• Archives
  • Categories
  • Ranek był deszczowy.

    2010 - 04.15

    Ranek był deszczowy. Chmury, które pojawiły się na niebie sprawiały, że mój melancholijny humor nie poprawiał się, choć także się nie pogłębiał. Siedziałam na łóżku i patrzyłam na obijające się od szyb deszczowe krople. Niby takie nie pozorne, a jednak takie… piękne. Nagle do pokoju weszła mama. Zaproponowała małe zakupy, zgodziłam się, bo… bardzo lubiłam łazić po sklepach zwłaszcza jak humor mi nie dopisywał. Zebrałam się w sobie i wciągu kilku minut byłam gotowa do wyjścia.
    W centrum handlowym spotkałam Anikę, która została przyłapana przez parę dziewczyn na zakupach.
    - Hey to Ty jesteś ta Alex z zespołu Black Blush? – spytała mnie blondynka, kiedy podeszłam do An.
    - Tak. – odpowiedziałam nie ukrywając radości, że jesteśmy rozpoznawane.
    - To super! – ucieszyły się.
    - Możesz się tu podpisać? – wysoka szatynka dała mi zeszyt i zielony mazak.
    - Pewnie, że mogę. – zgodziłam się. Napisałam swoje imię, a potem jeszcze przez chwilę dziewczyny wypytywały o płytę i termin jej wydania. Potem wraz z An dołączyłyśmy do mojej mamy i jej, które stały przy stoisku z butami rozmawiając.
    - Widzę, że już pierwsze fanki. – powiedziała moja mama, gdy zjawiłyśmy się przy nich.
    - Tak… – rzekła An. – Chodź pokaże Ci jakie fajne buty wynalazłam. Z kolekcji Missy Elliot. – przyjaciółka złapała mnie pod ramię i poszłyśmy do Adidasa zobaczyć obuwie. Okazało się, że buty były cudowne. Różne kolory, a cena… Uuu… Nie z tej ziemi. 250 Euro!!!!
    - Kupimy jak będą pieniądze z sprzedaży singla. – stwierdziłam otwarcie odkładając czerwone buty na półkę.
    - Masz rację… Idźmy do tego sklepu z ciuchami naprzeciwko. – zaproponowała An, i tak zrobiłyśmy. W tamtym sklepie zakupiłyśmy, parę drobiazgów, które były efektowne i nie drogie. Wolałyśmy nie wydawać pieniędzy na byle co i tak nie miałyśmy ich zbyt dużo. Większość została wydana na dojazdy do studia, jedzenie, picie, imprezy i różne mało potrzebne duperele. Przy stoisku z kosmetykami zobaczyłyśmy Tatianę. Okazało się, że wybierała sobie tusz do rzęs, bo jej się skończył. Kiedy wróciłyśmy do naszych mam, które wspólnie debatowały, rozsiadłyśmy się w lodziarni i mama Tatiany zamówiła dla nas po wielkim pucharze lodów czekoladowych z polewą kawową. W czasie, gdy jadłyśmy lody opowiedziałam przyjaciółkom o sytuacji z Olliem.
    - I dobrze zrobiłaś! – stwierdziła Tatiana. – Należało się gnojowi.
    - Racja. Nie dość, że wyzywał Billa to jeszcze Ciebie. Idiota. – dopowiedziała An.
    - Mogłaś mocniej mu walnąć, może by zmądrzał. – kontynuowała Tatty.
    - Kochana, na takich za późno. – zaśmiała się Anika.
    - No tak rzeczywiście. – zgodziła się Tat. Do momentu zjedzenia lodów śmiałyśmy się z bliźniaków. Nie wiem czemu, ale dziewczyny poprawiły mi humor. Potem rozeszłyśmy się z myślą kolejnego spotkania o 15 w studiu. Wróciłam z mamą do domu. Ona kupiła sobie nowe buty na szpilce, a ja spodnie moro. Tata oczywiście darł się, że wydajemy tyle pieniędzy na ciuchy, na co mama powiedziała:
    - Alex jest sławna i musi jakoś wyglądać, nie kochanie?
    - Pewnie. – zgodziłam się z mamą. Tata przełączając kanały, dotarł do tych muzycznych. Na VIVA PLUS GET THE CLIP, na drugim miejscu z 6% znajdowała się nasza piosenka, piosenka BB. Od razu napisałam sms do wszystkich dziewczyn i chłopaków, by oglądali TV za chwilę. Po piosence Aggro Berlin, rozpoczął się teledysk E I’M N. Sms, które były pisane o BB, były w większości pozytywne. Co bardzo mnie zadowalało. Kiedy Anika śpiewała ja pod nosem nuciłam sobie jej słowa. Zaraz po skończonej piosence zadzwoniła właśnie An. Znów przeżywała jak mrówka okres, w sumie jej się nie dziwiłam, bo sama byłam w niebie. Potem dzwonił Bill i pochwalił się, że zagłosował na nas AŻ 6 RAZY! W tle słyszałam jak Tom krzyczał, że on głosował 7 razy.
    - Kocham. – zakończyłam rozmowę z chłopakiem. Schowałam telefon do kieszeni nowych spodni i poszłam na obiad. Rodzice wraz ze mną przeżywali teledysk i początek sławy mojego zespołu. Zaraz po obiedzie, grzeczny i miły tatuś zawiózł mnie do studia na jakieś zebranie.

    Minął miesiąc od momentu wydania singla i teledysku. Przez ten czas singiel sprzedał się w dość sporych nakładach. Bravo, Popcorn… wszystkie największe i jednocześnie najbardziej czytane gazety młodzieżowe pisały o nas i o TH. Byliśmy jednym z najbardziej pożądanych zespołów tamtego okresu. Bardzo wielkimi krokami zbliżał się dzień wydania płyty z całym nakładem piosenek jakie do tej pory nagraliśmy. BB podpisał roczny kontrakt z wytwórnią Fransa oraz z Universal Music. Wydanie płyty łączyło się z rozpoczęciem trasy promującej. Wszystko już było zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Musieliśmy jeszcze poczekać dwa dni do wydania płyty i już można było zacząć trasę. Chłopacy z TH już dawno byli w trasie. Jedną rzeczą jaka nas najbardziej podzieliła to szkoła, z której BB i TH zrezygnowali oraz fani, którzy słuchali TH, a nie lubili naszego zespołu i odwrotnie. Jedynym szczęściem jakie nas spotkało było to, że nikt nas nie przyłapał na wspólnych spotkaniach. Zawsze ustalaliśmy miejsce spotkania tak by żaden ze wśbiskich reporterów nie mógł nas sfotografować itp.
    Dzień wydania płyty był jednym z najważniejszych dni w naszym życiu. Na imprezie, na której znalazły się takie gwiazdy jak: Sido z Doreen, TH ^^, Chritina Stuermer, Silbermond, Samy Deluxe, Bushido, Vanilla Ninja itp. Wszyscy nam gratulowali sławy, z czego my bardzo się cieszyłyśmy. Jedyny ból, który sprawiał, że cały świat się walił, było to, że tak mało czasu spędzałam z Billem. Nawet na tej imprezie nie mogłam za bardzo z nim rozmawiać i bawić się, bo wyszło by na jaw to, że łączy nas coś więcej niż zamiłowanie do muzyki. Jeden z reporterów podszedł do mnie, Agaty i Ell i zapytał o to czy możemy odpowiedzieć mu na kilka pytań.
    - Pewnie… po to tu jesteśmy. – zażartowała Agata.
    - Ok. Kamera… Akcja. Jestem tutaj z trzema przedstawicielkami Black Blush. Witajcie dziewczyny. – niski reporter zwrócił się do nas twarzą.
    - Dobry wieczór. – powiedziałyśmy z uśmiechem na twarzach.
    - Gdzie reszta? – zadał pierwsze pytanie. Ell i Agata mnie puknęły, więc JA musiałam zacząć. Teraz mi to już nie przeszkadzało, ale wcześniej… bałam się.
    - Anika wraz z Tatianą i Maksi są gdzieś na sali. Rozdzieliłyśmy się całkiem przypadkowo co nie oznacza, że się pokłóciłyśmy. – odpowiedziałam spokojnie.
    - Co maiły oznaczać Twoje słowa Agata „Korzenie polskie, ale zamiłowanie do Niemiec…”. Oznacza to, że wpierasz się swojego pochodzenia? – spytał reporter lokalnej telewizji. Widać było zmieszanie na twarzy Agaty, ale wiedziałam, że dziewczyna wybrnie z tego.
    - Nie chodziło o to. Źle mnie zrozumieliście. Jestem Polką i się z tego cieszę, ale… od 2 roku życia mieszkam tutaj i kocham ten kraj, tamtego nie pamiętam. Od momentu przeprowadzki do Magdeburga w Polsce nie byłam. Nie pamiętam tamtych lat, byłam stanowczo za mała. – wybrnęła…
    - Oznacza to, że nie chcesz tam pojechać? – zadał kolejne pytanie dotyczące Polski.
    - Nigdy tego nie powiedziałam. Jeśli firma fonograficzna zaproponuje koncerty w Polsce na pewno się tam z miłą chęcią z zespołem zjawię. – odpowiedziała.
    - Tak, Agata ma racje. Ja też mam rodzinę tam, ale nie miałam okazji być w Polsce. Bardzo chętnie bym pojechała. Jeśli będą możliwości to zagramy koncerty tam. – dopowiedziała Ell, ratując Agatę od kolejnych pytań o jej pochodzenie.
    - A co z koncertami w Niemczech? Na Waszej stronie internetowej nie ma żadnych konkretnych dat. – zapytał.
    - Znamy daty koncertów i osoby, które zajmują się naszą stronę w kolejnych dniach zamieszczą informację o koncertach, biletach i o wszystkim co dotyczy naszego zespołu. – odpowiedziałam tym razem ja.
    - Porównujecie siebie z jakimś zespołem? – kolejne pytanie.
    - Nie i nigdy tego nie zrobimy. Chcemy być inne niż wszyscy. Świadczą o tym nasze piosenki. Wyznajemy zasadę, że jeśli kogoś jest na coś stać i nie boi się wyzwań powinien robić to na co ma ochotę. Nie chcemy być porównywane, wtedy nie będziemy czuć się swojo. – wytłumaczyła Agata.
    - Pierwszy Wasz występ na żywo był klapą czy raczej zawiódł Wasz menager, który nie zjawił się i nie przygotował Was do wystąpienia? – pytania były trudne, a to najbardziej. Koncert w Bravo, był stracony. Nagłośnienie nawaliło, An mało się na scenie o kabelki nie zabiła, a Ell złamała pałeczkę. Mimo tego dalej grałyśmy, tak jak mówiła nam Maksi, która musiała jechać do szpitala do babci i nie mogła się pojawić. Frans, który miał ślub siostry też się nie zjawił, był jedynie Jim, który… nie mógł zapanować nad wszystkim sam.
    - Mi się podobało i nie mam do nas żadnych zastrzeżeń. – wyraziła własne zdanie Ell.
    - Elleine złamały się pałeczki, a mimo to dalej grała, Anika się wywróciła i śpiewała siedząc na ziemi, najgorsze to nagłośnienie, ale… grałyśmy na żywo i to się liczy. – mówiłam.
    - Nie mamy pretensji do nikogo. Zawsze musi coś nawalić. To był pierwszy poważny występ, który mimo wszystko każda z nas wspomina dobrze. Kolejne będą lepsze… – zaśmiała się Ag.
    - Dziękuje bardzo za udzielony wywiad. Do zobaczenia za nie długo. – reporter pożegnał się z nami i odszedł w poszukiwaniu innych gwiazd. Przybiłyśmy sobie piątkę i poszłyśmy po szampana. Przy stole z daniami spotkałam Doreen, która bardzo miłym gestem pogratulowała mi sukcesu.
    - Witaj w świecie show biznesu. – powiedziała i odeszła. Wzięłam lampkę szampana i oparłam się o stół patrząc na bawiących się gości. Ell i Ag udzielały kolejnego wywiadu, Tom z Billem tak samo, Anika rozmawiała z Steffanie Kloß, wokalistką Silbermond, a cała reszta krążyła bez celu po sali. Po chwili podeszła do mnie Maksi, oparła się o stół i patrzyła razem ze mną na ludzi…

    Comments are closed.