• Archives
  • Categories
  • Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

    Pierwszy koncert : )


    2010 - 04.25

    moi drodzy parafianie xD jestem zawiedziona : (… strasznie malo komentuje, ale ci co pisze to mam nadzieje, ze serio czytaja, bo jak nie to nie mamy dla kogo pisac… dla siebie w sumie oO.
    dodaje znow ja (an) bo napisalam dosc dluga notke, ktora postanowilam rozdzielic na dwie czesci. pierwsza juz byla teraz zostaje druga. alex napisze kolejna czesc dla was : )
    licze na to, ze bedzie mnostwo komentow :) tych szczerych i tych krytukujacych.
    wszystko znose xD

    jakby co to pisac na gg do mnie lub alex xD

    peAce ^^

    Po bajce wszyscy roześmiani pojechaliśmy do Aniki do domu. Jej mała siostra JAK zawsze kleiła się do mnie. Tym razem nie puszczała głupich tekstów do bliźniaków, tylko… raz kopnęła Toma w piszczel, a ten powiesił jej miśka na żyrandolu.
    - Dawaj miotło! – zaczęło się od nowa. Tamara rzuciła się jak dziki kot na Toma i zaczęła go drapać i gryźć.
    - Uspokój się szczylu! – wrzasnęła Anika i rzuciła jej w twarz zabawką, a ta wybiegła z pokoju z płaczem. – Co za wredna gówniara. – wyzywała przyjaciółka. Zamknęła drzwi na zamek i walnęła się na fotelu. Przez kilka godzin gadaliśmy o niczym. Były to głupie rozmowy przy puszkach Red Bull’a, których osobiście wypiłam AŻ 5 oO. Do godziny 22 siedzieliśmy na ziemi plotkując, a o 22:30 wraz z bliźniakami opuściłam dom Aniki. Bracia odprowadzili mnie pod dom, a potem sami udali się do siebie. Nie obyło się bez ucieczki przed fankami, które goniły nas z 10 minut, ale to był tylko mały epizod. Wróciłam do domu i walnęłam się spać…

    Kolejne dni były jedną wielką zabawą. Wakacje nadal w pełni i wraz z BB wyjechałyśmy nad morze by się poopalać. Chłopaki w tym czasie dawali darmowe koncerty dla dzieci, więc nawet jeśli chcieliśmy się widywać to zostawały nam tylko noce, ale… to nie było to samo co dzień. Dlatego pojechałyśmy odpocząć. Nie działo się nic ciekawego. Całymi dniami leżałyśmy plackiem na plaży opalając się i wypoczywając. Korzystałyśmy z tego, że możemy odpocząć. Po powrocie miałyśmy promocję singla i wydanie teledysku oraz parę wywiadów m.in. ze Sputnikiem oraz z lokalną telewizją.
    - Z jednej strony cieszę się, że wracamy, a z drugiej mam ochotę jeszcze posiedzieć na plaży i popatrzeć na te piękne męskie kąski co często przychodziły popluskać się w wodzie. – rozmarzyła się Tatty.
    - Nie ma to tamto. Było fajnie… – przyznałam jej rację. Po powrocie do domu od razu pierwszego dnia poszłyśmy do Fransa, który miał już dla nas przygotowany singiel i teledysk… Okazało się, że miałyśmy już pierwszą sesję zdjęciową do naszej strony internetowej, która już była w przygotowaniu. 22 sierpnia o 16:00 odbyło się premierowe spotkanie w studiu VIVA. Program był poświęcony nam oraz US5. Jakimś męskim gwiazdką, które… nie umiały śpiewać. Kiedy Susan zapowiedziała Black Blush na sali wybuchły oklaski i pojawiłyśmy się MY.
    - Głęboka woda, jak dla tak mało znanych gwiazd jak Wy. Program na żywo. Ogląda Was większa część młodej publiczności Niemieckiej. Jak się czujecie? – zapytała blondynka.
    - Bardzo dobrze. Nasze marzenia… – odpowiedziała za nas wszystkich Agata.
    - Przedstawicie się? – zaproponowała Susan.
    - Jestem Anika, śpiewam i pisze teksty, to jest Alex, gra na gitarze elektrycznej, to Agata, nasza basistka, Tatiana, również gra na elektrycznej no i nasza kochana perkusistka Elleine, jest jeszcze Maksi, która niestety nie mogła z nami być. Jest ona naszym psychologiem i naszym małym managerem. Pozdrawiamy Max. – Anika przedstawiła nas, a na sali wybuchły oklaski.
    - Dołączam się do pozdrowień. Ile macie lat tak w ogóle? – zapytała ponownie Susan, był to mały wywiad z nami, więc musiałyśmy odpowiadać. Przed samym występem umówiłyśmy się jak odpowiadamy i w jakiej kolejności. Ja już połowę zapomniałam co miałam mówić, taki stres miałam. Pierwszy raz takiego wywiadu udzielałam.
    - Wszystkie jesteśmy w jednym wieku. Jedynie miesiące urodzenia są inne. – odpowiedziała tym razem Tatiana.
    - Kto jest w takim razie najstarszy?
    - Anika. Noworoczniak. – znów mówiła Tatty.
    - Ooo. Jak miło. – uśmiechnęła się reporterka. – Tytuł płyty daje dużo do życzenia…. ponieważ jest bardzo ordynarny i zwraca na siebie uwagę. Nie boicie się nieżyczliwych komentarzy na temat singla i płyty?
    - Nie, dlaczego? Przecież musimy jakoś zwrócić na siebie uwagę innych. Poza tym kto nie będzie nas słuchał to jego sprawa. Jesteśmy tu po to by pokazać, że każdy może być na naszym miejscu. – wytłumaczyła Ell.
    - A tytuł nadałyśmy wspólnie. Liczymy się z konsekwencjami i niczego się nie boimy. – dopowiedziała Agata.
    - Jesteście tak samo pewnie jak chłopacy z Tokio Hotel, macie z nimi coś wspólnego? – zapytała i przyszła kolej na mnie. Wiedziałam, że kiedyś musi nastąpić moja kolej. Zacisnęłam ręce i zaczęłam:
    - Bill, Tom, Gustav i Georg są naszymi dobrymi znajomymi. Znamy się już dość długo i mamy te same zainteresowania. Łączy nas z nimi jedynie przemysł muzyczny to wszystko. – skłamałam. Tak mi było strasznie głupio, że mowie nie prawdę, że to tragedia. Miałam ochotę wstać i wykrzyczeć „BILL KOCHAM CIE”, ale nie mogłam zrobić z siebie dałna, gorszego niż jestem.
    - Chcecie coś jeszcze powiedzieć nim wszyscy ujrzą po raz pierwszy Wasz teledysk? – zapytała Susan.
    - Miłego oglądania. – zmówiła się Anika z Agatą.
    - Oto teledysk „Everything I’m not” grupy Black Blush. Poza tym już jutro wychodzi single dziewczyn z owym nagraniem. A już za tydzień w programie Viva Live dziewczyny zagrają dla nas na żywo. – Susan spojrzała na nas i zaczęła znów – Dzięki za miłe spotkanie do zobaczenia za tydzień. – pożegnałyśmy się i na ekranach pojawił się początek naszego teledysk, a chwilę później napis BLUCK BLUSH – „EVERYTHING I’M NOT”.
    - Bosko. – szepnęłam do Tatiany. Wszystkie wpatrywałyśmy się w wielki ekran plazmowy. Serce miałam w gardle, a ręce spocone. Czułam jak pot cieknie mi po skroniach. W głowie miotało się tysiące pytań, na które nie znałam odpowiedzi, choć bardzo chciałam znać.
    Po programie wybiegłyśmy do sali konferencyjnej, gdzie ku naszemu zdziwieniu czekali chłopacy z TH. Rzuciłam się Billowi na szyję i przeprosiłam.
    - Nic nie stało. – powiedział i pocałował mnie w policzek. Usiedliśmy wokół wielkiego stołu. Wraz z dziewczynami nie mogłyśmy przeżyć tego, że wreszcie jest po wszystkim i, że dużo przed nami.
    - I jak Wam się podobało? Wypadłyśmy dobrze? Kurde chyba się pomyliłam raz przedstawiając nas. Ale mam nadzieje, że krytycy nie wychwycą tego. Bosze, ja umrę chyba. – przeżywała Anika, Tom objął ją ramieniem i uspokajał.
    - Wszystko poszło dobrze, a teledysk macie pierwsza klasa! – stwierdził Gustav.
    - A gdzie Maksi? – spytał Georg.
    - Pojechała na konferencję prasową do Monachium. W naszym imieniu. Tam miała załatwić jeszcze coś związanego z kontraktem, ale nie wiem co. – odpowiedziała Tatiana.
    - Wczuwa się w rolę mini menagera. – stwierdził Gustav. – Zuch dziewczyna.
    - Pewnie, to anioł w ludzkiej skórze. – powiedziałam wychwalając Maksi ponad wszystko.
    - Racja… – zgodziła się Ell i oparła głowę o Georga. Wszyscy wyglądaliśmy jak zmęczeni ludzie po pracy, a niestety wszystko przed nami…

    Wieczorem siedzieliśmy w studiu u Fransa oblewając sukces, którym było wydanie singla i teledysku, który już pierwszego dnia został dobrze przyjęty przez większość. Strona internetowa już działała. Więc miałyśmy okazję wpisać parę szczegółów o nas. Joachim, który zrobił dla nas naszą stronę napisał jako dobry reporter kilka pytań, na które odpowiedziałyśmy. (odpowiedzi Aniki)
    1. Imię i nazwisko
    2. Data ur.
    3. Data im.
    4. Znak zodiaku.
    5. Rodzeństwo
    6. Co robisz w wolnych chwilach?
    7. Idol
    8. Motto
    9. Marzenie
    10. Przesłanie dla fanów

    Ad 1. Anika Halmer
    Ad 2. 1 stycznia 1989r.
    Ad 3. nie pamiętam oO.
    Ad 4. koziorożec xD
    Ad 5. siostra, młodsza… Tamara
    Ad 6. piszę piosenki, gram na gitarze, śpiewam i spotykam się z przyjaciółmi
    Ad 7. trudno powiedzieć xD
    Ad 8. Carpe diem & Korzystaj z życia póki możesz
    Ad 9. zaśpiewać z Linkin Park xD
    Ad 10. kocham was xD (serio, serio xD)
    Każda z nas powpisywała swoje odpowiedzi i rozeszłyśmy się do domu umawiając na następny dzień o 15 w studiu. Jak weszłam do domu spotkałam rodziców w trakcie kłótni o… nie posprzątany salon.
    - Czy Wy musicie się wiecznie kłócić? – wrzasnęłam siedząc w kuchni i opychając się ze złości nutellą. – Ja mam was dość. NARA. – wstałam i wyszłam z domu trzaskając drzwiami tak, że ściany zadrżały. Szłam ciemnymi ulicami miasta potykając się o wystające kamienie, aż wreszcie upadłam i siedziałam płacząc sama do siebie. Miałam dość wszystkiego. Myślałam, że jak osiągnę to co zamierzałam będę miała święty spokój na całe życie, że rodzice już nigdy więcej nie będą się kłócić, a tu się okazuje, że już pierwszego dnia miałam ochotę iść i skoczyć z mostu.
    - Nic Ci nie jest? – usłyszałam znajomy głos za plecami. Odwróciłam leniwie głowę i przed moimi oczyma stanęła postać znienawidzonej osoby… Był to Ollie.
    - Potknęłam się. – na momencie wstałam i zaczęłam iść. Nie miałam ochoty na głupie teksty byłego kumpla, z którym łączyło mnie wiele więcej niż deska i zamiłowanie do muzyki…
    - Alex czekaj! – wołał za mną, a ja nie zważałam na to. Brnęłam przed siebie coraz szybciej, ale niestety nieuniknione spotkanie musiało kiedyś nastąpić. Ollie podbiegł do mnie i zatrzymał mnie, łapiąc za ramię. – Przepraszam! – powiedział patrząc mi w oczy.
    - Wiesz co? Jakbyś był inteligentniejszy byś zrozumiał, że nie mam ochoty z tobą gadać, ale najwidoczniej jesteś głupszy niż mi się wydawało, także… zmywaj się i zostaw mnie. – mówiłam podniesionym głosem. Byłam zła na cały świat. Na tego na górze, że mimo wszystko sprawia, że czuję się źle. Na Billa, który nie napisał mi SMS, na dziewczyny, że nie ma ich ze mną, na rodziców, którzy się kłócili, na psa, który mimo, że nic nie robił mnie wkurzał, bo sikał na trawnik przy którym stałam, na Olliego, bo… potraktował mnie jak dziwkę…
    - Ja nie chciałem Ciebie skrzywdzić zrozum. Jesteś moją BEST przyjaciółką. Poza tobą nie mam nikogo do kogo bym mógł zgłosić się z problemem. Jesteś jedyna w swoim rodzaju i gdyby nie ten głupi Kaulitz, pedał – splunął na ziemię po wymówieniu nazwiska mojego chłopaka – chciałbym, żebyś ze mną była.
    - Oszalałeś?!?! – wrzasnęłam. – Jesteś zdechłym palantem, śmierdzisz na odległość fałszerstwem i gnojem. Nie mam ochoty na Ciebie patrzeć. Mimo, że bardzo Ciebie lubiłam, ale… skończyły się czasy DOBREJ Alex, zaczęły się czasy złej i radzę zejdź mi z drogi, bo nie ręczę za siebie. – zagroziłam mu.
    - Zrozum, że ja Ciebie kocham. ALEX do cholery… – wydarł się na mnie. – Co ten gej z Ciebie zrobił? Jesteś zwykłą suchą suką, która pragnie sławy tak? Masz co chciałaś, NIKT Ciebie nie będzie lubił, za to jak się zachowujesz i jaka jesteś. Uważaj na siebie panno Steiff. Fanów to Ty nie będziesz miała.
    - Pff. – prychnęłam i wyrwałam się z obrzydliwych dłoni Olliego.
    - SLUT! – krzyknął za mną. Nie wytrzymałam i cofnęłam się. Uniosłam lekko rękę i palnęłam gościa w twarz aż się przewrócił.
    - Masz za swoje ściero! – splunęłam mu na twarz i uśmiechnęłam się ironicznie. – Ah i pamiętaj, że wszyscy się dowiedzą o zdjęciach, które robił Ci Daniel w stringach w panterkę… Mam je na komputerze. – wysłałam mu buziaka w powietrzu i poszłam dalej przed siebie. Nie oglądając się, szłam przez 20 minut między biurowcami Magdeburdzkiego centrum. Zmęczona całym światem postanowiłam wrócić do domu.
    Kiedy weszłam do cichego mieszkania, spojrzałam do salonu. Rodzice siedzieli przy okrągłym szklanym stole rozmawiając spokojnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i prędko pognałam do łazienki. Wzięłam prysznic i poszłam spać…

    Ranek był deszczowy.


    2010 - 04.15

    Ranek był deszczowy. Chmury, które pojawiły się na niebie sprawiały, że mój melancholijny humor nie poprawiał się, choć także się nie pogłębiał. Siedziałam na łóżku i patrzyłam na obijające się od szyb deszczowe krople. Niby takie nie pozorne, a jednak takie… piękne. Nagle do pokoju weszła mama. Zaproponowała małe zakupy, zgodziłam się, bo… bardzo lubiłam łazić po sklepach zwłaszcza jak humor mi nie dopisywał. Zebrałam się w sobie i wciągu kilku minut byłam gotowa do wyjścia.
    W centrum handlowym spotkałam Anikę, która została przyłapana przez parę dziewczyn na zakupach.
    - Hey to Ty jesteś ta Alex z zespołu Black Blush? – spytała mnie blondynka, kiedy podeszłam do An.
    - Tak. – odpowiedziałam nie ukrywając radości, że jesteśmy rozpoznawane.
    - To super! – ucieszyły się.
    - Możesz się tu podpisać? – wysoka szatynka dała mi zeszyt i zielony mazak.
    - Pewnie, że mogę. – zgodziłam się. Napisałam swoje imię, a potem jeszcze przez chwilę dziewczyny wypytywały o płytę i termin jej wydania. Potem wraz z An dołączyłyśmy do mojej mamy i jej, które stały przy stoisku z butami rozmawiając.
    - Widzę, że już pierwsze fanki. – powiedziała moja mama, gdy zjawiłyśmy się przy nich.
    - Tak… – rzekła An. – Chodź pokaże Ci jakie fajne buty wynalazłam. Z kolekcji Missy Elliot. – przyjaciółka złapała mnie pod ramię i poszłyśmy do Adidasa zobaczyć obuwie. Okazało się, że buty były cudowne. Różne kolory, a cena… Uuu… Nie z tej ziemi. 250 Euro!!!!
    - Kupimy jak będą pieniądze z sprzedaży singla. – stwierdziłam otwarcie odkładając czerwone buty na półkę.
    - Masz rację… Idźmy do tego sklepu z ciuchami naprzeciwko. – zaproponowała An, i tak zrobiłyśmy. W tamtym sklepie zakupiłyśmy, parę drobiazgów, które były efektowne i nie drogie. Wolałyśmy nie wydawać pieniędzy na byle co i tak nie miałyśmy ich zbyt dużo. Większość została wydana na dojazdy do studia, jedzenie, picie, imprezy i różne mało potrzebne duperele. Przy stoisku z kosmetykami zobaczyłyśmy Tatianę. Okazało się, że wybierała sobie tusz do rzęs, bo jej się skończył. Kiedy wróciłyśmy do naszych mam, które wspólnie debatowały, rozsiadłyśmy się w lodziarni i mama Tatiany zamówiła dla nas po wielkim pucharze lodów czekoladowych z polewą kawową. W czasie, gdy jadłyśmy lody opowiedziałam przyjaciółkom o sytuacji z Olliem.
    - I dobrze zrobiłaś! – stwierdziła Tatiana. – Należało się gnojowi.
    - Racja. Nie dość, że wyzywał Billa to jeszcze Ciebie. Idiota. – dopowiedziała An.
    - Mogłaś mocniej mu walnąć, może by zmądrzał. – kontynuowała Tatty.
    - Kochana, na takich za późno. – zaśmiała się Anika.
    - No tak rzeczywiście. – zgodziła się Tat. Do momentu zjedzenia lodów śmiałyśmy się z bliźniaków. Nie wiem czemu, ale dziewczyny poprawiły mi humor. Potem rozeszłyśmy się z myślą kolejnego spotkania o 15 w studiu. Wróciłam z mamą do domu. Ona kupiła sobie nowe buty na szpilce, a ja spodnie moro. Tata oczywiście darł się, że wydajemy tyle pieniędzy na ciuchy, na co mama powiedziała:
    - Alex jest sławna i musi jakoś wyglądać, nie kochanie?
    - Pewnie. – zgodziłam się z mamą. Tata przełączając kanały, dotarł do tych muzycznych. Na VIVA PLUS GET THE CLIP, na drugim miejscu z 6% znajdowała się nasza piosenka, piosenka BB. Od razu napisałam sms do wszystkich dziewczyn i chłopaków, by oglądali TV za chwilę. Po piosence Aggro Berlin, rozpoczął się teledysk E I’M N. Sms, które były pisane o BB, były w większości pozytywne. Co bardzo mnie zadowalało. Kiedy Anika śpiewała ja pod nosem nuciłam sobie jej słowa. Zaraz po skończonej piosence zadzwoniła właśnie An. Znów przeżywała jak mrówka okres, w sumie jej się nie dziwiłam, bo sama byłam w niebie. Potem dzwonił Bill i pochwalił się, że zagłosował na nas AŻ 6 RAZY! W tle słyszałam jak Tom krzyczał, że on głosował 7 razy.
    - Kocham. – zakończyłam rozmowę z chłopakiem. Schowałam telefon do kieszeni nowych spodni i poszłam na obiad. Rodzice wraz ze mną przeżywali teledysk i początek sławy mojego zespołu. Zaraz po obiedzie, grzeczny i miły tatuś zawiózł mnie do studia na jakieś zebranie.

    Minął miesiąc od momentu wydania singla i teledysku. Przez ten czas singiel sprzedał się w dość sporych nakładach. Bravo, Popcorn… wszystkie największe i jednocześnie najbardziej czytane gazety młodzieżowe pisały o nas i o TH. Byliśmy jednym z najbardziej pożądanych zespołów tamtego okresu. Bardzo wielkimi krokami zbliżał się dzień wydania płyty z całym nakładem piosenek jakie do tej pory nagraliśmy. BB podpisał roczny kontrakt z wytwórnią Fransa oraz z Universal Music. Wydanie płyty łączyło się z rozpoczęciem trasy promującej. Wszystko już było zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Musieliśmy jeszcze poczekać dwa dni do wydania płyty i już można było zacząć trasę. Chłopacy z TH już dawno byli w trasie. Jedną rzeczą jaka nas najbardziej podzieliła to szkoła, z której BB i TH zrezygnowali oraz fani, którzy słuchali TH, a nie lubili naszego zespołu i odwrotnie. Jedynym szczęściem jakie nas spotkało było to, że nikt nas nie przyłapał na wspólnych spotkaniach. Zawsze ustalaliśmy miejsce spotkania tak by żaden ze wśbiskich reporterów nie mógł nas sfotografować itp.
    Dzień wydania płyty był jednym z najważniejszych dni w naszym życiu. Na imprezie, na której znalazły się takie gwiazdy jak: Sido z Doreen, TH ^^, Chritina Stuermer, Silbermond, Samy Deluxe, Bushido, Vanilla Ninja itp. Wszyscy nam gratulowali sławy, z czego my bardzo się cieszyłyśmy. Jedyny ból, który sprawiał, że cały świat się walił, było to, że tak mało czasu spędzałam z Billem. Nawet na tej imprezie nie mogłam za bardzo z nim rozmawiać i bawić się, bo wyszło by na jaw to, że łączy nas coś więcej niż zamiłowanie do muzyki. Jeden z reporterów podszedł do mnie, Agaty i Ell i zapytał o to czy możemy odpowiedzieć mu na kilka pytań.
    - Pewnie… po to tu jesteśmy. – zażartowała Agata.
    - Ok. Kamera… Akcja. Jestem tutaj z trzema przedstawicielkami Black Blush. Witajcie dziewczyny. – niski reporter zwrócił się do nas twarzą.
    - Dobry wieczór. – powiedziałyśmy z uśmiechem na twarzach.
    - Gdzie reszta? – zadał pierwsze pytanie. Ell i Agata mnie puknęły, więc JA musiałam zacząć. Teraz mi to już nie przeszkadzało, ale wcześniej… bałam się.
    - Anika wraz z Tatianą i Maksi są gdzieś na sali. Rozdzieliłyśmy się całkiem przypadkowo co nie oznacza, że się pokłóciłyśmy. – odpowiedziałam spokojnie.
    - Co maiły oznaczać Twoje słowa Agata „Korzenie polskie, ale zamiłowanie do Niemiec…”. Oznacza to, że wpierasz się swojego pochodzenia? – spytał reporter lokalnej telewizji. Widać było zmieszanie na twarzy Agaty, ale wiedziałam, że dziewczyna wybrnie z tego.
    - Nie chodziło o to. Źle mnie zrozumieliście. Jestem Polką i się z tego cieszę, ale… od 2 roku życia mieszkam tutaj i kocham ten kraj, tamtego nie pamiętam. Od momentu przeprowadzki do Magdeburga w Polsce nie byłam. Nie pamiętam tamtych lat, byłam stanowczo za mała. – wybrnęła…
    - Oznacza to, że nie chcesz tam pojechać? – zadał kolejne pytanie dotyczące Polski.
    - Nigdy tego nie powiedziałam. Jeśli firma fonograficzna zaproponuje koncerty w Polsce na pewno się tam z miłą chęcią z zespołem zjawię. – odpowiedziała.
    - Tak, Agata ma racje. Ja też mam rodzinę tam, ale nie miałam okazji być w Polsce. Bardzo chętnie bym pojechała. Jeśli będą możliwości to zagramy koncerty tam. – dopowiedziała Ell, ratując Agatę od kolejnych pytań o jej pochodzenie.
    - A co z koncertami w Niemczech? Na Waszej stronie internetowej nie ma żadnych konkretnych dat. – zapytał.
    - Znamy daty koncertów i osoby, które zajmują się naszą stronę w kolejnych dniach zamieszczą informację o koncertach, biletach i o wszystkim co dotyczy naszego zespołu. – odpowiedziałam tym razem ja.
    - Porównujecie siebie z jakimś zespołem? – kolejne pytanie.
    - Nie i nigdy tego nie zrobimy. Chcemy być inne niż wszyscy. Świadczą o tym nasze piosenki. Wyznajemy zasadę, że jeśli kogoś jest na coś stać i nie boi się wyzwań powinien robić to na co ma ochotę. Nie chcemy być porównywane, wtedy nie będziemy czuć się swojo. – wytłumaczyła Agata.
    - Pierwszy Wasz występ na żywo był klapą czy raczej zawiódł Wasz menager, który nie zjawił się i nie przygotował Was do wystąpienia? – pytania były trudne, a to najbardziej. Koncert w Bravo, był stracony. Nagłośnienie nawaliło, An mało się na scenie o kabelki nie zabiła, a Ell złamała pałeczkę. Mimo tego dalej grałyśmy, tak jak mówiła nam Maksi, która musiała jechać do szpitala do babci i nie mogła się pojawić. Frans, który miał ślub siostry też się nie zjawił, był jedynie Jim, który… nie mógł zapanować nad wszystkim sam.
    - Mi się podobało i nie mam do nas żadnych zastrzeżeń. – wyraziła własne zdanie Ell.
    - Elleine złamały się pałeczki, a mimo to dalej grała, Anika się wywróciła i śpiewała siedząc na ziemi, najgorsze to nagłośnienie, ale… grałyśmy na żywo i to się liczy. – mówiłam.
    - Nie mamy pretensji do nikogo. Zawsze musi coś nawalić. To był pierwszy poważny występ, który mimo wszystko każda z nas wspomina dobrze. Kolejne będą lepsze… – zaśmiała się Ag.
    - Dziękuje bardzo za udzielony wywiad. Do zobaczenia za nie długo. – reporter pożegnał się z nami i odszedł w poszukiwaniu innych gwiazd. Przybiłyśmy sobie piątkę i poszłyśmy po szampana. Przy stole z daniami spotkałam Doreen, która bardzo miłym gestem pogratulowała mi sukcesu.
    - Witaj w świecie show biznesu. – powiedziała i odeszła. Wzięłam lampkę szampana i oparłam się o stół patrząc na bawiących się gości. Ell i Ag udzielały kolejnego wywiadu, Tom z Billem tak samo, Anika rozmawiała z Steffanie Kloß, wokalistką Silbermond, a cała reszta krążyła bez celu po sali. Po chwili podeszła do mnie Maksi, oparła się o stół i patrzyła razem ze mną na ludzi…

    Po imprezie


    2010 - 04.05

    Po imprezie promującej pojechałam do domu Aniki, gdzie znów zrobił się hotel. Wszystkie nocowałyśmy u niej, robiąc przeróżnie rzeczy. Tamary na szczęście nie było, bo pojechała do babci Aniki. Mała nie musiała iść jeszcze do szkoły, więc miała czas wolny. Zupełnie jak my…
    - Doskwiera mi brak szkoły i wspólnych wygłupów. – narzekała Tatty.
    - A mi pasuje takie życie. – powiedziała na to Ag.
    - Wole już mieć te lekcje prywatne niż siedzieć w szkole. Pamiętacie co się działo na historii? Jak do klasy wlecieli fotoreporterzy i zaczęli bez pozwolenia cykać fotki? – pytała Anika.
    - Babka się strasznie wkurzyła. – skończyłam.
    - U mnie w szkole to samo. Niby nie jestem AŻ tak wyraźna, choć mnie znają. Na Matmie do sali wszedł chłopak z wyższej klasy i mnie zawołał, powiedział, że dyrektorka chce mnie widzieć. Tak się wystraszyłam, że magia. A jak opuściłam salę zaczęło mi błyskać światło od aparatu. Koleś, który mnie zawołał dostał kopa w piszczel, a ja zadowolona wróciłam do sali. – opowiadała Max.
    - Wiecie jak było u mnie. Zresztą BILD pisał o tym… – zasmuciła Ell.
    - Gówniany brukowiec. – stwierdziłam. – To było to samo co tekst, że Tom miał z 25 panienkami SEX oO.
    - Afera była… – dokończyła An.
    - Trudno, ale wiadomo, że nie było tak jak BILD pisał. To najważniejsze. – wtrąciła Tatty. Plotkowałyśmy jeszcze przez kilka minut, a zaraz potem poszłyśmy spać.
    Z samego ranka zaczęły wydzwaniać telefony. Jakieś nieznajome numery telefonów pisały SMS o dziwnych treściach. Każda z nas po kilka razy na minutę dostawała krótkie sygnały, co bardzo denerwowało.
    - Co się dzieje? – zapytała wkurzona Agata.
    - Ktoś rozdał wszystkim nasze numery. – stwierdziła Elleine.
    - Trafna uwaga. – zgodziłam się. – Ollie!
    - Szmaciarz… – wyzwała go Anika. – Musimy komórki zmienić.
    - Dziś powiemy to Fransowi. – wtrąciła Tatty.
    - Nie musicie. – rzekła spokojnie Maksi. Wszystkie spojrzałyśmy na nią jak na wariatkę. – Nie patrzcie tak na mnie!
    - Ale o co Ci chodzi?! – zapytałam zdziwiona.
    - Nie musicie mówić nic Fransowi. Już dawno o tym pomyśleliśmy. Z pieniędzy zespołu kupiliśmy telefon dla każdego. Takie same, ale inne kolory obudowy, także nie pomylicie się. – oświadczyła.
    - Masz je przy sobie?
    - Nowe numery?
    - Czemu wcześniej nic nie mówiliście? – zaczęły padać pytania. Maksi nie nadążała z odpowiedzią i zakryła głowę poduszką.
    - Mam je przy sobie w torbie. – powiedziała przez poduszkę. Wraz z Aniką rzuciłyśmy się na torbę Maksi i wyciągnęłyśmy 6 zafoliowanych opakowań telefonów z VADOFONE. – To sa Motorole. Mam nadzieje, że Wam się spodobają. Kolory obudowy są: Czarny, szary, granatowy, biały, przezroczysty i zielony. – podzieliłyśmy się telefonami. Ja wzięłam czarny, bo znając moje możliwości, wolałam mieć ciemny, An miała szary, Ag zielony, Ell przezroczysty, Tatty granatowy i Maksi biały. Powymieniałyśmy się numerami i każda z nas siedziała w telefonie ucząc się obsługi… Po jakimś czasie przerwałyśmy zabawę nowym telefon i musiałyśmy powiadomić najbliższych o zmianie numeru.
    - Podajemy tylko zaufanym osobą. – ostrzegała nas Maksi.
    - Ok. – zgodziłyśmy się chórkiem. Miałyśmy komórki na abonament więc SMS mogłyśmy wysyłać do woli.
    - Jak limit przekroczycie płacicie z własnej kieszeni. – dopowiedziała Maksi.
    - A jaki jest limit? – zapytałam.
    - 50 euro. – odpowiedziała.
    - No to Anika i Agata na pewno będą przekraczać. – zaśmiałam się. Kumpelki zrobiły miny jak srające konie na blachy. – Oj żartowałam. – uśmiechnęłam się i im miny zrobiły się „normalne”. Powiadomiłam Billa, Toma, Georga, Gustava, Andreasa, Martina, rodziców i Kadis z Talvi o zmianie numeru. Wiedziałam, że oni na pewno nie podadzą numerów dalej. Chłopacy z TH mieli już dwa razy numery zmieniane przez to, że jakiś idiota podał ich numery dalej.
    Po obiedzie pojechałyśmy samochodem Aniki do studia. Tam spędziłyśmy całe popołudnie i połowę wieczoru. Zaś później odwiedziłyśmy chłopaków w hotelu, w którym obecnie przebywali.
    - W Loitsche stacjonują całe gromady dziewczyn. Jakaś pielgrzymka… – narzekał Tom wtulając się w An.
    - Byliście w domu? – zapytała Tatty.
    - No tak, chcieliśmy rzeczy wziąć, ale… nie było jak. Wróciliśmy. W nocy pojedziemy. – odpowiedział Bill.
    - Ktoś Red Bull’a? – spytał Georg zaglądając do małej lodówki. Wszyscy się zgłosili. Rozmawialiśmy o wyjeździe chłopaków następnego dnia, sącząc napój.
    - I ile was nie będzie? – zapytała Maksi.
    - Przed chwilą Bill mówił. W niedzielę wracamy. – odpowiedział Gustav.
    - Niedosłyszę. – śmiałą się Max.
    - Umyj uszy! – bąknął Gustl. Do późnych godzin nocnych siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Potem chłopcy pojechali do Loitsche, a my ponownie do Aniki do domu. Jej mama troche na nas nawrzeszczała, że tyle czasu nas nie było, ale… po chwili rozmawiała z nami o zespole.
    - Sprawdźmy czy Joachim zamieścił piosenki do ściągnięcia na nasze stronie. – zaproponowała Agata.
    - Zamieścił już rano. – odpowiedziała Maksi.
    - Tak szybko? – zdziwiła się Ell.
    - No, a czemu nie? Lepiej teraz niż później. – zaśmiała się Maksi.
    - Ale to są tylko kawałki czy całe? – zapytałam.
    - Dziewczyno! Kawałki! Jakby wgrał całe piosenki to by nikt nie kupował płyty, bo ma piosenki na wyciągnięcie ręki. – warknęła menagerka.
    - No tak. – zgodziłam się z nią. Strona nasza była śliczna, czarno różowa z akcentami koloru białego. Bardzo się nam podobała. Licznik który był z boku strony wskazywał 100.000 wejść.
    - To mało. – skwitowała Tatty.
    - Nie przesadzaj, to początek. – wtrąciła Agata. Były dwa newsy o nas, o zespole. Pierwszy dotyczył singla, a drugi płyty. Miałyśmy nawet własnego maila, na którego pisali fani oraz własną skrzynkę pocztową w Universal Music w Berlinie. Nie przychodziło AŻ tak dużo listów, więcej maili. Najwięcej do Aniki, jako, że śpiewa i Agaty, z tą całą aferą o jej pochodzenie. Nie było mi przykro, że do mnie mniej przychodzi, bo w cieniu też nie byłam. Samo uczucie bycia w zespole takim jak Black Blush sprawiało, że mam ochotę żyć. Ostatnimi czasy Tatty coś narzekała na humor. Była smutna, melancholijna i nie do zabawy. Starałyśmy się z dziewczynami poprawiać humor, ale coś nam nie szło…
    - Kiedy koncerty pierwsze? – zadała głupie pytanie Anika. Wybuchłam śmiechem z Ell. Po ziemi się tarzałyśmy. – No i z czego wyjecie?
    - Z Ciebie, bo nie wiesz kiedy koncerty, a śpiewasz w zespole. – odpowiedziała jej Ell.
    - Wal się! – warknęła An.
    - A Wy wiecie? – zwróciła się do mnie i Elleine Maksi… I tu był pies pogrzebany, bo my też nie wiedziałyśmy. – No właśnie. – skwitowała po chwili ciszy, która oznaczała nasza niewiedze na ten temat.
    - Kiedy są pierwsze? Gdzie? O której? – zadawała pytania Agata.
    - Chwila mam zapisane w notatniku. – Maksi wstała i wyciągnęła z torby wielki notes. Na okładce było napisane BLACK BLUSH, czyli był to notes dotyczący naszej grupy. – Pierwszy mamy za tydzień. Jest to koncert w Gymnasium numer 21, dla całej społeczności dziecięcej. Dyrektor tej szkoły poprosił nas o koncert, bo na ścianach szkoły jest nasze logo. Jakieś dzieciaki tak nas kochają, że pisały po ścianach słowa piosenek. Dyrektor by zaspokoić ich miłość zaprosił nas. Zgodziłam się żeby zagrać koncert darmowy dla 3 szkół. Frans również powiedział, że to dobry pomysł. Także jutro z rana jedziemy do naszego nowego studia prób i tam zaczynamy ostro pracować, by nie było powtórki z występu w VIVA LIVE.
    - Ekstra… – byłyśmy zadowolone i rozpierała nas energia. Cieszyłyśmy się niezmiernie, od razu napisałam do Billa SMS z infem o koncercie. Ten też się bardzo cieszył.

    Przez tydzień


    2010 - 03.24

    Przez tydzień nie miałyśmy na nic czasu. Ciągle próby, próby i jeszcze raz próby. Doprowadzało mnie to do szału, bo miałam ochotę na Billa xD. Ale niestety, ani mnie nie było, ani jego. Nowe studio do prób, znajdowało się w Dessau. Był to dość spory, dźwiękoszczelny pokój z widokiem na miasto. Mimo tego miałyśmy duży apartament, w tym samym budynku, by nie jeździć codziennie do Magdeburga i spowrotem. Wieczorami przesiadywałam na oknie i patrzyłam na oświetlone latarniami miasto.
    W dzień koncertu bolał mnie brzuch. Miałam taki stres, ze nie wiedziałam jak go poskromić. Nic nie jadłam i na dodatek na próbie generalnej w studiu pękła mi struna od gitary.
    - Nic się nie stało. – stwierdziła Maksi. – Umiesz zmieniać, zaraz Ci przyniosę nową. – nasza menagerka była ostoją spokoju. Nic nie mogło jej wyprowadzić z równowagi. Pomagała nam przetrwać wszystkie chwile zapaści i dołków. Nawet udało się jej wyprowadzić Tatty na prostą drogę… To Maksi potrafiła poprawić jej humor. Nie wiem jakim cudem, ale tak było. Zmieniłam strunę, bo się nauczyłam. To nie zdarzyło się pierwszy raz, więc nie było problemów. Chłopacy z TH byli w trasie od kilku dni, więc dla nas czasu nie mięli, ale codziennie mimo wszystko dzwonili…
    - Jedźmy już. – powiedziała cicho Anika. Zebrałyśmy się w sobie, zapakowałyśmy sprzęty do pudeł i vanem Fransa pojechałyśmy do Magdeburga na koncert do szkoły. Była 15:30, koncert miał zacząć się o 17:00, wiec miałyśmy 1,5h na przygotowania. Jak dojechałyśmy do szkoły, dyrektorzy tych trzech szkół przywitali nas gromkimi brawami.
    - Nie mogliśmy się Was doczekać. – powiedziała jedna z dwóch dyrektorek.
    - Moi uczniowie już od ponad tygodnia przeżywają, że Was zobaczą. – rzekł dyrektor.
    - Cieszymy się, że możemy tu być. – mówiła Maksi, a my w tym czasie poszłyśmy ze sprzętami do wielkiej sali, gdzie miał odbyć się koncert. Jak zobaczyłam ową salę przeraziłam się. Nie mogłam wyjść z podziwu. Była scena, krzesła, kurtyna, światła… zupełnie jak w teatrze.
    - Alex pomóż mi z bębnami. – zawołała Ell. Odmachałam jej ręką i poszłam pomóc. Przytaszczyłyśmy jej bębny do sali i wraz z ludźmi z ekipy Fransa i Maksi podłączaliśmy wszystko. Gdy gitary, perkusja i mikrofony działały odbyła się mała próba trzech pierwszych piosenek. Były to już wcześniej ustalone
    Everything I’m not
    Heavily Broken
    Built This Way
    *
    Secret
    Did Ya Think
    4ever
    When It all falls
    Nobody Wins
    Leave Me Alone
    Mouth Shout
    How Long
    Speechless
    Taka była kolejność granych przez nas piosenek. Nuty znałam na pamięć, tak samo jak słowa piosenek.
    - Może chcecie śpiewać refren? – zapytał Chris, jeden z kumpli Maksi, który pomagał nam podłączać sprzęt.
    - A do czego nam? Najważniejsze, żeby An miała działający i jeden na zapas. – powiedziała Agata.
    - Już wiem… – wtrąciła Anika. – Będziecie śpiewać ze mną. Znacie teksty na pamięć wiec żaden problem. Refreny możecie pomóc mi śpiewać.
    - A opłaca się robić jakieś zmiany? – zapytała Tatty.
    - Spytam Max. – Anika poszła do menagerki i wróciła z uśmiechem. – Powiedziała, że jeśli chcemy coś takiego zrobić to czemu nie.
    - No jak chcecie to ok. – zgodziłam się. Dostałyśmy we trzy mikrofony na stojakach i od nowa zaczęłyśmy ćwiczyć. Zagrałyśmy kolejne piosenki, już razem śpiewając. Po próbie, usiadłyśmy w kółeczku na scenie i plotkowałyśmy.
    - Dobrze wyglądam? – spytała Ell uderzając pałeczką o pałeczkę.
    - Pewnie, my zawsze dobrze wyglądamy. – zaśmiała się Tatty. Maksi latała po sali załatwiając jakieś sprawy i nie miała czasu by z nami przysiąść.
    - Jeszcze trochę i pierwszy poważny koncert… – stwierdziła Agata kładąc się na posadzce.
    Jak przygotowywałyśmy się do wyjścia, ubrałyśmy się w miarę sportowo, makijaż też miałyśmy lekki. Ja założyłam moro bojówki i moro podkoszulek i parę bransoletek na rękę, Anika białe spodnie z napisami różnymi, czarny podkoszulek z czaszką na plecach i pełno bransoletek, Ell krótkie spodnie do kolan beżowe i czarną bluzeczkę na ramiączkach, Tatty długie jeansy ciemne przetarte i koszulkę z napisami na plecach „SUX, SLUT, BITCH”, Agata za to podarte spodnie i bluzkę od Martina z dziwnym kolesiem z wystającym językiem oO. Wyglądałyśmy bosko. No jak na gwiazdy rocka przystało, musiałyśmy latać po scenie ładnie ubrane. Nie dość, że musiałyśmy dobrze zagrać, by nie przynieść wstydu sobie i całej reszcie, która wytrwale z nami pracowała.
    - Dobra laski wynocha ze sceny. Ludzie się zbierają. – rozkazała Maksi. Biedna była cała spocona, biegła po sali, załatwiając wszystko, by było idealnie. Zeszłyśmy ze sceny, schowałyśmy się za sprzętem do gry. Scena była przeogromna, na samym środku, z tyłu, na podeście stała niebieska perkusja Ell, na przedzie mikrofon An, Ja stałam po prawej (jakby patrzeć ze sceny na publikę) z Agatą, a Tatty po lewo. Najbardziej obawiałam się Heavily Broken, bo nie mogłam wyciągnąć głosu do refrenu.
    - Polegniemy? – zapytała zestresowana Ell.
    - Elleine Cassidy przestań! – zdenerwała się Tatty, która chodziła w prawo i w lewo powtarzając sobie chwyty.
    - Będzie dobrze. – skwitowała Anika.
    - A co mówisz jak wyjdziesz? – zwróciłam się do An.
    - Coś powiem… Maksi mi mówiła, ale pewnie zapomnę. – odpowiedziała.
    - Będzie jakaś telewizja? – spytała Ag.
    - Nic o tym nie wiem. – powiedziałam.
    - Ja też nie… – wtrąciła An. Nagle od tyłu wbiegła do nas Maksi.
    - Dziewczyny nie denerwujcie się. Nie ma żadnych problemów. Cała sala zapełniona. Ludzie będą na ziemi siedzieć tyle ich jest. – mówiła bawiąc się bransoletką…. Gustava oO.
    - Ile ich tam jest? – spytała Tatty.
    - Ok. tysiąca. – odpowiedziała po chwili namysłu menagerka. – Dobra dziewczyny ja lecę tam na górę dźwięku pilnować. Chłopacy trzymają za Was kciuki. Gustav dzwonił i TH kazali Was uściskać. – machnęła ręką i pobiegła do dźwiękowców.
    - Trzymam za Was kciuki. – rzekł dyrektor jeden ze szkół i wyszedł na środek. Widziałyśmy jak światła się na niego zwróciły i zapanował chaos. – Witam Was drodzy uczniowie. – wszyscy się wyciszyli. Złapałam Anikę i Tatty za rękę i mocno ścisnęłam. Serce miałam w gardle, strasznie się bałam wszystkiego. – Powiem dwie rzeczy… Zapraszam i dziękuję Black Blush. – po tych słowach ludzie zaczęli klaskać, piszczeć, gwizdać. Dyrektor zszedł ze sceny i nadeszła pora na nas… Ell poszła od tyłu do swojej perkusji, Ag z Tatty wyszły pierwsze. Światła były pogaszone i nie było nic widać.
    - Alex idziemy. – pociągnęła mnie za rękę Anika i tak zrobiłyśmy. Wzięłam do ręki moją gitarę i załączyłam kabelek. Stanęłam i popatrzyłam w ciemność. Widziałam światełka świetlików, telefonów, zapalniczek, ale twarzy naszych fanów nie było…
    Zapaliło się światło skierowane na scenę. Odwróciłam głowę i dałam Ell znak, by zaczęła walić w bębny. Anika złapała oddech i wysłała mi i reszcie dziewczyn oczko. Stanęła i wzięła mikrofon do ręki…
    (zmiana narratora z Alex na Anikę)
    Złapałam mocno mikrofon w ręku i popatrzyłam na pierwsze rzędy. Do czwartego widziałam uśmiechnięte twarze fanek i fanów.
    - Cześć. – powiedziałam i rozejrzałam się po sali. – Nie widzę słyszę Was! Jesteście tu z nami? – na te słowa publika odpowiedziała krzykami i piskami. – No teraz lepiej. – zaśmiałam się. – Jesteśmy tu dla Was i przez Was… Jakbyście nie wiedzieli kim jesteśmy to przedstawię nas… Na bębnach zawsze zwarta i gotowa Elleine, na pięknym i dźwięcznym basie Agata, na elektrycznej gitarce zawsze uśmiechnięta Tatty, na swoim ukochanym sprzęcie, najlepsza gitarzystka świata Alex, oraz ja… wokalistka… Anika miło mi. – pochyliłam się, uniosłam głowę i dałam znak dziewczynom by zbliżył się do mikrofonów. – Razem tworzymy… BLACK BLUSH. – zmówiłyśmy się wymawiając nazwę naszego zespołu. Zaczęło się, po tych słowach dziewczyny zaczęły grac początek naszego hitu Everything I’m not. Wyciągnęłam mikrofon ze stojaka i zaczęłam błądzić po sali… Dziewczyny stały trochę sztywno, ale po pierwszej zwrotce rozkręciły się i skakały i bawiły się razem ze mną… Refren śpiewałyśmy razem i było śmiesznie, bo nie tylko MY śpiewałyśmy. Cała sala śpiewała. Ludzie skakali, tańczyli machali, to było nie wiarygodne przeżycie.
    Po piosence zrobiłyśmy małą przerwę. Mimo, że nie mogłam powiedzieć do Agaty „Hej ziomek nie graj, bo chce coś powiedzieć” to rozumiałyśmy się bez słów. Jedno skinienie głowy i muzyka stop…
    - Jak wiecie Everything to nasz hit. Teledysk zrobiliśmy i w ogóle. Macie już dość? – zapytałam i wyciągnęłam mikrofon w stronę publiki. Wciąż słyszałam piski i krzyki, więc uznałam to za dobry znak. – Teraz moje ulubiona piosenka. Mam do niej sentyment. Napisała ją Maksi, i jak pierwszy raz ją usłyszałam nie mogłam wyrobić i… popłakałam się… Oto „Heavily Broken”. – Wersja rockowa była znacznie lepsza niż akustyczna. Śpiewając refren miałam łzy w oczach, bo przypomniał mi się Tom, którego niestety nie mogło być przy mnie w tym momencie. Potem poszło z górki. Koncert był do opisania. Ludzie jeszcze lepsi. Przyjęli nas tak miło i serdecznie, że zachciało mi się żyć. Czułam jak rozpiera mnie energia.

    Impreza, śpiewanie itd


    2010 - 03.19

    Ludzie wybaczcie, że nie pisałyśmy, ale nie było czasu.Obiecujemy poprawę…! KOCHAMY WAS!! Anika & Alex

    W tym czasie kiedy Anika poszła do Toma, ja wraz z Billem wędrowaliśmy sobie po sklepach. Kupiłam sobie parę rzeczy, Bill kupił sobie kredkę do oczu, no i potem poszliśmy do McDonalda. A tam? O boże, myślałam, że zwariuje. Fanki, które już polubiły TH rzuciły się na Billa i tarmosiły go za ciuchy i żądały by z każdą z nich się przytulał. Ja w tym czasie kiedy był Bill oblegany przez fanki, zamówiłam dla nas po malinowym shake ‘u i coli. Przez 10minut nie mogłam dostać się do niego, bo te dziewuszyska molestowały go. Po chwili się wkurzyłam i… postawiłam zamówienie na stoliki i poszłam do Billa. Pociągnęłam go za frak i prędko uciekliśmy z McDonalda. Te laski nie odpuszczały, biegły za nami do metra. Ale szczęście nam dopisało i akurat wsiedliśmy i pojechaliśmy sobie daleko. Nie dość, że byliśmy bez biletu to na dodatek mój shake wylądował na ziemi. Bill taki dobroduszny podzielił się ze mną swoim. Po kilkunastu minutach wysiedliśmy i Bill poszedł mnie odprowadzić.
    - To… w takim razie… Ja czekam na telefon. – mówił.
    - Zadzwonię do Ciebie i powiem Ci jak i gdzie spotkamy się. Dziś na imprezę idziemy do Talvi wiesz o tym nie? – spytałam go pełna radości i entuzjazmu.
    - Coś Ty? – zdziwił się.
    - No tak. – dałam mu buziaka w polik.
    - No ładnie, jak zwykle się ostatni dowiaduje o tym.
    - Przestań… Pójdziemy się pobawić i wrócimy. – oznajmiłam.
    - Niech będzie, ale… Ollie będzie nie? – zadał pytanie.
    - Będzie i co?
    - I… nic. – zmarkotniał.
    - Bill, ale… między mną a Olliem nic nigdy nie było i nie będzie. – przytuliłam się do niego.
    - Ale sam fakt…
    - Faktem jest to, ze z Tobą jestem i mi na Tobie zależy, a nie na kumplu, z którym się znam już parę dobrych lat.
    - Eht…
    - Bill?
    - Co?
    - Kochasz?
    - Kocham, a Ty?
    - No pytasz jeszcze! – uśmiechnęłam się i wreszcie na buźce Billa pojawił się szczery i prawdziwy uśmiech pełen uroku i radości.
    - Alex, ja już pójdę. Będę… Musisz dać mi znać, bo nie wiem o której być.
    - Dam na pewno. – pocałowaliśmy się na pożegnanie i rozstaliśmy. Poszłam do domu, gdy tylko weszłam napadła mnie matka.
    - Co? – zdziwiłam się jak ją zobaczyłam, bo zazwyczaj była w pracy, gdy ja wracałam.
    - Anika zapłakana siedzi u Ciebie w pokoju. – powiedziała i popchnęła mnie w kierunku mojego pokoju. Weszłam i zobaczyłam Anikę, która… wcale nie płakała. Nawet łez w oczach nie miała i nie miała ich śladu. Siedziała z kamienną twarzą i patrzyła się w okno. Kiedy zamknęłam drzwi jej wzrok stanął na mojej osobie.
    - Co się stało? – spytałam siadając obok niej na moim łóżku.
    - Nic, chciałam… tylko pogadać. – uśmiechnęła się.
    - Tylko? A może coś z Tomem nie tak?
    - Z Tomem ok… Gorzej z mamą i… jeszcze Jim… Zresztą… Nic się nie stało.
    - Mów mi! – zażądałam.
    - Nie warto. – złapała mnie za rękę. – Nie będę zaprzątać Ci głowy moimi problemami.
    - Dla mnie wszystko co dotyczy Ciebie jest ważne.
    - Ale Alex… nie… Jest ok.
    - MÓW! – warknęłam.
    - Eht… Dobra, niech będzie na Twoje.
    - NO! – zaśmiałam się. – Zaczynaj.
    - Poszliśmy z Tomem do mnie i tam… – przerwała.
    - I tam co?

    Mięliśmy już wstawać z kanapy gdy nagle usłyszałam jak ktoś przekręca klucz. Po chwili w drzwiach stal już Jim trzymając torbę z zakupami a za nim moja mama…
    - O kurwa – Powiedział Tom na ich widok
    - My…ja…Naprawdę…- Próbowałam na momencie sie tłumaczyć ale z moich ust wydobywały sie tylko pojedyncze, mało sensowne słowa.
    - Zabieraj od niej łapy – Powiedział Jim
    - Bo…? – Spytał dziarsko Tom wstając. W obawie przed tym co sie będzie działo tylko zasłoniłam oczy..
    - Ile Ty masz dziecko lat? – spytał spokojnie Jim Toma.
    - Dużo. – odpowiedział odważnie.
    - Za mało. – warknął ojczym.
    - Anika? – zaczęła mama, odsłoniłam oczy i spojrzałam na nią oczami pełnymi łez. – Czy… Wy…
    - NIE! – krzyknął Tom. – My nic proszę pani nie robiliśmy złego.
    - To dlaczego Anika jest bez bluzki? – spytał Jim, a Tom prędko zdjął z siebie bluzę i okrył mnie nią.
    - Już nie jest. – odpowiedział i mnie przytulił.
    - Aniko, czy Ty z Tomem robiłaś TO? – spytała mama ponownie.
    - Nie… – rzekłam i spuściłam głowę na dół.
    - Naprawdę? – zapytała jakby nie była pewna, że mówię prawdę.
    - Tak! Gdybym to zrobiła nie miała bym spodni… Była bym NAGA, a jestem TYLKO bez bluzy. I… jak mi nie wierzysz to nie! – wzięłam Toma za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Tom usiadł na łóżku, a ja obok niego. Siedzieliśmy tak przez kilka minut w całkowitej ciszy. Potem Tom spojrzał na mnie i powiedział:
    - Przepraszam.
    - Co? – zapytałam.
    - No.. Przepraszam.
    - Ale za co?
    - Za to co się stało w salonie. Wiesz, że ja Ciebie kocham i nie chce byś cierpiała i… zrobię dla Ciebie wszystko, ale nie mogę pozwolić byś się kłóciła z rodzicami.
    - Przestań!
    - Już nigdy więcej nie będę napierał na Ciebie.
    - Tom, co Ty gadasz?! – słuchałam z niedowierzaniem. – My nic złego nie robiliśmy! Nie… przejmuj się!
    - Nie przejmuje, ale… my młodzi jesteśmy i możemy się zabawić, ale… później.
    - Tom… Ja Ciebie nie poznaję? Wcześniej byłeś spontaniczny nie bałeś się niczego, a teraz się boisz? Nie wierzę…
    - Nie boję się niczego, ale… wiesz jak jest.
    - Własnie nie wiem!!!!
    - Zrozum, że teraz wszystko będzie inaczej!
    - Co będzie inaczej? Bo ja nadal nie wiem o co chodzi…
    - Dobra… nic mniejsza z tym. – złapał się za głowę i pomachał nią.
    - Kochany… Co się dzieje? – spytałam go, głaszcząc po ręce.
    - Obawiam się, że nasze drogi się rozejdą za jakiś czas, że zostawisz mnie i, że nigdy więcej Ciebie nie zobaczę i wiesz…
    - Dobra koniec tych pesymistycznych myśli. – wstałam i zamknęłam drzwi na klucz, włączyłam głośno muzykę i wróciłam do Toma. Ściągnęłam z siebie bluzę Toma i popchnęłam mojego chłopaka i sama położyłam się obok niego. Zaraz potem poczułam jak zimną ręką głaszcze mnie po talii, a później zaczęliśmy się całować. Moje ręce baraszkowały pod jego granatową koszulką, chwilę później na nagim ciele. Cały czas czułam wędrujące gładkie dłonie Toma. Po kilkunastu sekundach wraz z Tomem zaczęliśmy walczyć z moim rozporkiem przy spodniach. Kiedy udało się nam go rozpiąć pozbyłam się jeansów i zostałam na samych czarno-różowych boxerkach (damskich oczywiście!).
    - Pewna jesteś? – spytał Tom przerywając kolejny namiętny pocałunek.
    - Czego mam być pewna? – zapytałam zalotnie uśmiechając się przy czym przygryzałam język.
    - Tego. – powoli ściągnął ze mną koszulkę i położył na plecach. Muskał mnie delikatnie ustami po szyi, a zaraz potem spojrzał mi znów w oczy i ponowił pytanie.
    - Pewna jesteś? Chcesz iść DALEJ?
    - Kocham tą piosenkę. – oznajmiłam zmieniając temat, na płycie która miałam w wieży nagrałam przy okazji piosenki z CD, które dał mi Bill.
    - Przecież to… Thema #1. – powiedział Tom.
    - Fajny tytuł. – powiedziałam. – Dobra koniec. – wstałam i zaczęłam się ubierać.
    - A ja myślałem, że… – zaczął i nagle przerwał.
    - Nie teraz. – uśmiechnęłam się. Poprawiłam włosy i usiadłam obok Toma. Podałam chłopakowi koszulkę, ten ją nałożył i patrzył na mnie. Gdy doszło do refrenu owej piosenki Tom pocałował mnie i powiedział:
    - Ty jesteś moim tematem numer 1. Idę już Pa. – dał mi buziaka w czoło i wyszedł z pokoju. Ja wyłączyłam wieżę i położyłam się do łóżka. Chwilę przysnęłam, po kilkunastu minutach obudziłam się i poszłam do kuchni. Tam siedziała mama z Tami na kolanach i Jim palący papierosa. Wzięłam sok marchewkowy i udałam się do wyjścia, ale mama mi nie pozwoliła.
    - Kochanie chodź tu. – zawołała.
    - Słucham? – spytałam grzecznie.
    - Możemy porozmawiać?
    - Pewnie. Tu? – wskazałam na pomieszczenie zwane kuchnią.
    - Nie. – mama dała Jimowi Tamarę na kolana i wyszła razem ze mną do ogrodu. Siadłyśmy sobie na bujanej ławeczce i mama zaczęła. – Powiedz mi jak jest między Tobą a Tomem?
    - Dobrze, jesteśmy parą nie długo, ale… to nie ma znaczenia, bo czuję jakbym znała go kilka lat.
    - Zrobił Ci krzywdę kiedykolwiek? Nie chodzi mi o cielesną, że Ciebie uderzył czy coś w tym stylu chodzi mi o to czy płakałaś kiedykolwiek przez niego…?
    - Nie… nie sądzę. W każdym razie nie przypominam sobie.
    - A… czy Ty z nim coś więcej robiłaś prócz pocałunków? Pamiętaj, że możesz mi zaufać.
    - Wiem i dlatego ci powiem, że… jestem nadal dziewicą. – nazwałam rzecz po imieniu. – Nie uprawiałam z Tomem sexu i nie mam póki co zamiaru. Nie znam go na tyle dobrze, chociaż i tak mu w pełni ufam.
    - Rozumiem… I szczerze Ci powiem, że uzyskałam taką a nie inną odpowiedzieć.
    - Nie ufasz mi tak? – wkurzyłam się.
    - Ufam, kochanie ufam, ale jesteś w takim wieku, że różne rzeczy mogą Ci do głowy wpaść.
    - Jestem odpowiedzialna nie musisz się o mnie martwić.
    - Wiem. – uśmiechnęła się. – A jak zespół? Coś nowego wymyśliliście?
    - Tak. Pojutrze zaczynamy nagrywać teledysk i potem wydajemy singiel, ale nie wiem czy z tym singlem to dobry pomysł.
    - Rozmawiałam z Jimem o tym i on powiedział, żebyście wybrały sobie kilka kawałków i zrobiły z nich remixy czy jak to się tam fachowo nazywa.
    - Tak mamo wiem. Myślałam, by na tym całym singlu umieścić Everything I’m Not, Heavily Broken no i chyba Built This Way… I myślałam nad tym, by wlepić tam teledysk do Everything I’m not + nasze zdjęcia. Co o tym sądzisz?
    - Dobry pomysł. Pogadaj o tym z dziewczynami na pewno się zgodzą. – mama uśmiechnęła się i wstała. – Idę z Tami na spacer idziesz z nami?
    - Nie chcę, pójdę do Alex. – podniosłam się i pocałowałam mamę. – Dziękuję.
    - Nie masz za co. – mama poszła do domu, a ja wyszłam i poszłam do Alex…

    - Ale… O jaaa… – mówiłam bardzo składniowo. – Nie mogę uwierzyć.
    - Powaga… – zaśmiała się An.
    - Ale, że Twoja mama Ci nie uwierzyłam to jestem w szoku. – i faktycznie w szoku byłam.
    - Eht… Mniejsza z tym. Mam wrażenie jakbym była teraz takim wyrzutkiem rodziny. Moja mama miała 21 lat jak wyszła za mojego tatę i rok potem ja się urodziłam i kilka lat potem Tamara, a ja już takie numery odwalam mając zaledwie 16 lat.
    - Ale o jakie rzeczy Ci chodzi? O to, że się całowałaś ze swoim własnym chłopakiem i byłam bez bluzy na samej koszulce i dopiero potem u Ciebie doszło do czegoś? ANIKA, w jakim Ty świecie żyjesz?!
    - W tym samym co Ty? – spytała niepewnie.
    - Chyba właśnie nie. U mnie masz się nie przejmować niczym. Mama Ci powiedziała, że Ci wierzy i ufa i po sprawie, a Jim? Z Jimem masz pogadać, bo to właśnie ON nam załatwił nagrania i… wiesz rozumiesz?
    - Tak… Postaram się. – uśmiechnęła się. – A co z Billem?
    - Dobrze, coraz lepiej i… wiesz jaki on jest zazdrosny?
    - Domyślam się. – zaśmiałyśmy się oby dwie.
    - On myśli, że ja z Olliem coś teges i, że dziś u Talvi jak on będzie to będę się z nim bawić, a nie z WŁASNYM chłopakiem.
    - LOL! – wyśmiała Billa Anika.
    - No serio… Ja nie wiem, on chory jest.
    - Przesadzasz. W czym idziesz ubrana?
    - W obsranym na wierz. – śmiałam się.
    - Pożyczysz mi też? – brechtała An.
    - Pewnie, bierz co chcesz nawet deszcz… Haha. – leżałyśmy na ziemi.
    - Pożyczę tę żółtą sukienkę od Twojej mamy i te różowe lakierki z przedstawienia założę.
    - A ja wezmę te moje getry z lajkrą w panterkę i od Maksi emu pożyczę. Będziemy najpiękniejsze, Tom i Bill będą nas na rękach nosić. – tarzałyśmy się po ziemi jak debile. Nagle do pokoju weszła moja mama.
    - Alex telefon do Ciebie. Ollie dzwoni. – podała mi słuchawkę po czym opuściła moje królestwo.
    - Tak? – odezwałam się przykładając telefon do lewego ucha.
    - Ollie mówi. Słuchaj Alex Ty… czy Ty… – montował mi coś, ale chyba sama wiedział co powiedzieć.
    - No mów, bo muszę się Aniką zająć. – zaczęłam brechtać.
    - Idziesz ze mną na imprezę dziś do Talvi? – spytał jednym tchem, a zaraz potem zamilkł. Słychać było tylko jego przyspieszony oddech.
    - Słuchaj Ollie, ja mam chłopaka i Ty wiesz o tym dobrze i… wybacz, ale… mimo tego, że się znamy sporo lat to muszę Ci odmówić. Chcę iść z MOIM chłopakiem.
    - Hm… Ok. Spoko, domyślałem się, że kosza mi dasz. Nara.
    - Ollie czekaj… – nie zdarzyłam nic więcej powiedzieć, bo chłopak rzucił słuchawką. Spojrzałam wymownie na Anikę i uśmiechnęłam się. – Ale debil z niego to nie wierze w to…
    - Ollie? – spytała An spokojnie.
    - Tak… Spytał czy pójdę z nim na tą imprezę do Talvi i słyszałaś co powiedziałam, że mam Billa i z nim idę. A on, że się spodziewał kosza. Jaki idiota… Po co w takim razie dzwonił?
    - Nie wiem, ale… dobrze zrobiłaś. Czekaj mój telefon dzwoni. – Anika wyciągnęła swoją komórkę i odebrała. Ja w tym czasie poszłam do WC załatwić to co mi się nagle zachciało. Wróciłam po jakiś 5 minutach i Anika siedziała w oknie patrzą przez nie.
    - Kto? – spytałam zapinając rozporek.
    - Agata z Tatianką. Impreza zaczyna się za 2h. Umówiłam się z nimi w mieście, bo Talvi mieszka nie daleko centrum więc spokojnie całą grupą sobie dojdziemy.
    - Ok. – powiedziałam i zaczęłam wraz z przyjaciółką przebierać moją szafę w poszukiwaniu jakiś fajnych ciuchów.
    - To mogę wziąć ten czarny top? – spytała mnie Anika pokazując top, który był… mikroskopijny, mianowicie był tylko cały stanik, reszta składała się z samych sznurków.
    - Pewnie bierz. Ja założę ten sam top tylko, że czarno czerwony ok.? – zaproponowałam.
    - Ooo… Będziemy podobnie ubrane. – ucieszyła się An.
    - Jak dałny. – wytknęłam jej język. – A co na dół?
    - Ja chyba wezmę te podarte jeansy. – stwierdziła przyjaciółka.
    - No dobry pomysł. Ja wezmę spódniczkę. – oznajmiłam i zagłębiłam się w ciuchach i wyszukałam moją kochaną spódniczkę z dziurkami xD. Anika wzięła bluzeczkę i wyszła. W ciągu tego czasu co miałam na przygotowanie zrobiłam:
    1. Umyłam się
    2. Ubrałam
    3. Umalowałam
    4. Ułożyłam włosy
    5. Napisałam do Billa sms o treści: „O 21 u Talvi bądźcie. Kocham<3”
    6. Zjadłam coś
    7. Poplotkowałam na luzie z mamą
    8. Napisałam sms do taty o treści: „Mam dałna i pożyczam od Ciebie pieniądze. Oddam po wypłacie. Aloha staruszku”
    Po tym wszystkim o godzinie 20:45 opuściłam dom. Miałam niestety szpilki i znając moje możliwości mogłam nie dojść cało do umówionego miejsce. Ale jednak los mi sprzyjał i o 21 stałam wraz z dziewczynami pod domem Talvi w oczekiwaniu na naszych boyów. Po kilku minutach na horyzoncie pojawiły się podmioty naszych oczekiwań.
    Każdy zabrał swoją dziewczynę i wkroczyliśmy odważnie do domu, gdzie bardzo miłym gestem zostaliśmy powitani przez gospodynię oraz całą resztę. Zabawa się rozkręcała .Na stole w ogromnym salonie stało dobrze ponad kilka litrów czystej wódki, soki, browary i szampany. Poza tym coś do przekąszenia i kubeczki, kieliszki i różne takie. Chłopak, który puszczał muzykę okazał się być bardzo muzykalny i co chwila puszczał inny rodzaj muzyki co chwilę zmieniając wykonawcę itp. Poczynając od ostrego metalu skończywszy na TEKNO PARTY. Zapowiadało się całkiem nieźle. Nikt nie narzekał…
    - Coś do picia? – spytał mnie Bill.
    - Martini z Colą. – uśmiechnęłam się do mojego chłopaka. Bill odziany bardzo ładnie, zresztą jak zawsze, miał tym razem na sobie niebieską kurtkę skórzaną, czarną koszulkę z czerwonym napisem na klatce piersiowej oraz proste, ciemne jeansy. Wyglądał przebosko. Wszystkie dziewczyny na niego patrzyły i widać było błyski w ich oczach, ale Bill był mój i… bardzo się z tego cieszyłam.
    - Proszę. – podał mi kieliszek. Prędko wypiłam i od razu rozpaliło mnie w środku. Rozejrzałam się po salonie i widziałam jak moje przyjaciółki oblegają swoich chłopaków, jak Maksi patrzy sobie z Gustavem w oczy, jak Ell tańczy z Georgiem, jak Anika grzebie rękoma pod białą koszulką Toma i to jak Agata dokuczała Martinowi.
    - Co robicie? – podleciała do nas roześmiana Tatty i zapytała.
    - Stoimy. – odpowiedział Bill.
    - Ach, no to tańczyć już tańczyć. – poobijała nas w dupy i poszła dalej w rytm muzyki. My z Billem spojrzeliśmy na siebie wymownie i zaczęliśmy się śmiać.
    - Ona już chyba wypiła co nie co. – stwierdziłam otwarcie.
    - Bardzo prawdopodobne. – zaśmiał się Bill.
    - Co robimy? – spytałam się chłopaka.
    - No… nie wiem, a co chcesz? Impreza się rozkręca i raczej nie chciałbym wychodzić. – oznajmił.
    - Ja też nie chce wychodzić. Będziemy tak stać i patrzeć się na siebie?
    - Chyba… nie? – spytał niepewnie.
    - Na pewno nie. Idziemy tańczyć. – stwierdziłam i złapałam Billa za rękę, ale ten stawiał opór. – Co? – stanęłam i popatrzyłam na niego.
    - Ja… nie chce tańczyć, bo… nie umiem. – mówił zniżonym głosem.
    - Tak, bo Ty tylko śpiewać umiesz. Nie narzekaj. – pociągnęłam go, ale ten ani rusz. Niby takie chuchro, a siłę ma.
    - Ty idź do Aniki, bo ona też sama tańczy… – wskazał na moją przyjaciółkę. – A ja pójdę do Toma.
    - Ok. – więc rozstaliśmy się, ja poszłam w swoją stronę, on w swoją i koniec imprezy… Nie no żart. Podążyłam do Aniki i razem tańczyłyśmy. Nagle podbił ktoś do mnie. Byłam w 100% pewna, że to mój Bill, ale kiedy odwróciłam się ujrzałam przed moimi oczami… OLLIEGO! Chłopak był kompletnie zalany, oczy mu latały we wszystkie strony, a z budzi czuć było niezidentyfikowany zapach. Coś w stylu… wóda, piwsko, faja… Fuj!
    - Alex. – sapał mi nad uchem.
    - Weź się Ollie goń! – warknęłam na niego. Nie chciał odejść więc go popchnęłam. Chłopak lekko się zachwiał i znów podszedł do mnie. Jego wielkie ręce wylądowały na mojej talii. Odwróciłam głowę i błagalnym wzrokiem spojrzałam na Anikę, która nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. – Pomóż. – wyszeptałam. Anika machnęła głową i podeszła do nas. Zaczęliśmy się we trójkę szarpać. Ollie nie ustępował cały czas jeździł swoją ręką po moim tyłku. Aż wreszcie nie wytrzymałam i wyrwałam prawą rękę. Moja dłoń wylądowała na jego lewym policzku zostawiając ślad.
    - Masz Ty kutasie! – bąknęła Anika i sprzedała mu kopa w… wiadomo xD. Chłopak zwijał się z bólu, a my grzecznie odeszłyśmy. Nagle Talvi do nas podbiega i pyta:
    - Co się stało?
    - Chyba nic. – wybuchłam śmiechem.
    - Chłopak ma pecha. Lepiej powiedz komuś, żeby go stąd wyniósł. – stwierdziła Anika.
    - Spoko. – zgodziła się Talvi. – Nie źle oberwał.
    - Należało mu się. – oznajmiłam.
    - Pewnie tak. To ja powiem zaraz chłopakom by tego palanta wynieśli. – powiedziała Talvi i zaraz poszła dalej. W towarzystwie Aniki nie miałam się czego bać, razem byłyśmy nie do pokonania. Chwile po całym zdarzeniu znów razem balowałyśmy. Muzyka leciała boska. Przez chwilę było nudno, bo DJ sprzęt nawalił, ale znając naszą grupkę rozkręciłyśmy imprezę nawet bez muzyki.
    - Śpiewamy! – wrzasnęła Ell z drugiego końca pokoju, kiedy muzyka ucichła, a wszyscy stali patrząc jak sroki w gnat na DJ.
    - Spoko, co? – zapytała Anika również krzycząc.
    - Chwila zaraz się dowiemy… Macie mikrofon? – spytała Agata DJ i Talvi.
    - Mamy a po co Ci? – zapytała ostrożnie Talvi.
    - Muzyka nie działa to może An coś zaśpiewa? Ha? – zaproponowała Ag.
    - Ooo… Dobry pomysł. – zgodziła się Talvi i od razu wyciągnęła bez przewodowy mikrofon i wręczyła go Agacie. Ta od razu przybiegła do mnie i An, dała mikrofon i mówi:
    - Śpiewaj… Nie wiem, wymyśl. – dała Anice mikrofon, a ta spojrzała na nią jak na muminka.
    - Ale… Ja nie wiem co… Alex pomóż. – prosiła An.
    - Czekaj mam plan. – powiedziałam pobiegłam szybko do Toma i złapałam go za frak i pobiegłam spowrotem do An.
    - Co? – spytał zdziwiony zaistniałą sytuacją.
    - Więc tak. Talvi da Ci gitarę i grasz DDM, Anika śpiewa, a my jako chórek z… Billem, zaraz po niego pobiegnę. – mówiłam zdyszana.
    - Ok… No… Niech będzie… – zgodził się Tom. Szybkim tempem załatwiłam akustyczną gitarę dla Toma, Billa, który miał wspomagać Anikę i dziewczyny do chórku.
    - Dobra… 3, 4… – mówiła Anika. – „Das Fenster öffnet… „ – I poszło… Ludzie patrzyli na nas jak na UFO, które śpiewa przez oczy… Po chwili połowa ludzi się dołączyła, a Bill, który był jako chórek zaczął razem z Aniką śpiewać. Wraz z dziewczynami z naszego zespołu tak wyłyśmy, ale wychodziło to wszystko całkiem, całkiem… Jak na taki spontaniczny występ było bosko. Dość sporo osób dołączyło się do naszego śpiewania. Po „DDM” zaśpiewaliśmy parę innych imprezowych kawałków, a między innymi nasz hit… Green Day „Basket Case”. Tą piosenkę każdy z nas bardzo lubił. Impreza coraz bardziej się rozkręcała, a jak muzyka, którą DJ grał powróciła ponownie było bosko. Bawiłam się jak nigdy dotąd. Bill nawet dołączył do mnie. Anika i Tom zniknęli gdzieś w tłumie, w sumie to było do przewidzenia. Agata z Martinem mierzyli się kto więcej wypije, a cała reszta… tańczyła jak wariaci. Nawet Ci, którzy byli nieziemsko nawaleni tańczyli jak wariaci.
    - Dziękuje Ci, że jesteś. – Bill szepnął mi do ucha. Odwróciłam się do niego twarzą i pocałowałam. Pocałunek, który dał mi do zrozumienia, że Bill jest najważniejszą osobą w moim życiu, że… nigdy nie chciałam go stracić i… że go kocham.
    - Kocham Ciebie. – odpowiedziałam, kiedy skończyliśmy się całować.
    - Ja Ciebie też. – DJ przygrywał coraz lepiej, a ja coraz bardziej byłam pijana. Co chwilę Ell przynosiła coś do picia. A to wódka, a to piwo, a to wino… szampan… tequilla, wszystko zmieszane dało… nie ziemską mieszankę wybuchową, która… dała o sobie znać po powrocie do domu.
    - Ratujcie… – mówiłam do ścian łazienki. Czułam się tak tragicznie jak nigdy w życiu. Miałam ochotę cofnąć czas do momentu wypicia ostatnich kieliszków, by… zapobiedz zbliżającemu się kataklizmowi. – Umieram… – wykrzyczałam. Do łazienki wkroczyła mama.
    - Masz szczęście, że masz już 16 lat, bo w przeciwnym razie wywaliła bym Ciebie za okno. – mówiła, a ja słyszałam tylko co drugie słowo.
    - Kobieto daj spokój. Zrób mi lepiej łóżko. – narzekałam zasłaniając oczy przed światłem porannego słońca.
    - Już masz dawno masz zrobione. Tata się zlitował i Ci zrobił. Masz już herbatę ciepłą w pokoju. Idź się połóż.- zaśmiała się i opuściła toaletę. Ja też to zrobiłam po umyciu zębów. Położyłam się do łóżka i… na momencie zasnęłam.
    Obudził mnie dzwoniący telefon leżący na ziemi obok wielkiego łóżka, na którym wcześniej bardzo smacznie i spokojnie spałam. Podniosłam obolałą głowę i złapałam za wibrujący telefon. Przycisnęłam zieloną słuchawkę.
    - Słucham? – szepnęłam.
    - Alex? Tu Tatiana. Słuchaj my na Ciebie już czekamy w studiu. Dziś zaczynamy wstępnie nagrywać teledysk… – mówiła, ja nie bardzo wiedziałam co się dzieje.
    - Fajnie i co?
    - TO! Przychodź tu. – wrzasnęła do mnie.
    - Daj mi Anikę lub Maksi. – nakazałam jej.
    - Czekaj. – powiedziała i po chwili usłyszałam głos An w telefonie.
    - Co się dzieje? Czekamy na Ciebie… – mówiła spokojnie.
    - Kochanie ja nie mogę się ruszyć jestem sparaliżowana. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu, ale pozwól mi nie przychodzić dziś. Proszę, ja… umieram. Jutro to nagramy. Proszę, przepraszam… – miałam aż łzy w oczach.
    - Domyślałam się. Max stwierdziła, że jutro to nagramy, bo Agata też umiera na ból głowy, a Ell wymiotowała i też jej nie ma. Do jutra.
    - Dzięki Ci! Pa – rozłączyłam się i rzuciłam telefon. Poszłam dalej spać…

    Teledysk


    2010 - 03.13

    Kolejnego dnia było już lepiej, choć i tak czułam w sobie resztki alkoholu. Teledysk nagrywaliśmy w domu Jima pod Berlinem. On tam miał idealne miejsce do scenerii teledysku. Chłopacy, którzy mieli zagrać w teledysku byli konkretni. Zrobili wszystko co do nich należało i pojechali. Po 12 godzinach ciężkiej pracy nad teledyskiem wreszcie skończyliśmy. Nogi miałam w dupie z bólu. Musiałam się z gitarą kiwać na prawo i lewo co doprowadzało mnie do szału. Nie byłam przygotowana na taki wysiłek, podobnie jak reszta dziewczyn. Agata, która była sportsmenką skomentowała ten cały wyczyn tak:
    - Nigdy więcej nie będę właziła na drzewo! – wszystkie się śmiałyśmy. Było całkiem zabawnie, choć były chwile kiedy miałyśmy dość i padałyśmy choć… skończyliśmy. O 1 w nocy wróciłam do domu. I od razu poszłam spać.

    - Kto? – odebrałam telefon, który dzwonił następnego dnia. Znów zostałam zbudzona, miałam ochotę zabić tego kogoś kto przerwał mi tak piękny sen choć nie pamiętałam o czym był…
    - Bill… Masz czas teraz? – zapytał od razu.
    - Obudziłeś mnie… – oświadczyłam.
    - Zadzwonię później. Pa.
    - Nie czekaj! Przyjdź do mnie, zrobisz mi śniadanie.
    - Nie umiem… Albo dobra. Przyjdę. Do zobaczenia.
    - Ciao. – odłożyłam telefon i zakryłam głowę poduszką. Próbowałam jeszcze chwilę się zdrzemnąć, ale… domofon.
    - Alex to Bill. Wpuścić go? – usłyszałam głos taty.
    - Niech wejdzie. – odkrzyknęłam i leniwie wstałam by się „lekko” doprowadzić do używalności. Włosy zaczesałam w kitka, założyłam długi różowy szlafrok w baranki i poszłam po Billa, który już stał w drzwiach rozmawiając z… tatą!!
    - … idzie Wam całkiem nieźle. Słyszałem wczoraj Waszą piosenkę w TV i stwierdzam, że nie poznałem Ciebie. Mówię do żony: Patrz jaka ładna dziewuszka. , a ona na to: To przecież Bill Kaulitz narzeczony Alex. – stanęłam jak wryta w ziemię. Szczęka opadła mi do samej ziemi, a oczy wyszły z orbit.
    - W szkole często mylili mnie z dziewczyną. To przez makijaż i fryzurę. – tłumaczył się całkiem nie skrępowany Bill. Strasznie mi wstyd było za to co tata powiedział do mojego chłopaka jedyne co mi pozostało to zabrać Billa z pola boju.
    - Księżniczka wstała. – uśmiechnął się tata zgryźliwie.
    - Miło OJCZE. – odgryzłam się. – Bill… Chodź ze mną. – złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą.
    - Dziękuję za miłą rozmowę panie Steiff. – krzyknął Bill na pożegnanie z tato – potworem. Zamknęłam drzwi na klucz i zasłoniłam żaluzję na oknie. Miałam to szczęście, że drzwi miałam dźwiękoszczelne i żadne dziwne odgłosy nie zdołały ściągnąć posiłków ze strony zazdrosnych rodziców.
    - Przepraszam za tatę, to stary fagas i czepia się KAŻDEGO! – tłumaczyłam się Billowi, który już całkowicie się wyluzował. Włączył sobie mojego laptopa i słuchał muzyki.
    - Nic nie szkodzi. Przyzwyczaiłem się. – mówił Bill patrząc w monitor i wybierając piosenki.
    - Rozgość się. Czuj się jak u siebie w domu. – oświadczyłam, poczym rzuciłam się na łóżko i zakryłam kołdrą. Nie wstydziłam się tego, że mój chłopak widzi mnie bez makijażu i w „dziwnym” stroju. Było mi to obojętne.
    - Wiesz, że Martin pojechał z Agatą rano do jego babci do Berlina? – spytał Bill nadal nie patrząc na mnie.
    - Fajnie że?! I kiedy ona ma zamiar wrócić? W sumie to mamy wolne dopóki dopóty teledysk nie będzie gotowy… – mówiłam grzebiąc przy paznokciach.
    - Jutro rano wracają. Andreas zerwał ze swoją dziewczyną. Gustav u Maksi na noc był, a Tom… całą noc przy komputerze spędził rozmawiając z An. Ell była u Georga. Ja nie wiem co im się dzieje.
    - Miłość… – powiedziałam krótko. – Kurcze lakier mi odprysnął. A miałam TAK ładnie pomalowane paznokcie. – zaczęłam narzekać.
    - Mogę Ci pomalować. – zaproponował Bill. – Wiesz, że ja sam sobie maluję od dawna paznokcie więc Tobie też mogę pomalować.
    - To czekaj, zaraz zmażę lakier. – cała kuracja odświeżania paznokci zajęła mi jakieś 7 minut. Bill w tym czasie ustawił całą „płytotekę” na najbliższe kilka godzin, które chciał ze mną spędzić najwyraźniej. – Już. – oświadczyłam kiedy skończyłam.
    - Jaki kolor chcesz? Bo widzę tu masz czarny, granatowy, różowy?, zielony?, biały i czerwony… – mówił patrząc na moją małą kolekcję.
    - Czerwony… – uśmiechnęłam się. Bill szybko mi pomalował paznokietki, a potem dmuchał by szybciej wyschły. – Ty naprawdę jesteś w tym świetny. Żadnej rysy zniekształcenia nie widzę. Powinieneś malować paznokcie, a nie śpiewać. – zażartowałam.
    - Pewnie i co jeszcze? – zapytał zgryźliwie chłopak.
    - Umiesz czesać? – zapytałam robiąc maślane oczy.
    - Mam jakieś wyobrażenie, a co mam Ciebie jeszcze może uczesać? Ubrać? Pomalować? I co jeszcze pani sobie życzy? – zaśmiał się.
    - Mówię poważnie. Zrób mnie na bóstwo panie Kaulitz. – uśmiechnęłam się zalotnie.
    - A wybiera się pani gdzieś?
    - Owszem z moim chłopakiem do kina na komedię romantyczną.
    - No to mam koncepcję. Siadaj… – posadził mnie na bujanym krześle od biurka i zaczął robić ze mnie „laskę”. Śmiałam się z niego, bo niby chłopak a znał się na rzeczy i to całkiem dobrze. Po 2 godzinach kuracji wyglądałam jak… DAŁN, ale piękny dałn. Na głowie miałam irokeza, oczy miałam czarne. Wyglądałam jak laleczka Czaki, ale… strasznie mi się podobało.
    - Dziękuje Ci chłopcze. – pocałowałam chłopaka w policzek. – Idziemy do kina czy wolisz zostać w domu?
    - Jak grają coś ciekawego to idziemy. – usadowił się na moim miejscu.
    - To sprawdź w internecie. Ja idę się ubrać. – wzięłam rzeczy do łazienki i tam się ubrałam. Kiedy wróciłam Bill siedział na biurku grzebiąc w telefonie.
    - Jakaś komedia, horror i bajka. – powiedział. – Tom i Anika chcą iść, mogą?
    - PEWNIE! – zgodziłam się. – Bierzemy… bajkę.
    - Ok. Gotowa?
    - Tak. – opuściliśmy dom. Nie obyło się bez głupich komentarzy taty, że wyglądam jak lalka Barbie, a Bill jak Ken, ale to inna sprawa. Wytknęłam ojcu język i trzasnęłam drzwiami. – Chcesz jechać TAXI? Jak się umówiłeś z Tomem?
    - Pod kinem. – odpowiedział. – A po co Taxi?
    - Fanki na horyzoncie. – wskazałam parę dziewczyn, które łaziły po osiedlu. Nie wiedziałam czy są fankami, ale wolałam dmuchać na zimne.
    - Dobraa… Jedźmy. – poszliśmy przez ogródek do postoju taxówek . Wsiedliśmy do zielonego Audi i pojechaliśmy pod kino. Pod budynkiem stało pełno dziewczyn, a między nimi Tom, który podpisywał jakieś świstki. – Super. Jak wysiądę nigdy do tego kina nie wejdziemy. – rzekł zmarnowany Bill.
    - Masz moją bluzę. – fakt faktem, że miałam czarną bluzę z wielkim kapturem, która spokojnie mogła na chwilę ukryć Billa. Zapłaciliśmy taxówkarzowi i opuściliśmy pojazd. Bill spuścił głowę chowając się pod kapturem. Całkiem obojętnie przeszliśmy koło tłumu dziewczyn, przy okazji zabierając rozdrażnioną Anikę. Weszliśmy do kina, po chwili Tom dołączył do nas opędzając się od fanek.
    - Idę kupić bilety na tą bajkę. – powiedziała Anika i tak zrobiła. Chwilę później wróciła z czteroma papierkami. – Sala… numer 7… To… Tam. – wskazała na palący się neon z ową cyferką. Szybkim tempem podążyliśmy do sali.
    - POPCORN i COLA. – wrzasnął Bill i wybiegł z sali. Jakieś 7 minut później przytaszczył ze sobą dwa duże popcorny i… jakiś facet z obsługi 4 duże puszki Coli.
    - To na koszt firmy. – oświadczył wręczając nam tace kelner. Spojrzałam na Anikę ta na mnie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Bill usiadł obok mnie, wręcz się rzucił i powiedział:
    - Jesteśmy 20 minut przed seansem. Kolesie powiedzieli, że nie wpuszczą nikogo na salę prócz nas. Możemy zmienić miejsca. Poza tym zwrócili mi za bilety i zafundowali całe żarcie.
    - No to impreza. – klasnął jak dziecko troski Tom i zaczął pić Colę.
    - Będziesz zaraz do kibla latał. – zagroziła mu Anika, ten tylko wzruszył ramionami.
    - Najwyżej w gacie będzie robił. – wyśmiewał się Bill.
    - Żebyś Ty się nie zsikał. – odgryzł się Tom.
    - Pewnie. – wybuchł śmiechem Bill. Z Aniką przysłuchiwałyśmy się tylko głupim tekstom jakie puszczali chłopacy. Przez kolejne minuty rozmawialiśmy o naszym zespole i o tym, że JA mam zakwasy po skokach przy kręceniu teledysku. Potem zaczął się film…=