Po imprezie promującej pojechałam do domu Aniki, gdzie znów zrobił się hotel. Wszystkie nocowałyśmy u niej, robiąc przeróżnie rzeczy. Tamary na szczęście nie było, bo pojechała do babci Aniki. Mała nie musiała iść jeszcze do szkoły, więc miała czas wolny. Zupełnie jak my…
- Doskwiera mi brak szkoły i wspólnych wygłupów. – narzekała Tatty.
- A mi pasuje takie życie. – powiedziała na to Ag.
- Wole już mieć te lekcje prywatne niż siedzieć w szkole. Pamiętacie co się działo na historii? Jak do klasy wlecieli fotoreporterzy i zaczęli bez pozwolenia cykać fotki? – pytała Anika.
- Babka się strasznie wkurzyła. – skończyłam.
- U mnie w szkole to samo. Niby nie jestem AŻ tak wyraźna, choć mnie znają. Na Matmie do sali wszedł chłopak z wyższej klasy i mnie zawołał, powiedział, że dyrektorka chce mnie widzieć. Tak się wystraszyłam, że magia. A jak opuściłam salę zaczęło mi błyskać światło od aparatu. Koleś, który mnie zawołał dostał kopa w piszczel, a ja zadowolona wróciłam do sali. – opowiadała Max.
- Wiecie jak było u mnie. Zresztą BILD pisał o tym… – zasmuciła Ell.
- Gówniany brukowiec. – stwierdziłam. – To było to samo co tekst, że Tom miał z 25 panienkami SEX oO.
- Afera była… – dokończyła An.
- Trudno, ale wiadomo, że nie było tak jak BILD pisał. To najważniejsze. – wtrąciła Tatty. Plotkowałyśmy jeszcze przez kilka minut, a zaraz potem poszłyśmy spać.
Z samego ranka zaczęły wydzwaniać telefony. Jakieś nieznajome numery telefonów pisały SMS o dziwnych treściach. Każda z nas po kilka razy na minutę dostawała krótkie sygnały, co bardzo denerwowało.
- Co się dzieje? – zapytała wkurzona Agata.
- Ktoś rozdał wszystkim nasze numery. – stwierdziła Elleine.
- Trafna uwaga. – zgodziłam się. – Ollie!
- Szmaciarz… – wyzwała go Anika. – Musimy komórki zmienić.
- Dziś powiemy to Fransowi. – wtrąciła Tatty.
- Nie musicie. – rzekła spokojnie Maksi. Wszystkie spojrzałyśmy na nią jak na wariatkę. – Nie patrzcie tak na mnie!
- Ale o co Ci chodzi?! – zapytałam zdziwiona.
- Nie musicie mówić nic Fransowi. Już dawno o tym pomyśleliśmy. Z pieniędzy zespołu kupiliśmy telefon dla każdego. Takie same, ale inne kolory obudowy, także nie pomylicie się. – oświadczyła.
- Masz je przy sobie?
- Nowe numery?
- Czemu wcześniej nic nie mówiliście? – zaczęły padać pytania. Maksi nie nadążała z odpowiedzią i zakryła głowę poduszką.
- Mam je przy sobie w torbie. – powiedziała przez poduszkę. Wraz z Aniką rzuciłyśmy się na torbę Maksi i wyciągnęłyśmy 6 zafoliowanych opakowań telefonów z VADOFONE. – To sa Motorole. Mam nadzieje, że Wam się spodobają. Kolory obudowy są: Czarny, szary, granatowy, biały, przezroczysty i zielony. – podzieliłyśmy się telefonami. Ja wzięłam czarny, bo znając moje możliwości, wolałam mieć ciemny, An miała szary, Ag zielony, Ell przezroczysty, Tatty granatowy i Maksi biały. Powymieniałyśmy się numerami i każda z nas siedziała w telefonie ucząc się obsługi… Po jakimś czasie przerwałyśmy zabawę nowym telefon i musiałyśmy powiadomić najbliższych o zmianie numeru.
- Podajemy tylko zaufanym osobą. – ostrzegała nas Maksi.
- Ok. – zgodziłyśmy się chórkiem. Miałyśmy komórki na abonament więc SMS mogłyśmy wysyłać do woli.
- Jak limit przekroczycie płacicie z własnej kieszeni. – dopowiedziała Maksi.
- A jaki jest limit? – zapytałam.
- 50 euro. – odpowiedziała.
- No to Anika i Agata na pewno będą przekraczać. – zaśmiałam się. Kumpelki zrobiły miny jak srające konie na blachy. – Oj żartowałam. – uśmiechnęłam się i im miny zrobiły się „normalne”. Powiadomiłam Billa, Toma, Georga, Gustava, Andreasa, Martina, rodziców i Kadis z Talvi o zmianie numeru. Wiedziałam, że oni na pewno nie podadzą numerów dalej. Chłopacy z TH mieli już dwa razy numery zmieniane przez to, że jakiś idiota podał ich numery dalej.
Po obiedzie pojechałyśmy samochodem Aniki do studia. Tam spędziłyśmy całe popołudnie i połowę wieczoru. Zaś później odwiedziłyśmy chłopaków w hotelu, w którym obecnie przebywali.
- W Loitsche stacjonują całe gromady dziewczyn. Jakaś pielgrzymka… – narzekał Tom wtulając się w An.
- Byliście w domu? – zapytała Tatty.
- No tak, chcieliśmy rzeczy wziąć, ale… nie było jak. Wróciliśmy. W nocy pojedziemy. – odpowiedział Bill.
- Ktoś Red Bull’a? – spytał Georg zaglądając do małej lodówki. Wszyscy się zgłosili. Rozmawialiśmy o wyjeździe chłopaków następnego dnia, sącząc napój.
- I ile was nie będzie? – zapytała Maksi.
- Przed chwilą Bill mówił. W niedzielę wracamy. – odpowiedział Gustav.
- Niedosłyszę. – śmiałą się Max.
- Umyj uszy! – bąknął Gustl. Do późnych godzin nocnych siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Potem chłopcy pojechali do Loitsche, a my ponownie do Aniki do domu. Jej mama troche na nas nawrzeszczała, że tyle czasu nas nie było, ale… po chwili rozmawiała z nami o zespole.
- Sprawdźmy czy Joachim zamieścił piosenki do ściągnięcia na nasze stronie. – zaproponowała Agata.
- Zamieścił już rano. – odpowiedziała Maksi.
- Tak szybko? – zdziwiła się Ell.
- No, a czemu nie? Lepiej teraz niż później. – zaśmiała się Maksi.
- Ale to są tylko kawałki czy całe? – zapytałam.
- Dziewczyno! Kawałki! Jakby wgrał całe piosenki to by nikt nie kupował płyty, bo ma piosenki na wyciągnięcie ręki. – warknęła menagerka.
- No tak. – zgodziłam się z nią. Strona nasza była śliczna, czarno różowa z akcentami koloru białego. Bardzo się nam podobała. Licznik który był z boku strony wskazywał 100.000 wejść.
- To mało. – skwitowała Tatty.
- Nie przesadzaj, to początek. – wtrąciła Agata. Były dwa newsy o nas, o zespole. Pierwszy dotyczył singla, a drugi płyty. Miałyśmy nawet własnego maila, na którego pisali fani oraz własną skrzynkę pocztową w Universal Music w Berlinie. Nie przychodziło AŻ tak dużo listów, więcej maili. Najwięcej do Aniki, jako, że śpiewa i Agaty, z tą całą aferą o jej pochodzenie. Nie było mi przykro, że do mnie mniej przychodzi, bo w cieniu też nie byłam. Samo uczucie bycia w zespole takim jak Black Blush sprawiało, że mam ochotę żyć. Ostatnimi czasy Tatty coś narzekała na humor. Była smutna, melancholijna i nie do zabawy. Starałyśmy się z dziewczynami poprawiać humor, ale coś nam nie szło…
- Kiedy koncerty pierwsze? – zadała głupie pytanie Anika. Wybuchłam śmiechem z Ell. Po ziemi się tarzałyśmy. – No i z czego wyjecie?
- Z Ciebie, bo nie wiesz kiedy koncerty, a śpiewasz w zespole. – odpowiedziała jej Ell.
- Wal się! – warknęła An.
- A Wy wiecie? – zwróciła się do mnie i Elleine Maksi… I tu był pies pogrzebany, bo my też nie wiedziałyśmy. – No właśnie. – skwitowała po chwili ciszy, która oznaczała nasza niewiedze na ten temat.
- Kiedy są pierwsze? Gdzie? O której? – zadawała pytania Agata.
- Chwila mam zapisane w notatniku. – Maksi wstała i wyciągnęła z torby wielki notes. Na okładce było napisane BLACK BLUSH, czyli był to notes dotyczący naszej grupy. – Pierwszy mamy za tydzień. Jest to koncert w Gymnasium numer 21, dla całej społeczności dziecięcej. Dyrektor tej szkoły poprosił nas o koncert, bo na ścianach szkoły jest nasze logo. Jakieś dzieciaki tak nas kochają, że pisały po ścianach słowa piosenek. Dyrektor by zaspokoić ich miłość zaprosił nas. Zgodziłam się żeby zagrać koncert darmowy dla 3 szkół. Frans również powiedział, że to dobry pomysł. Także jutro z rana jedziemy do naszego nowego studia prób i tam zaczynamy ostro pracować, by nie było powtórki z występu w VIVA LIVE.
- Ekstra… – byłyśmy zadowolone i rozpierała nas energia. Cieszyłyśmy się niezmiernie, od razu napisałam do Billa SMS z infem o koncercie. Ten też się bardzo cieszył.
Po imprezie
2010 -
04.05