czyli hoelwartha…mattiego….janko ahonena….kiuru…lindstroema….jusilainena…..happonena…kokkonena…..i innych from finland…za Zunge hanniego…bo fajno go pokazuje….
chce mi sie kibicowac…napisze zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeh hanni…ale nie w ramach ciagnij hanni..bo co on mialby ciagnąc ?? przeciez nie est pedalem…ale nie jestem zboczona !!! to takie niemieckie Ciii – znaczy tyle co to że ma maxymalnie wydluzyc/wyciagnac skok..ale fajno…ide spac bo bedzie zle
papapa
lola
Dobra, daję to żebyście się przekonali że nic nie tracicie nie czytając tego !!!!!!!!!!!!
To był sierpniowy poranek, na dworze było jeszcze chłodno, kiedy wreszcie dotarłam do Hinterzarten. Choć wiedziałam o tym wyjeździe od pół roku byłam w wielkim szoku, że stoję teraz na tej pięknej schwarzwaldzkiej ziemi, bliżej Svena niż kiedykolwiek. Dzięki moim znajomościom mieszkałam w pokoiku nad miejscową stajnią w zamian za opiekę nad końmi.
Jest to dość pracochłonne zajęcie, ale osobie mającej wprawę nie powinno sprawiać trudności.
Ponieważ było już późno nakarmiłam konie i położyłam się na moje nowe, niezwykle niewygodne łóżko.
- brrrr…Niemców mi się zachciało! Co ja tu robię? Nie tak to sobie wyobrażałam, no, ale mam przecież plan, nawet miałam go spełnić…Niezwykle infantylne marzenie…
[to bardzo mało, ale wystarczy aby się całkowicie zniechęcić...]
Mój blog
Mój blog powrócił do życia…!
Pewnie i tak nikt się nie cieszy…
Znaczy…ja się cieszę, ale ja jestem nikim…
Echhh…zaplątałam sama siebie…niezdarna jestem!
W każdym razie wróciłam!
Nie wszystko jeszcze działa tak jak należy…ale wróci do normy…
Pozdrawiam serdecznie…i radoście!
[później napiszę o moim wczorajszym spacerku...]