• Archives
  • Categories
  • Archive for Marzec, 2010

    Przez tydzień


    2010 - 03.24

    Przez tydzień nie miałyśmy na nic czasu. Ciągle próby, próby i jeszcze raz próby. Doprowadzało mnie to do szału, bo miałam ochotę na Billa xD. Ale niestety, ani mnie nie było, ani jego. Nowe studio do prób, znajdowało się w Dessau. Był to dość spory, dźwiękoszczelny pokój z widokiem na miasto. Mimo tego miałyśmy duży apartament, w tym samym budynku, by nie jeździć codziennie do Magdeburga i spowrotem. Wieczorami przesiadywałam na oknie i patrzyłam na oświetlone latarniami miasto.
    W dzień koncertu bolał mnie brzuch. Miałam taki stres, ze nie wiedziałam jak go poskromić. Nic nie jadłam i na dodatek na próbie generalnej w studiu pękła mi struna od gitary.
    - Nic się nie stało. – stwierdziła Maksi. – Umiesz zmieniać, zaraz Ci przyniosę nową. – nasza menagerka była ostoją spokoju. Nic nie mogło jej wyprowadzić z równowagi. Pomagała nam przetrwać wszystkie chwile zapaści i dołków. Nawet udało się jej wyprowadzić Tatty na prostą drogę… To Maksi potrafiła poprawić jej humor. Nie wiem jakim cudem, ale tak było. Zmieniłam strunę, bo się nauczyłam. To nie zdarzyło się pierwszy raz, więc nie było problemów. Chłopacy z TH byli w trasie od kilku dni, więc dla nas czasu nie mięli, ale codziennie mimo wszystko dzwonili…
    - Jedźmy już. – powiedziała cicho Anika. Zebrałyśmy się w sobie, zapakowałyśmy sprzęty do pudeł i vanem Fransa pojechałyśmy do Magdeburga na koncert do szkoły. Była 15:30, koncert miał zacząć się o 17:00, wiec miałyśmy 1,5h na przygotowania. Jak dojechałyśmy do szkoły, dyrektorzy tych trzech szkół przywitali nas gromkimi brawami.
    - Nie mogliśmy się Was doczekać. – powiedziała jedna z dwóch dyrektorek.
    - Moi uczniowie już od ponad tygodnia przeżywają, że Was zobaczą. – rzekł dyrektor.
    - Cieszymy się, że możemy tu być. – mówiła Maksi, a my w tym czasie poszłyśmy ze sprzętami do wielkiej sali, gdzie miał odbyć się koncert. Jak zobaczyłam ową salę przeraziłam się. Nie mogłam wyjść z podziwu. Była scena, krzesła, kurtyna, światła… zupełnie jak w teatrze.
    - Alex pomóż mi z bębnami. – zawołała Ell. Odmachałam jej ręką i poszłam pomóc. Przytaszczyłyśmy jej bębny do sali i wraz z ludźmi z ekipy Fransa i Maksi podłączaliśmy wszystko. Gdy gitary, perkusja i mikrofony działały odbyła się mała próba trzech pierwszych piosenek. Były to już wcześniej ustalone
    Everything I’m not
    Heavily Broken
    Built This Way
    *
    Secret
    Did Ya Think
    4ever
    When It all falls
    Nobody Wins
    Leave Me Alone
    Mouth Shout
    How Long
    Speechless
    Taka była kolejność granych przez nas piosenek. Nuty znałam na pamięć, tak samo jak słowa piosenek.
    - Może chcecie śpiewać refren? – zapytał Chris, jeden z kumpli Maksi, który pomagał nam podłączać sprzęt.
    - A do czego nam? Najważniejsze, żeby An miała działający i jeden na zapas. – powiedziała Agata.
    - Już wiem… – wtrąciła Anika. – Będziecie śpiewać ze mną. Znacie teksty na pamięć wiec żaden problem. Refreny możecie pomóc mi śpiewać.
    - A opłaca się robić jakieś zmiany? – zapytała Tatty.
    - Spytam Max. – Anika poszła do menagerki i wróciła z uśmiechem. – Powiedziała, że jeśli chcemy coś takiego zrobić to czemu nie.
    - No jak chcecie to ok. – zgodziłam się. Dostałyśmy we trzy mikrofony na stojakach i od nowa zaczęłyśmy ćwiczyć. Zagrałyśmy kolejne piosenki, już razem śpiewając. Po próbie, usiadłyśmy w kółeczku na scenie i plotkowałyśmy.
    - Dobrze wyglądam? – spytała Ell uderzając pałeczką o pałeczkę.
    - Pewnie, my zawsze dobrze wyglądamy. – zaśmiała się Tatty. Maksi latała po sali załatwiając jakieś sprawy i nie miała czasu by z nami przysiąść.
    - Jeszcze trochę i pierwszy poważny koncert… – stwierdziła Agata kładąc się na posadzce.
    Jak przygotowywałyśmy się do wyjścia, ubrałyśmy się w miarę sportowo, makijaż też miałyśmy lekki. Ja założyłam moro bojówki i moro podkoszulek i parę bransoletek na rękę, Anika białe spodnie z napisami różnymi, czarny podkoszulek z czaszką na plecach i pełno bransoletek, Ell krótkie spodnie do kolan beżowe i czarną bluzeczkę na ramiączkach, Tatty długie jeansy ciemne przetarte i koszulkę z napisami na plecach „SUX, SLUT, BITCH”, Agata za to podarte spodnie i bluzkę od Martina z dziwnym kolesiem z wystającym językiem oO. Wyglądałyśmy bosko. No jak na gwiazdy rocka przystało, musiałyśmy latać po scenie ładnie ubrane. Nie dość, że musiałyśmy dobrze zagrać, by nie przynieść wstydu sobie i całej reszcie, która wytrwale z nami pracowała.
    - Dobra laski wynocha ze sceny. Ludzie się zbierają. – rozkazała Maksi. Biedna była cała spocona, biegła po sali, załatwiając wszystko, by było idealnie. Zeszłyśmy ze sceny, schowałyśmy się za sprzętem do gry. Scena była przeogromna, na samym środku, z tyłu, na podeście stała niebieska perkusja Ell, na przedzie mikrofon An, Ja stałam po prawej (jakby patrzeć ze sceny na publikę) z Agatą, a Tatty po lewo. Najbardziej obawiałam się Heavily Broken, bo nie mogłam wyciągnąć głosu do refrenu.
    - Polegniemy? – zapytała zestresowana Ell.
    - Elleine Cassidy przestań! – zdenerwała się Tatty, która chodziła w prawo i w lewo powtarzając sobie chwyty.
    - Będzie dobrze. – skwitowała Anika.
    - A co mówisz jak wyjdziesz? – zwróciłam się do An.
    - Coś powiem… Maksi mi mówiła, ale pewnie zapomnę. – odpowiedziała.
    - Będzie jakaś telewizja? – spytała Ag.
    - Nic o tym nie wiem. – powiedziałam.
    - Ja też nie… – wtrąciła An. Nagle od tyłu wbiegła do nas Maksi.
    - Dziewczyny nie denerwujcie się. Nie ma żadnych problemów. Cała sala zapełniona. Ludzie będą na ziemi siedzieć tyle ich jest. – mówiła bawiąc się bransoletką…. Gustava oO.
    - Ile ich tam jest? – spytała Tatty.
    - Ok. tysiąca. – odpowiedziała po chwili namysłu menagerka. – Dobra dziewczyny ja lecę tam na górę dźwięku pilnować. Chłopacy trzymają za Was kciuki. Gustav dzwonił i TH kazali Was uściskać. – machnęła ręką i pobiegła do dźwiękowców.
    - Trzymam za Was kciuki. – rzekł dyrektor jeden ze szkół i wyszedł na środek. Widziałyśmy jak światła się na niego zwróciły i zapanował chaos. – Witam Was drodzy uczniowie. – wszyscy się wyciszyli. Złapałam Anikę i Tatty za rękę i mocno ścisnęłam. Serce miałam w gardle, strasznie się bałam wszystkiego. – Powiem dwie rzeczy… Zapraszam i dziękuję Black Blush. – po tych słowach ludzie zaczęli klaskać, piszczeć, gwizdać. Dyrektor zszedł ze sceny i nadeszła pora na nas… Ell poszła od tyłu do swojej perkusji, Ag z Tatty wyszły pierwsze. Światła były pogaszone i nie było nic widać.
    - Alex idziemy. – pociągnęła mnie za rękę Anika i tak zrobiłyśmy. Wzięłam do ręki moją gitarę i załączyłam kabelek. Stanęłam i popatrzyłam w ciemność. Widziałam światełka świetlików, telefonów, zapalniczek, ale twarzy naszych fanów nie było…
    Zapaliło się światło skierowane na scenę. Odwróciłam głowę i dałam Ell znak, by zaczęła walić w bębny. Anika złapała oddech i wysłała mi i reszcie dziewczyn oczko. Stanęła i wzięła mikrofon do ręki…
    (zmiana narratora z Alex na Anikę)
    Złapałam mocno mikrofon w ręku i popatrzyłam na pierwsze rzędy. Do czwartego widziałam uśmiechnięte twarze fanek i fanów.
    - Cześć. – powiedziałam i rozejrzałam się po sali. – Nie widzę słyszę Was! Jesteście tu z nami? – na te słowa publika odpowiedziała krzykami i piskami. – No teraz lepiej. – zaśmiałam się. – Jesteśmy tu dla Was i przez Was… Jakbyście nie wiedzieli kim jesteśmy to przedstawię nas… Na bębnach zawsze zwarta i gotowa Elleine, na pięknym i dźwięcznym basie Agata, na elektrycznej gitarce zawsze uśmiechnięta Tatty, na swoim ukochanym sprzęcie, najlepsza gitarzystka świata Alex, oraz ja… wokalistka… Anika miło mi. – pochyliłam się, uniosłam głowę i dałam znak dziewczynom by zbliżył się do mikrofonów. – Razem tworzymy… BLACK BLUSH. – zmówiłyśmy się wymawiając nazwę naszego zespołu. Zaczęło się, po tych słowach dziewczyny zaczęły grac początek naszego hitu Everything I’m not. Wyciągnęłam mikrofon ze stojaka i zaczęłam błądzić po sali… Dziewczyny stały trochę sztywno, ale po pierwszej zwrotce rozkręciły się i skakały i bawiły się razem ze mną… Refren śpiewałyśmy razem i było śmiesznie, bo nie tylko MY śpiewałyśmy. Cała sala śpiewała. Ludzie skakali, tańczyli machali, to było nie wiarygodne przeżycie.
    Po piosence zrobiłyśmy małą przerwę. Mimo, że nie mogłam powiedzieć do Agaty „Hej ziomek nie graj, bo chce coś powiedzieć” to rozumiałyśmy się bez słów. Jedno skinienie głowy i muzyka stop…
    - Jak wiecie Everything to nasz hit. Teledysk zrobiliśmy i w ogóle. Macie już dość? – zapytałam i wyciągnęłam mikrofon w stronę publiki. Wciąż słyszałam piski i krzyki, więc uznałam to za dobry znak. – Teraz moje ulubiona piosenka. Mam do niej sentyment. Napisała ją Maksi, i jak pierwszy raz ją usłyszałam nie mogłam wyrobić i… popłakałam się… Oto „Heavily Broken”. – Wersja rockowa była znacznie lepsza niż akustyczna. Śpiewając refren miałam łzy w oczach, bo przypomniał mi się Tom, którego niestety nie mogło być przy mnie w tym momencie. Potem poszło z górki. Koncert był do opisania. Ludzie jeszcze lepsi. Przyjęli nas tak miło i serdecznie, że zachciało mi się żyć. Czułam jak rozpiera mnie energia.

    Impreza, śpiewanie itd


    2010 - 03.19

    Ludzie wybaczcie, że nie pisałyśmy, ale nie było czasu.Obiecujemy poprawę…! KOCHAMY WAS!! Anika & Alex

    W tym czasie kiedy Anika poszła do Toma, ja wraz z Billem wędrowaliśmy sobie po sklepach. Kupiłam sobie parę rzeczy, Bill kupił sobie kredkę do oczu, no i potem poszliśmy do McDonalda. A tam? O boże, myślałam, że zwariuje. Fanki, które już polubiły TH rzuciły się na Billa i tarmosiły go za ciuchy i żądały by z każdą z nich się przytulał. Ja w tym czasie kiedy był Bill oblegany przez fanki, zamówiłam dla nas po malinowym shake ‘u i coli. Przez 10minut nie mogłam dostać się do niego, bo te dziewuszyska molestowały go. Po chwili się wkurzyłam i… postawiłam zamówienie na stoliki i poszłam do Billa. Pociągnęłam go za frak i prędko uciekliśmy z McDonalda. Te laski nie odpuszczały, biegły za nami do metra. Ale szczęście nam dopisało i akurat wsiedliśmy i pojechaliśmy sobie daleko. Nie dość, że byliśmy bez biletu to na dodatek mój shake wylądował na ziemi. Bill taki dobroduszny podzielił się ze mną swoim. Po kilkunastu minutach wysiedliśmy i Bill poszedł mnie odprowadzić.
    - To… w takim razie… Ja czekam na telefon. – mówił.
    - Zadzwonię do Ciebie i powiem Ci jak i gdzie spotkamy się. Dziś na imprezę idziemy do Talvi wiesz o tym nie? – spytałam go pełna radości i entuzjazmu.
    - Coś Ty? – zdziwił się.
    - No tak. – dałam mu buziaka w polik.
    - No ładnie, jak zwykle się ostatni dowiaduje o tym.
    - Przestań… Pójdziemy się pobawić i wrócimy. – oznajmiłam.
    - Niech będzie, ale… Ollie będzie nie? – zadał pytanie.
    - Będzie i co?
    - I… nic. – zmarkotniał.
    - Bill, ale… między mną a Olliem nic nigdy nie było i nie będzie. – przytuliłam się do niego.
    - Ale sam fakt…
    - Faktem jest to, ze z Tobą jestem i mi na Tobie zależy, a nie na kumplu, z którym się znam już parę dobrych lat.
    - Eht…
    - Bill?
    - Co?
    - Kochasz?
    - Kocham, a Ty?
    - No pytasz jeszcze! – uśmiechnęłam się i wreszcie na buźce Billa pojawił się szczery i prawdziwy uśmiech pełen uroku i radości.
    - Alex, ja już pójdę. Będę… Musisz dać mi znać, bo nie wiem o której być.
    - Dam na pewno. – pocałowaliśmy się na pożegnanie i rozstaliśmy. Poszłam do domu, gdy tylko weszłam napadła mnie matka.
    - Co? – zdziwiłam się jak ją zobaczyłam, bo zazwyczaj była w pracy, gdy ja wracałam.
    - Anika zapłakana siedzi u Ciebie w pokoju. – powiedziała i popchnęła mnie w kierunku mojego pokoju. Weszłam i zobaczyłam Anikę, która… wcale nie płakała. Nawet łez w oczach nie miała i nie miała ich śladu. Siedziała z kamienną twarzą i patrzyła się w okno. Kiedy zamknęłam drzwi jej wzrok stanął na mojej osobie.
    - Co się stało? – spytałam siadając obok niej na moim łóżku.
    - Nic, chciałam… tylko pogadać. – uśmiechnęła się.
    - Tylko? A może coś z Tomem nie tak?
    - Z Tomem ok… Gorzej z mamą i… jeszcze Jim… Zresztą… Nic się nie stało.
    - Mów mi! – zażądałam.
    - Nie warto. – złapała mnie za rękę. – Nie będę zaprzątać Ci głowy moimi problemami.
    - Dla mnie wszystko co dotyczy Ciebie jest ważne.
    - Ale Alex… nie… Jest ok.
    - MÓW! – warknęłam.
    - Eht… Dobra, niech będzie na Twoje.
    - NO! – zaśmiałam się. – Zaczynaj.
    - Poszliśmy z Tomem do mnie i tam… – przerwała.
    - I tam co?

    Mięliśmy już wstawać z kanapy gdy nagle usłyszałam jak ktoś przekręca klucz. Po chwili w drzwiach stal już Jim trzymając torbę z zakupami a za nim moja mama…
    - O kurwa – Powiedział Tom na ich widok
    - My…ja…Naprawdę…- Próbowałam na momencie sie tłumaczyć ale z moich ust wydobywały sie tylko pojedyncze, mało sensowne słowa.
    - Zabieraj od niej łapy – Powiedział Jim
    - Bo…? – Spytał dziarsko Tom wstając. W obawie przed tym co sie będzie działo tylko zasłoniłam oczy..
    - Ile Ty masz dziecko lat? – spytał spokojnie Jim Toma.
    - Dużo. – odpowiedział odważnie.
    - Za mało. – warknął ojczym.
    - Anika? – zaczęła mama, odsłoniłam oczy i spojrzałam na nią oczami pełnymi łez. – Czy… Wy…
    - NIE! – krzyknął Tom. – My nic proszę pani nie robiliśmy złego.
    - To dlaczego Anika jest bez bluzki? – spytał Jim, a Tom prędko zdjął z siebie bluzę i okrył mnie nią.
    - Już nie jest. – odpowiedział i mnie przytulił.
    - Aniko, czy Ty z Tomem robiłaś TO? – spytała mama ponownie.
    - Nie… – rzekłam i spuściłam głowę na dół.
    - Naprawdę? – zapytała jakby nie była pewna, że mówię prawdę.
    - Tak! Gdybym to zrobiła nie miała bym spodni… Była bym NAGA, a jestem TYLKO bez bluzy. I… jak mi nie wierzysz to nie! – wzięłam Toma za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Tom usiadł na łóżku, a ja obok niego. Siedzieliśmy tak przez kilka minut w całkowitej ciszy. Potem Tom spojrzał na mnie i powiedział:
    - Przepraszam.
    - Co? – zapytałam.
    - No.. Przepraszam.
    - Ale za co?
    - Za to co się stało w salonie. Wiesz, że ja Ciebie kocham i nie chce byś cierpiała i… zrobię dla Ciebie wszystko, ale nie mogę pozwolić byś się kłóciła z rodzicami.
    - Przestań!
    - Już nigdy więcej nie będę napierał na Ciebie.
    - Tom, co Ty gadasz?! – słuchałam z niedowierzaniem. – My nic złego nie robiliśmy! Nie… przejmuj się!
    - Nie przejmuje, ale… my młodzi jesteśmy i możemy się zabawić, ale… później.
    - Tom… Ja Ciebie nie poznaję? Wcześniej byłeś spontaniczny nie bałeś się niczego, a teraz się boisz? Nie wierzę…
    - Nie boję się niczego, ale… wiesz jak jest.
    - Własnie nie wiem!!!!
    - Zrozum, że teraz wszystko będzie inaczej!
    - Co będzie inaczej? Bo ja nadal nie wiem o co chodzi…
    - Dobra… nic mniejsza z tym. – złapał się za głowę i pomachał nią.
    - Kochany… Co się dzieje? – spytałam go, głaszcząc po ręce.
    - Obawiam się, że nasze drogi się rozejdą za jakiś czas, że zostawisz mnie i, że nigdy więcej Ciebie nie zobaczę i wiesz…
    - Dobra koniec tych pesymistycznych myśli. – wstałam i zamknęłam drzwi na klucz, włączyłam głośno muzykę i wróciłam do Toma. Ściągnęłam z siebie bluzę Toma i popchnęłam mojego chłopaka i sama położyłam się obok niego. Zaraz potem poczułam jak zimną ręką głaszcze mnie po talii, a później zaczęliśmy się całować. Moje ręce baraszkowały pod jego granatową koszulką, chwilę później na nagim ciele. Cały czas czułam wędrujące gładkie dłonie Toma. Po kilkunastu sekundach wraz z Tomem zaczęliśmy walczyć z moim rozporkiem przy spodniach. Kiedy udało się nam go rozpiąć pozbyłam się jeansów i zostałam na samych czarno-różowych boxerkach (damskich oczywiście!).
    - Pewna jesteś? – spytał Tom przerywając kolejny namiętny pocałunek.
    - Czego mam być pewna? – zapytałam zalotnie uśmiechając się przy czym przygryzałam język.
    - Tego. – powoli ściągnął ze mną koszulkę i położył na plecach. Muskał mnie delikatnie ustami po szyi, a zaraz potem spojrzał mi znów w oczy i ponowił pytanie.
    - Pewna jesteś? Chcesz iść DALEJ?
    - Kocham tą piosenkę. – oznajmiłam zmieniając temat, na płycie która miałam w wieży nagrałam przy okazji piosenki z CD, które dał mi Bill.
    - Przecież to… Thema #1. – powiedział Tom.
    - Fajny tytuł. – powiedziałam. – Dobra koniec. – wstałam i zaczęłam się ubierać.
    - A ja myślałem, że… – zaczął i nagle przerwał.
    - Nie teraz. – uśmiechnęłam się. Poprawiłam włosy i usiadłam obok Toma. Podałam chłopakowi koszulkę, ten ją nałożył i patrzył na mnie. Gdy doszło do refrenu owej piosenki Tom pocałował mnie i powiedział:
    - Ty jesteś moim tematem numer 1. Idę już Pa. – dał mi buziaka w czoło i wyszedł z pokoju. Ja wyłączyłam wieżę i położyłam się do łóżka. Chwilę przysnęłam, po kilkunastu minutach obudziłam się i poszłam do kuchni. Tam siedziała mama z Tami na kolanach i Jim palący papierosa. Wzięłam sok marchewkowy i udałam się do wyjścia, ale mama mi nie pozwoliła.
    - Kochanie chodź tu. – zawołała.
    - Słucham? – spytałam grzecznie.
    - Możemy porozmawiać?
    - Pewnie. Tu? – wskazałam na pomieszczenie zwane kuchnią.
    - Nie. – mama dała Jimowi Tamarę na kolana i wyszła razem ze mną do ogrodu. Siadłyśmy sobie na bujanej ławeczce i mama zaczęła. – Powiedz mi jak jest między Tobą a Tomem?
    - Dobrze, jesteśmy parą nie długo, ale… to nie ma znaczenia, bo czuję jakbym znała go kilka lat.
    - Zrobił Ci krzywdę kiedykolwiek? Nie chodzi mi o cielesną, że Ciebie uderzył czy coś w tym stylu chodzi mi o to czy płakałaś kiedykolwiek przez niego…?
    - Nie… nie sądzę. W każdym razie nie przypominam sobie.
    - A… czy Ty z nim coś więcej robiłaś prócz pocałunków? Pamiętaj, że możesz mi zaufać.
    - Wiem i dlatego ci powiem, że… jestem nadal dziewicą. – nazwałam rzecz po imieniu. – Nie uprawiałam z Tomem sexu i nie mam póki co zamiaru. Nie znam go na tyle dobrze, chociaż i tak mu w pełni ufam.
    - Rozumiem… I szczerze Ci powiem, że uzyskałam taką a nie inną odpowiedzieć.
    - Nie ufasz mi tak? – wkurzyłam się.
    - Ufam, kochanie ufam, ale jesteś w takim wieku, że różne rzeczy mogą Ci do głowy wpaść.
    - Jestem odpowiedzialna nie musisz się o mnie martwić.
    - Wiem. – uśmiechnęła się. – A jak zespół? Coś nowego wymyśliliście?
    - Tak. Pojutrze zaczynamy nagrywać teledysk i potem wydajemy singiel, ale nie wiem czy z tym singlem to dobry pomysł.
    - Rozmawiałam z Jimem o tym i on powiedział, żebyście wybrały sobie kilka kawałków i zrobiły z nich remixy czy jak to się tam fachowo nazywa.
    - Tak mamo wiem. Myślałam, by na tym całym singlu umieścić Everything I’m Not, Heavily Broken no i chyba Built This Way… I myślałam nad tym, by wlepić tam teledysk do Everything I’m not + nasze zdjęcia. Co o tym sądzisz?
    - Dobry pomysł. Pogadaj o tym z dziewczynami na pewno się zgodzą. – mama uśmiechnęła się i wstała. – Idę z Tami na spacer idziesz z nami?
    - Nie chcę, pójdę do Alex. – podniosłam się i pocałowałam mamę. – Dziękuję.
    - Nie masz za co. – mama poszła do domu, a ja wyszłam i poszłam do Alex…

    - Ale… O jaaa… – mówiłam bardzo składniowo. – Nie mogę uwierzyć.
    - Powaga… – zaśmiała się An.
    - Ale, że Twoja mama Ci nie uwierzyłam to jestem w szoku. – i faktycznie w szoku byłam.
    - Eht… Mniejsza z tym. Mam wrażenie jakbym była teraz takim wyrzutkiem rodziny. Moja mama miała 21 lat jak wyszła za mojego tatę i rok potem ja się urodziłam i kilka lat potem Tamara, a ja już takie numery odwalam mając zaledwie 16 lat.
    - Ale o jakie rzeczy Ci chodzi? O to, że się całowałaś ze swoim własnym chłopakiem i byłam bez bluzy na samej koszulce i dopiero potem u Ciebie doszło do czegoś? ANIKA, w jakim Ty świecie żyjesz?!
    - W tym samym co Ty? – spytała niepewnie.
    - Chyba właśnie nie. U mnie masz się nie przejmować niczym. Mama Ci powiedziała, że Ci wierzy i ufa i po sprawie, a Jim? Z Jimem masz pogadać, bo to właśnie ON nam załatwił nagrania i… wiesz rozumiesz?
    - Tak… Postaram się. – uśmiechnęła się. – A co z Billem?
    - Dobrze, coraz lepiej i… wiesz jaki on jest zazdrosny?
    - Domyślam się. – zaśmiałyśmy się oby dwie.
    - On myśli, że ja z Olliem coś teges i, że dziś u Talvi jak on będzie to będę się z nim bawić, a nie z WŁASNYM chłopakiem.
    - LOL! – wyśmiała Billa Anika.
    - No serio… Ja nie wiem, on chory jest.
    - Przesadzasz. W czym idziesz ubrana?
    - W obsranym na wierz. – śmiałam się.
    - Pożyczysz mi też? – brechtała An.
    - Pewnie, bierz co chcesz nawet deszcz… Haha. – leżałyśmy na ziemi.
    - Pożyczę tę żółtą sukienkę od Twojej mamy i te różowe lakierki z przedstawienia założę.
    - A ja wezmę te moje getry z lajkrą w panterkę i od Maksi emu pożyczę. Będziemy najpiękniejsze, Tom i Bill będą nas na rękach nosić. – tarzałyśmy się po ziemi jak debile. Nagle do pokoju weszła moja mama.
    - Alex telefon do Ciebie. Ollie dzwoni. – podała mi słuchawkę po czym opuściła moje królestwo.
    - Tak? – odezwałam się przykładając telefon do lewego ucha.
    - Ollie mówi. Słuchaj Alex Ty… czy Ty… – montował mi coś, ale chyba sama wiedział co powiedzieć.
    - No mów, bo muszę się Aniką zająć. – zaczęłam brechtać.
    - Idziesz ze mną na imprezę dziś do Talvi? – spytał jednym tchem, a zaraz potem zamilkł. Słychać było tylko jego przyspieszony oddech.
    - Słuchaj Ollie, ja mam chłopaka i Ty wiesz o tym dobrze i… wybacz, ale… mimo tego, że się znamy sporo lat to muszę Ci odmówić. Chcę iść z MOIM chłopakiem.
    - Hm… Ok. Spoko, domyślałem się, że kosza mi dasz. Nara.
    - Ollie czekaj… – nie zdarzyłam nic więcej powiedzieć, bo chłopak rzucił słuchawką. Spojrzałam wymownie na Anikę i uśmiechnęłam się. – Ale debil z niego to nie wierze w to…
    - Ollie? – spytała An spokojnie.
    - Tak… Spytał czy pójdę z nim na tą imprezę do Talvi i słyszałaś co powiedziałam, że mam Billa i z nim idę. A on, że się spodziewał kosza. Jaki idiota… Po co w takim razie dzwonił?
    - Nie wiem, ale… dobrze zrobiłaś. Czekaj mój telefon dzwoni. – Anika wyciągnęła swoją komórkę i odebrała. Ja w tym czasie poszłam do WC załatwić to co mi się nagle zachciało. Wróciłam po jakiś 5 minutach i Anika siedziała w oknie patrzą przez nie.
    - Kto? – spytałam zapinając rozporek.
    - Agata z Tatianką. Impreza zaczyna się za 2h. Umówiłam się z nimi w mieście, bo Talvi mieszka nie daleko centrum więc spokojnie całą grupą sobie dojdziemy.
    - Ok. – powiedziałam i zaczęłam wraz z przyjaciółką przebierać moją szafę w poszukiwaniu jakiś fajnych ciuchów.
    - To mogę wziąć ten czarny top? – spytała mnie Anika pokazując top, który był… mikroskopijny, mianowicie był tylko cały stanik, reszta składała się z samych sznurków.
    - Pewnie bierz. Ja założę ten sam top tylko, że czarno czerwony ok.? – zaproponowałam.
    - Ooo… Będziemy podobnie ubrane. – ucieszyła się An.
    - Jak dałny. – wytknęłam jej język. – A co na dół?
    - Ja chyba wezmę te podarte jeansy. – stwierdziła przyjaciółka.
    - No dobry pomysł. Ja wezmę spódniczkę. – oznajmiłam i zagłębiłam się w ciuchach i wyszukałam moją kochaną spódniczkę z dziurkami xD. Anika wzięła bluzeczkę i wyszła. W ciągu tego czasu co miałam na przygotowanie zrobiłam:
    1. Umyłam się
    2. Ubrałam
    3. Umalowałam
    4. Ułożyłam włosy
    5. Napisałam do Billa sms o treści: „O 21 u Talvi bądźcie. Kocham<3”
    6. Zjadłam coś
    7. Poplotkowałam na luzie z mamą
    8. Napisałam sms do taty o treści: „Mam dałna i pożyczam od Ciebie pieniądze. Oddam po wypłacie. Aloha staruszku”
    Po tym wszystkim o godzinie 20:45 opuściłam dom. Miałam niestety szpilki i znając moje możliwości mogłam nie dojść cało do umówionego miejsce. Ale jednak los mi sprzyjał i o 21 stałam wraz z dziewczynami pod domem Talvi w oczekiwaniu na naszych boyów. Po kilku minutach na horyzoncie pojawiły się podmioty naszych oczekiwań.
    Każdy zabrał swoją dziewczynę i wkroczyliśmy odważnie do domu, gdzie bardzo miłym gestem zostaliśmy powitani przez gospodynię oraz całą resztę. Zabawa się rozkręcała .Na stole w ogromnym salonie stało dobrze ponad kilka litrów czystej wódki, soki, browary i szampany. Poza tym coś do przekąszenia i kubeczki, kieliszki i różne takie. Chłopak, który puszczał muzykę okazał się być bardzo muzykalny i co chwila puszczał inny rodzaj muzyki co chwilę zmieniając wykonawcę itp. Poczynając od ostrego metalu skończywszy na TEKNO PARTY. Zapowiadało się całkiem nieźle. Nikt nie narzekał…
    - Coś do picia? – spytał mnie Bill.
    - Martini z Colą. – uśmiechnęłam się do mojego chłopaka. Bill odziany bardzo ładnie, zresztą jak zawsze, miał tym razem na sobie niebieską kurtkę skórzaną, czarną koszulkę z czerwonym napisem na klatce piersiowej oraz proste, ciemne jeansy. Wyglądał przebosko. Wszystkie dziewczyny na niego patrzyły i widać było błyski w ich oczach, ale Bill był mój i… bardzo się z tego cieszyłam.
    - Proszę. – podał mi kieliszek. Prędko wypiłam i od razu rozpaliło mnie w środku. Rozejrzałam się po salonie i widziałam jak moje przyjaciółki oblegają swoich chłopaków, jak Maksi patrzy sobie z Gustavem w oczy, jak Ell tańczy z Georgiem, jak Anika grzebie rękoma pod białą koszulką Toma i to jak Agata dokuczała Martinowi.
    - Co robicie? – podleciała do nas roześmiana Tatty i zapytała.
    - Stoimy. – odpowiedział Bill.
    - Ach, no to tańczyć już tańczyć. – poobijała nas w dupy i poszła dalej w rytm muzyki. My z Billem spojrzeliśmy na siebie wymownie i zaczęliśmy się śmiać.
    - Ona już chyba wypiła co nie co. – stwierdziłam otwarcie.
    - Bardzo prawdopodobne. – zaśmiał się Bill.
    - Co robimy? – spytałam się chłopaka.
    - No… nie wiem, a co chcesz? Impreza się rozkręca i raczej nie chciałbym wychodzić. – oznajmił.
    - Ja też nie chce wychodzić. Będziemy tak stać i patrzeć się na siebie?
    - Chyba… nie? – spytał niepewnie.
    - Na pewno nie. Idziemy tańczyć. – stwierdziłam i złapałam Billa za rękę, ale ten stawiał opór. – Co? – stanęłam i popatrzyłam na niego.
    - Ja… nie chce tańczyć, bo… nie umiem. – mówił zniżonym głosem.
    - Tak, bo Ty tylko śpiewać umiesz. Nie narzekaj. – pociągnęłam go, ale ten ani rusz. Niby takie chuchro, a siłę ma.
    - Ty idź do Aniki, bo ona też sama tańczy… – wskazał na moją przyjaciółkę. – A ja pójdę do Toma.
    - Ok. – więc rozstaliśmy się, ja poszłam w swoją stronę, on w swoją i koniec imprezy… Nie no żart. Podążyłam do Aniki i razem tańczyłyśmy. Nagle podbił ktoś do mnie. Byłam w 100% pewna, że to mój Bill, ale kiedy odwróciłam się ujrzałam przed moimi oczami… OLLIEGO! Chłopak był kompletnie zalany, oczy mu latały we wszystkie strony, a z budzi czuć było niezidentyfikowany zapach. Coś w stylu… wóda, piwsko, faja… Fuj!
    - Alex. – sapał mi nad uchem.
    - Weź się Ollie goń! – warknęłam na niego. Nie chciał odejść więc go popchnęłam. Chłopak lekko się zachwiał i znów podszedł do mnie. Jego wielkie ręce wylądowały na mojej talii. Odwróciłam głowę i błagalnym wzrokiem spojrzałam na Anikę, która nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. – Pomóż. – wyszeptałam. Anika machnęła głową i podeszła do nas. Zaczęliśmy się we trójkę szarpać. Ollie nie ustępował cały czas jeździł swoją ręką po moim tyłku. Aż wreszcie nie wytrzymałam i wyrwałam prawą rękę. Moja dłoń wylądowała na jego lewym policzku zostawiając ślad.
    - Masz Ty kutasie! – bąknęła Anika i sprzedała mu kopa w… wiadomo xD. Chłopak zwijał się z bólu, a my grzecznie odeszłyśmy. Nagle Talvi do nas podbiega i pyta:
    - Co się stało?
    - Chyba nic. – wybuchłam śmiechem.
    - Chłopak ma pecha. Lepiej powiedz komuś, żeby go stąd wyniósł. – stwierdziła Anika.
    - Spoko. – zgodziła się Talvi. – Nie źle oberwał.
    - Należało mu się. – oznajmiłam.
    - Pewnie tak. To ja powiem zaraz chłopakom by tego palanta wynieśli. – powiedziała Talvi i zaraz poszła dalej. W towarzystwie Aniki nie miałam się czego bać, razem byłyśmy nie do pokonania. Chwile po całym zdarzeniu znów razem balowałyśmy. Muzyka leciała boska. Przez chwilę było nudno, bo DJ sprzęt nawalił, ale znając naszą grupkę rozkręciłyśmy imprezę nawet bez muzyki.
    - Śpiewamy! – wrzasnęła Ell z drugiego końca pokoju, kiedy muzyka ucichła, a wszyscy stali patrząc jak sroki w gnat na DJ.
    - Spoko, co? – zapytała Anika również krzycząc.
    - Chwila zaraz się dowiemy… Macie mikrofon? – spytała Agata DJ i Talvi.
    - Mamy a po co Ci? – zapytała ostrożnie Talvi.
    - Muzyka nie działa to może An coś zaśpiewa? Ha? – zaproponowała Ag.
    - Ooo… Dobry pomysł. – zgodziła się Talvi i od razu wyciągnęła bez przewodowy mikrofon i wręczyła go Agacie. Ta od razu przybiegła do mnie i An, dała mikrofon i mówi:
    - Śpiewaj… Nie wiem, wymyśl. – dała Anice mikrofon, a ta spojrzała na nią jak na muminka.
    - Ale… Ja nie wiem co… Alex pomóż. – prosiła An.
    - Czekaj mam plan. – powiedziałam pobiegłam szybko do Toma i złapałam go za frak i pobiegłam spowrotem do An.
    - Co? – spytał zdziwiony zaistniałą sytuacją.
    - Więc tak. Talvi da Ci gitarę i grasz DDM, Anika śpiewa, a my jako chórek z… Billem, zaraz po niego pobiegnę. – mówiłam zdyszana.
    - Ok… No… Niech będzie… – zgodził się Tom. Szybkim tempem załatwiłam akustyczną gitarę dla Toma, Billa, który miał wspomagać Anikę i dziewczyny do chórku.
    - Dobra… 3, 4… – mówiła Anika. – „Das Fenster öffnet… „ – I poszło… Ludzie patrzyli na nas jak na UFO, które śpiewa przez oczy… Po chwili połowa ludzi się dołączyła, a Bill, który był jako chórek zaczął razem z Aniką śpiewać. Wraz z dziewczynami z naszego zespołu tak wyłyśmy, ale wychodziło to wszystko całkiem, całkiem… Jak na taki spontaniczny występ było bosko. Dość sporo osób dołączyło się do naszego śpiewania. Po „DDM” zaśpiewaliśmy parę innych imprezowych kawałków, a między innymi nasz hit… Green Day „Basket Case”. Tą piosenkę każdy z nas bardzo lubił. Impreza coraz bardziej się rozkręcała, a jak muzyka, którą DJ grał powróciła ponownie było bosko. Bawiłam się jak nigdy dotąd. Bill nawet dołączył do mnie. Anika i Tom zniknęli gdzieś w tłumie, w sumie to było do przewidzenia. Agata z Martinem mierzyli się kto więcej wypije, a cała reszta… tańczyła jak wariaci. Nawet Ci, którzy byli nieziemsko nawaleni tańczyli jak wariaci.
    - Dziękuje Ci, że jesteś. – Bill szepnął mi do ucha. Odwróciłam się do niego twarzą i pocałowałam. Pocałunek, który dał mi do zrozumienia, że Bill jest najważniejszą osobą w moim życiu, że… nigdy nie chciałam go stracić i… że go kocham.
    - Kocham Ciebie. – odpowiedziałam, kiedy skończyliśmy się całować.
    - Ja Ciebie też. – DJ przygrywał coraz lepiej, a ja coraz bardziej byłam pijana. Co chwilę Ell przynosiła coś do picia. A to wódka, a to piwo, a to wino… szampan… tequilla, wszystko zmieszane dało… nie ziemską mieszankę wybuchową, która… dała o sobie znać po powrocie do domu.
    - Ratujcie… – mówiłam do ścian łazienki. Czułam się tak tragicznie jak nigdy w życiu. Miałam ochotę cofnąć czas do momentu wypicia ostatnich kieliszków, by… zapobiedz zbliżającemu się kataklizmowi. – Umieram… – wykrzyczałam. Do łazienki wkroczyła mama.
    - Masz szczęście, że masz już 16 lat, bo w przeciwnym razie wywaliła bym Ciebie za okno. – mówiła, a ja słyszałam tylko co drugie słowo.
    - Kobieto daj spokój. Zrób mi lepiej łóżko. – narzekałam zasłaniając oczy przed światłem porannego słońca.
    - Już masz dawno masz zrobione. Tata się zlitował i Ci zrobił. Masz już herbatę ciepłą w pokoju. Idź się połóż.- zaśmiała się i opuściła toaletę. Ja też to zrobiłam po umyciu zębów. Położyłam się do łóżka i… na momencie zasnęłam.
    Obudził mnie dzwoniący telefon leżący na ziemi obok wielkiego łóżka, na którym wcześniej bardzo smacznie i spokojnie spałam. Podniosłam obolałą głowę i złapałam za wibrujący telefon. Przycisnęłam zieloną słuchawkę.
    - Słucham? – szepnęłam.
    - Alex? Tu Tatiana. Słuchaj my na Ciebie już czekamy w studiu. Dziś zaczynamy wstępnie nagrywać teledysk… – mówiła, ja nie bardzo wiedziałam co się dzieje.
    - Fajnie i co?
    - TO! Przychodź tu. – wrzasnęła do mnie.
    - Daj mi Anikę lub Maksi. – nakazałam jej.
    - Czekaj. – powiedziała i po chwili usłyszałam głos An w telefonie.
    - Co się dzieje? Czekamy na Ciebie… – mówiła spokojnie.
    - Kochanie ja nie mogę się ruszyć jestem sparaliżowana. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu, ale pozwól mi nie przychodzić dziś. Proszę, ja… umieram. Jutro to nagramy. Proszę, przepraszam… – miałam aż łzy w oczach.
    - Domyślałam się. Max stwierdziła, że jutro to nagramy, bo Agata też umiera na ból głowy, a Ell wymiotowała i też jej nie ma. Do jutra.
    - Dzięki Ci! Pa – rozłączyłam się i rzuciłam telefon. Poszłam dalej spać…

    Teledysk


    2010 - 03.13

    Kolejnego dnia było już lepiej, choć i tak czułam w sobie resztki alkoholu. Teledysk nagrywaliśmy w domu Jima pod Berlinem. On tam miał idealne miejsce do scenerii teledysku. Chłopacy, którzy mieli zagrać w teledysku byli konkretni. Zrobili wszystko co do nich należało i pojechali. Po 12 godzinach ciężkiej pracy nad teledyskiem wreszcie skończyliśmy. Nogi miałam w dupie z bólu. Musiałam się z gitarą kiwać na prawo i lewo co doprowadzało mnie do szału. Nie byłam przygotowana na taki wysiłek, podobnie jak reszta dziewczyn. Agata, która była sportsmenką skomentowała ten cały wyczyn tak:
    - Nigdy więcej nie będę właziła na drzewo! – wszystkie się śmiałyśmy. Było całkiem zabawnie, choć były chwile kiedy miałyśmy dość i padałyśmy choć… skończyliśmy. O 1 w nocy wróciłam do domu. I od razu poszłam spać.

    - Kto? – odebrałam telefon, który dzwonił następnego dnia. Znów zostałam zbudzona, miałam ochotę zabić tego kogoś kto przerwał mi tak piękny sen choć nie pamiętałam o czym był…
    - Bill… Masz czas teraz? – zapytał od razu.
    - Obudziłeś mnie… – oświadczyłam.
    - Zadzwonię później. Pa.
    - Nie czekaj! Przyjdź do mnie, zrobisz mi śniadanie.
    - Nie umiem… Albo dobra. Przyjdę. Do zobaczenia.
    - Ciao. – odłożyłam telefon i zakryłam głowę poduszką. Próbowałam jeszcze chwilę się zdrzemnąć, ale… domofon.
    - Alex to Bill. Wpuścić go? – usłyszałam głos taty.
    - Niech wejdzie. – odkrzyknęłam i leniwie wstałam by się „lekko” doprowadzić do używalności. Włosy zaczesałam w kitka, założyłam długi różowy szlafrok w baranki i poszłam po Billa, który już stał w drzwiach rozmawiając z… tatą!!
    - … idzie Wam całkiem nieźle. Słyszałem wczoraj Waszą piosenkę w TV i stwierdzam, że nie poznałem Ciebie. Mówię do żony: Patrz jaka ładna dziewuszka. , a ona na to: To przecież Bill Kaulitz narzeczony Alex. – stanęłam jak wryta w ziemię. Szczęka opadła mi do samej ziemi, a oczy wyszły z orbit.
    - W szkole często mylili mnie z dziewczyną. To przez makijaż i fryzurę. – tłumaczył się całkiem nie skrępowany Bill. Strasznie mi wstyd było za to co tata powiedział do mojego chłopaka jedyne co mi pozostało to zabrać Billa z pola boju.
    - Księżniczka wstała. – uśmiechnął się tata zgryźliwie.
    - Miło OJCZE. – odgryzłam się. – Bill… Chodź ze mną. – złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą.
    - Dziękuję za miłą rozmowę panie Steiff. – krzyknął Bill na pożegnanie z tato – potworem. Zamknęłam drzwi na klucz i zasłoniłam żaluzję na oknie. Miałam to szczęście, że drzwi miałam dźwiękoszczelne i żadne dziwne odgłosy nie zdołały ściągnąć posiłków ze strony zazdrosnych rodziców.
    - Przepraszam za tatę, to stary fagas i czepia się KAŻDEGO! – tłumaczyłam się Billowi, który już całkowicie się wyluzował. Włączył sobie mojego laptopa i słuchał muzyki.
    - Nic nie szkodzi. Przyzwyczaiłem się. – mówił Bill patrząc w monitor i wybierając piosenki.
    - Rozgość się. Czuj się jak u siebie w domu. – oświadczyłam, poczym rzuciłam się na łóżko i zakryłam kołdrą. Nie wstydziłam się tego, że mój chłopak widzi mnie bez makijażu i w „dziwnym” stroju. Było mi to obojętne.
    - Wiesz, że Martin pojechał z Agatą rano do jego babci do Berlina? – spytał Bill nadal nie patrząc na mnie.
    - Fajnie że?! I kiedy ona ma zamiar wrócić? W sumie to mamy wolne dopóki dopóty teledysk nie będzie gotowy… – mówiłam grzebiąc przy paznokciach.
    - Jutro rano wracają. Andreas zerwał ze swoją dziewczyną. Gustav u Maksi na noc był, a Tom… całą noc przy komputerze spędził rozmawiając z An. Ell była u Georga. Ja nie wiem co im się dzieje.
    - Miłość… – powiedziałam krótko. – Kurcze lakier mi odprysnął. A miałam TAK ładnie pomalowane paznokcie. – zaczęłam narzekać.
    - Mogę Ci pomalować. – zaproponował Bill. – Wiesz, że ja sam sobie maluję od dawna paznokcie więc Tobie też mogę pomalować.
    - To czekaj, zaraz zmażę lakier. – cała kuracja odświeżania paznokci zajęła mi jakieś 7 minut. Bill w tym czasie ustawił całą „płytotekę” na najbliższe kilka godzin, które chciał ze mną spędzić najwyraźniej. – Już. – oświadczyłam kiedy skończyłam.
    - Jaki kolor chcesz? Bo widzę tu masz czarny, granatowy, różowy?, zielony?, biały i czerwony… – mówił patrząc na moją małą kolekcję.
    - Czerwony… – uśmiechnęłam się. Bill szybko mi pomalował paznokietki, a potem dmuchał by szybciej wyschły. – Ty naprawdę jesteś w tym świetny. Żadnej rysy zniekształcenia nie widzę. Powinieneś malować paznokcie, a nie śpiewać. – zażartowałam.
    - Pewnie i co jeszcze? – zapytał zgryźliwie chłopak.
    - Umiesz czesać? – zapytałam robiąc maślane oczy.
    - Mam jakieś wyobrażenie, a co mam Ciebie jeszcze może uczesać? Ubrać? Pomalować? I co jeszcze pani sobie życzy? – zaśmiał się.
    - Mówię poważnie. Zrób mnie na bóstwo panie Kaulitz. – uśmiechnęłam się zalotnie.
    - A wybiera się pani gdzieś?
    - Owszem z moim chłopakiem do kina na komedię romantyczną.
    - No to mam koncepcję. Siadaj… – posadził mnie na bujanym krześle od biurka i zaczął robić ze mnie „laskę”. Śmiałam się z niego, bo niby chłopak a znał się na rzeczy i to całkiem dobrze. Po 2 godzinach kuracji wyglądałam jak… DAŁN, ale piękny dałn. Na głowie miałam irokeza, oczy miałam czarne. Wyglądałam jak laleczka Czaki, ale… strasznie mi się podobało.
    - Dziękuje Ci chłopcze. – pocałowałam chłopaka w policzek. – Idziemy do kina czy wolisz zostać w domu?
    - Jak grają coś ciekawego to idziemy. – usadowił się na moim miejscu.
    - To sprawdź w internecie. Ja idę się ubrać. – wzięłam rzeczy do łazienki i tam się ubrałam. Kiedy wróciłam Bill siedział na biurku grzebiąc w telefonie.
    - Jakaś komedia, horror i bajka. – powiedział. – Tom i Anika chcą iść, mogą?
    - PEWNIE! – zgodziłam się. – Bierzemy… bajkę.
    - Ok. Gotowa?
    - Tak. – opuściliśmy dom. Nie obyło się bez głupich komentarzy taty, że wyglądam jak lalka Barbie, a Bill jak Ken, ale to inna sprawa. Wytknęłam ojcu język i trzasnęłam drzwiami. – Chcesz jechać TAXI? Jak się umówiłeś z Tomem?
    - Pod kinem. – odpowiedział. – A po co Taxi?
    - Fanki na horyzoncie. – wskazałam parę dziewczyn, które łaziły po osiedlu. Nie wiedziałam czy są fankami, ale wolałam dmuchać na zimne.
    - Dobraa… Jedźmy. – poszliśmy przez ogródek do postoju taxówek . Wsiedliśmy do zielonego Audi i pojechaliśmy pod kino. Pod budynkiem stało pełno dziewczyn, a między nimi Tom, który podpisywał jakieś świstki. – Super. Jak wysiądę nigdy do tego kina nie wejdziemy. – rzekł zmarnowany Bill.
    - Masz moją bluzę. – fakt faktem, że miałam czarną bluzę z wielkim kapturem, która spokojnie mogła na chwilę ukryć Billa. Zapłaciliśmy taxówkarzowi i opuściliśmy pojazd. Bill spuścił głowę chowając się pod kapturem. Całkiem obojętnie przeszliśmy koło tłumu dziewczyn, przy okazji zabierając rozdrażnioną Anikę. Weszliśmy do kina, po chwili Tom dołączył do nas opędzając się od fanek.
    - Idę kupić bilety na tą bajkę. – powiedziała Anika i tak zrobiła. Chwilę później wróciła z czteroma papierkami. – Sala… numer 7… To… Tam. – wskazała na palący się neon z ową cyferką. Szybkim tempem podążyliśmy do sali.
    - POPCORN i COLA. – wrzasnął Bill i wybiegł z sali. Jakieś 7 minut później przytaszczył ze sobą dwa duże popcorny i… jakiś facet z obsługi 4 duże puszki Coli.
    - To na koszt firmy. – oświadczył wręczając nam tace kelner. Spojrzałam na Anikę ta na mnie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Bill usiadł obok mnie, wręcz się rzucił i powiedział:
    - Jesteśmy 20 minut przed seansem. Kolesie powiedzieli, że nie wpuszczą nikogo na salę prócz nas. Możemy zmienić miejsca. Poza tym zwrócili mi za bilety i zafundowali całe żarcie.
    - No to impreza. – klasnął jak dziecko troski Tom i zaczął pić Colę.
    - Będziesz zaraz do kibla latał. – zagroziła mu Anika, ten tylko wzruszył ramionami.
    - Najwyżej w gacie będzie robił. – wyśmiewał się Bill.
    - Żebyś Ty się nie zsikał. – odgryzł się Tom.
    - Pewnie. – wybuchł śmiechem Bill. Z Aniką przysłuchiwałyśmy się tylko głupim tekstom jakie puszczali chłopacy. Przez kolejne minuty rozmawialiśmy o naszym zespole i o tym, że JA mam zakwasy po skokach przy kręceniu teledysku. Potem zaczął się film…=