-Ashley ,co ty tam robisz?!
Docierał do mnie głos. Była to z pewnością moja matka. Nie mogłam się ruszyć. Czułam tylko jak mi drętwieją nogi i ręce.
-Ashley ,otwórz drzwi!
Nawet jakbym chciała ,to nie mogłam ani odpowiedzieć na pytania ,ani otworzyć drzwi.
Ku mojemu zdziwieniu ,matka zdołała otworzyć zamek nożykiem i wparowała do łazienki ze skamieniałą twarzą.
-Boże ..
-Na co się gapisz?! Pomóż mi wstać!
Ryknęłam na nią ,zbierając przedtem siły ,aby cos powiedzieć. Minęła cała wieczność zanim doczołgałyśmy się na łóżko. Na szczęście ,upadek skończył się na kilku siniakach i rozciętej wardze. Matka próbowała mi przemyć ranę ,lecz ja ją odepchnęłam twierdząc ,iż sobie bez niej poradzę.
Wyszła z pokoju zostawiając mnie samą ze sobą. Spojrzałam na zegarek ,który wybijał 7:49.
Zdenerwowana i obolała starałam się ubrać. Przypadkiem ,kurtka dredziaża wylądowała na ziemi. Z kieszeni wypadła komórka. „a może by tak…”,pomyślałam i wzięłam telefon do ręki. Wyszukałam w kontaktach „Bill” i zadzwoniłam…
-Bill ,to ja Ashley. Pamiętasz mnie?
-Jak mógł bym zapomnieć. Stało się cos?
-Nie. spotkajmy się. Weź ze sobą Toma i przyjdźcie na Friedrichstrasse 2.
Nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się. Wskoczyłam w moje szerokie skate spodnie ,bo akurat były pod ręką , bluzkę z krótkim rękawkiem i buty. zdążyłam wysuszyć włosy i zrobić sobie lekki makijaż. Ktoś zadzwonił do drzwi. Usłyszałam czyjeś kroki wchodzące po schodach. „Pewnie mamuśka ich zdążyła przywitać” ,pomyślałam wkurzona i otworzyłam drzwi ,aby wyjść z pokoju. Ujrzałam Toma idącego w moją stronę.
-Gdzie jest Bill?
Zapytałam nie mówiąc nawet „cześć”. Odniosłam wrażenie ,że Toma mało obchodził brat ,ponieważ odpowiedzi nie otrzymałam.
-Chodźmy się przejść
Zaproponował chłopak.
-Nigdzie się nie ruszę dopóki mi nie powiesz gdzie jest Bill!
-A co ty się tak o niego martwisz?
-A co ,zazdrosny jesteś?
Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Tom najwyraźniej się wkurzył ,bo wziął mnie na ręce ,a raczej na plecy i zszedł ze mną na dół.
-Co ty kurwa wyprawiasz pajacu!! Puszczaj mnie bo pożałujesz!
Krzyczałam purpurowa ze złości wierzgając przy tym nogami i łupiąc pięściami w jego łopatki. O dziwo ,moja matka tego nie słyszała. „Szliśmy” ulicą ,aż do pamiętnego miejsca ,gdzie się poznaliśmy. Wtedy dopiero Tom mnie puścił. Otrzepałam się i zapytałam:
-co masz mi do powiedzenia?
Blondyn milczał. Najwyraźniej mnie nie słuchał. Wkurzona jeszcze bardziej zaczęłam wrzeszczeć:
-O co ci w ogóle chodzi? Nie chcesz powiedzieć gdzie jest twój brat ,wynosisz mnie z domu a teraz milczysz!! Odpowiedz jak się pytam do cholery!!
-Widzisz… pokłóciłem się z Billem. jak tylko wróciliśmy do domu ,zaczął gadać o tobie. Był nie do zniesienia…
-Przejdź do rzeczy!!!
Przerwałam chłopakowi ,który po raz kolejny mnie po prostu olał.
-Wiedziałem ,że cię pocałował…wtedy ,gdy się śmialiście. Ash… ja…
Ja chyba… ja cię kocham.
„ja cię kocham” „ja cię kocham” „ja cię kocham”. Te słowa ugodziły mnie w środek serca.
„tak szybko? Po zaledwie dobie znajomości?dziwne…coś mi tu nie gra” ,pomyślałam.
Zupełnie się pogubiłam. „Ashley ,obudź się! to przecież ten frajer z Tokio Hotel!” ,przeszło mi przez myśl. Niestety frajer ,którego w tak krótkim czasie zdążyłam polubić. Nie dążyłam otworzyć ust aby coś powiedzieć bo chłopak przysunął mnie gwałtownie do siebie ,po czym zatopił swoje wargi w moich. Dałam się ponieść chwili. Czułam się wreszcie dowartościowana ,a zarazem bezpieczna. Wirowało mi w głowie. Tysiące myśli i obrazów przenikało przez mój umysł. Nie chciałam ,aby to się skończyło. Nie chciałam się od niego odkleić. Rozpadało się. Po raz kolejny w ciągu tego tygodnia rozpętała się wichura. My jednak nie zwracaliśmy na to najmniejszej uwagi. Krople letniego deszczu spływały po naszych rozgrzanych ciałach.
-Tom..
Wyszeptałam mu w usta. Wtem ,chłopak całował mnie jeszcze namiętniej niż przed chwilą.
Odepchnęłam go od siebie ,po czym powiedziałam co mi leży na sercu.
-Tom…ja nie mogę…nie chcę ,żeby to była przelotna ,wakacyjna znajo…
Nie zdążyłam dokończyć ,ponieważ chłopak po raz kolejny zamknął mi usta gorącym pocałunkiem. Deszcz powoli ustawał. Czarne włosy opadały na moją mokrą twarz.
Oczy miałam rozmazane. Ogarnęło mnie poczucie strachu ,lecz wiedziałam ,że z Tomem jestem bezpieczna. Jego kurtka ,którą miałam na sobie chcąc mu ja oddać ,wisiała na mnie przyklejając się do mokrego ciała. Tom również był cały mokry. „wyglądasz zaskakująco ładnie w przemoczonym ,luźnym ubraniu.” ,uśmiechnęłam się pod nosem patrząc na toma. „Muszę iść.” ,pomyślałam i bez zastanowienia odepchnęłam od siebie chłopaka.
-Tom. Dopóki się nie pogodzicie z billem.. nie chcę was widzieć.
Oznajmiłam. Ledwo zdążyłam oddać mu kurtkę ,która i tak wylądowała na ziemi ,ponieważ puściłam się biegiem z powrotem do domu.
Weszłam do środka. Zamykając za sobą drzwi ,zsunęłam się po nich bezwładnie na wypolerowaną podłogę. Matka była najwyraźniej w pracy ,ponieważ dochodziła 11 rano.„jak dobrze ,że jestem sama.” ,pomyślałam i zmęczona udałam się do pokoju .
*Obecnie jestem na wyjeździe i nie mam czasu napisać czegoś dłuzszego. Jak tylko wrócę do domu (za około tydzien) dodam kolejną część z lepszą fabułą*