• Archives
  • Categories
  • Archive for Styczeń 15th, 2010

    Koniec i nagle początek


    2010 - 01.15

    Więc dodaje notkę ja. Ludzie piszcie więcej komentarzy bo mamy z Alex wrażenie jakbyśmy psały TYLKO dla siebie. Ech… Czekam na czystą 40 i potem ALex dodaje notkę ^^. Buśki x* x* x*

    - Koniec? Jaki koniec? Hallo Bill. – dusiłam się. Nie wiedziałam co się dzieje. Momentalnie zabrakło mi powietrza i miałam ochotę się rozryczeć.
    - Alex co Ci? – spytał Ollie, kumpel, z którym znałam się dobre 5 lat. Zawsze na deskę z nim szłam i razem się szlajaliśmy.
    - Nic. Muszę… Ja… Idę. Pa. – pożegnałam się i poszłam w zupełnie inną stronę. W lewej ręce trzymałam deskę w prawej telefon, a po policzkach ciekły mi łzy. Szłam przez główną ulicę Magdeburga nie patrząc na nic i na nikogo. Nagle wpadłam na kogoś, nadepnęłam temu komuś na but i głową walnęłam o jego brodę. Podniosłam wolno głowę i ujrzałam Georga. Uśmiechnęłam się od niechcenia i poszłam dalej. Nie miałam ochoty na to by z kimkolwiek rozmawiać.
    - Alex czekaj! – wołał za mną. – Czekaj do cholery! – złapał mnie za ramię i odwrócił. – Spójrz na mnie. – rozkazał, a ja nie posłuchałam. Dalej patrzyłam się w ziemię. Nie mogło do mnie dojść to co się stało. – ALEX! – wrzasnął. – Idziemy stąd. – pociągnął mnie. Byłam wtulona w niego. Zrobił to tak by nikt nie widział mnie zapłakanej. Wziął ode mnie deskę i szliśmy dalej. – TU! – wskazał i weszliśmy do wielkiego budynku. Wsiedliśmy do windy i Georg nacisnął 9 piętro. Wciągu kilkunastu sekund znaleźliśmy się na owym piętrze. Weszliśmy do mieszkania.
    - Kto? – usłyszałam Toma głos.
    - Georg i jeszcze ktoś. – odpowiedział Georg. Ja oparłam się o drzwi i znów wpadłam w histerię. Oczy zasłoniłam rękoma i płakałam. Wylałam morze łez. Miałam ochotę iść gdzieś gdzie nikt nie będzie mnie widział. Moje myśli spowiła ciemność nic racjonalnego, żaden mądry plan ucieczki nie przychodził mi do głowy. Poczułam uścisk w sercu i opadłam z sił. Trzymała mnie tylko jedna myśl przy życiu… mianowicie Black Blush.
    - Co się dzieje? – słyszałam zamroczony głos Toma.
    - Wpadła na mnie na ulicy i jak ją zobaczyłem to musiałem ją wziąć. – wyjaśnił Georg. – Alex podnieś się. – szarpał mnie za bluzę. – Chodź do pokoju. – złapał mnie za rękę i pociągnął, a ja ani drgnęłam. Nie miałam siły wstać. Czułam się tak bezsilnie, jak nigdy w życiu.
    - Przesuń się. – rozkazał Tom. Złapał mnie w pół, nie wiedziałam jakim cudem mu się udało, i podniósł mnie. Zaniósł mnie do pokoju i położył na wielkim czarnym łóżku. Od razu zwinęłam się i odwróciłam do wszystkich plecami. – Alex… Co się stało? – spytał cicho Tom, siadając obok mnie. Złapał mnie za ramię, a ja odtrąciłam go. Znów to zrobił, a ja ponownie zrobiłam to samo. Wciągałam nosem, ledwo widziałam na oczy, było mi zimno i miałam ochotę podejść do okna i zrobić to czego nikt się nie spodziewał. Tom chyba nie zrozumiał, że nie miałam ochoty z nim rozmawiać i obszedł łóżko i ukucnął naprzeciwko mnie patrząc swoimi pięknymi oczami na mnie. Od razy przypomniał mi się Bill, który w taki sam sposób na mnie zawsze patrzył, zawsze…
    - To… Ja może wyjdę… – zająkał się Georg i wyszedł, zamykając drzwi.
    - Będę tu siedział do momentu, aż mi nie powiesz co się stało. – mówił niemiłym głosem. Widziałam na jego twarzy podenerwowanie i troskę. – Więc? Pokłóciłaś się z An? Agatą? Tatianą? Max? Ell? Billem? A może… – przerwał, bo znów mi łzy pociekły. Ponownie twarz zasłoniłam oczami i znów zaczęłam się trząść. – Co z nim? – spytał wprost. – Alex, powiedz mi lżej Ci będzie jak komuś powiesz co Ci na sercu leży. Obiecuję, że nikomu nic nie powiem.
    - Nie chciej wiedzieć. – wydusiłam ostatkiem sił.
    - Ale jednak chcę… Uważam Ciebie za siostrę i chcę wiedzieć co się z Tobą dzieje. – złapał mnie za rękę.
    - Nie mogę. Za… ja nie chcę… – znów się rozryczałam, bo przypomniał mi się Bill. Żałowałam tego jak się zachowywałam, chciałam wstać wykrzyczeć się i cofnąć czas. Powrócić do momentu koloni w Szwajcarii i naprawić wszystko. Poprawić siebie i… stać się inną. Dlaczego Anice i Tomowi tak dobrze idzie? Dlaczego? A Ag i Martin? I nawet Max z Gustavem są szczęśliwi, a nie wspomnę o Ell i Georgu, którzy są wzorem pary. Tylko ja taki wyłam, taka… zła, która zawsze robię wszystko na opak.
    - Uspokój się. – ścisnął mi rękę. Poczułam, że ktoś zupełnie mi obcy dba o mnie i chce mojego szczęścia. – 3 głębokie wdechy i nawijaj. – uśmiechnął się.
    - Ok. – zrobiłam tak jak kazał. Usiadłam, a Tom obok mnie. Cała się trzęsłam. Miałam na sobie zwykły podkoszulek, stare bojówki i adidasy.
    - Cała się trzęsiesz. – czytał w moich myślach. – Masz. – zdjął swoją szarą rozpinaną bluzę i nałożył mi na ramiona. – Już spokojna?
    - Powiedzmy. – przetarłam łzy i złapałam powietrze. – Był u mnie Bill i… nie miałam ochoty na jego towarzystwo, poza tym umówiłam się…
    - Z innymi chłopakami. – przerwał mi Tom, spojrzałam na niego spod byka.
    - Widziałeś…?
    - Pewnie… Dobra mniejsza z tym… Mów co dalej.
    - Ech… Poszłam z chłopakami na deskę i powłóczyć się po mieście, zresztą mniejsza o większość… Nagle dostaję telefon, patrzę Bill… Mówię do siebie… Pewnie chce się schować, już byłam gotowa iść, bo nudno było… Ale Bill powiedział tak… Między nami już koniec. – zachłysnęłam ostro powietrze i dalej mówiłam. – …i się rozłączył. Ja naprawdę chciałam z nim się spotkać. Zaczęło mi go brakować, ale… ja… Tom ja nie wiem… – przytuliłam się do chłopaka Aniki.
    - Zadzwoń. – rzekł i wstał. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i wręczył mi go. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
    - Ale…Nie dam rady. – stwierdziłam otwarcie i opuściłam beztrosko głowę.
    - Dzwoń. – mówił podniesionym tonem. – Póki masz okazję. Bill na pewno będzie chciał z Tobą rozmawiać.
    - Nie wiem… – machałam głową przecząco.
    - Ja wiem.. Masz. Idę do kuchni chcesz coś pić?
    - Nie… Nie… I tak dużo dla mnie zrobiłeś wraz z Georgiem. – uśmiechnął się i wyszedł, zostawiając mi telefon. Niby miałam swój, ale mimo to dostałam od Toma jego. Nie wiem jaki miał w tym cel, ale jakiś na pewno.
    Włączyłam książkę telefoniczną i od razu wyskoczył mi numer Billa.
    - 425… – mówiłam sama do siebie. – Trudno, raz kozie śmierć. – Nacisnęłam zieloną słuchawkę i do moich uszu doszedł dźwięk jakiejś piosenki Neny (w Niemczech w tym okresie, w którym dzieje się akcja, można było ustawić sobie piosenkę zamiast zwyczajnego PIP PIP… xD). – Odbierz… – powtarzałam. – Proszę… – i stało się.
    - Tak? – usłyszałam stłumiony głos Billa.
    - Bill? – spytałam niepewnie.
    - Kto mówi? Tom? – pytał.
    - Nie…Nie… Alex…
    - Ach. Co? – spytał obojętnie.
    - Proszę nie odkładaj słuchawki. Porozmawiajmy jak cywilizowani ludzie.
    - O czym?
    - O…o… o wszystkim. Proszę.
    - No więc mów.
    - Przez telefon?
    - A jak inaczej skoro TY jesteś z jakimiś palantami?
    - Nie… nie… Bill, to nie tak. Proszę przyjdź do… do… tam gdzie jest Tom i cała reszta. Proszę, ja nie wiem gdzie to jest, proszę. – mówiłam płaczliwym głosem.
    - Jesteś w hotelu???? – zdziwił się.
    - Yyy… Tak. – odpowiedziałam.
    - Ale jakim cudem się tam znalazłaś? – dziwił się dalej.
    - Długa historia. Proszę przyjdź tu szybko. Ja wiem, że zrobiłam źle, ale… muszę… i chcę Ciebie zobaczyć, porozmawiać i zrozum…
    - Alex… – wyczułam, jakby chciał płakać. – Przyjdę, ale… zaraz będę.
    - Czekam. Dziękuję. – po policzkach zaczęły mi znów lecieć łzy. Czułam, że serce mi płonie ze szczęścia.
    - Czekaj… – rozłączył się.
    - Nie wierzę… – mówiłam znów sama do siebie. – Tom? Gdzie… – wybiegłam z pokoju i podążyłam do kuchni. Tam spotkałam Maksi w objęciach Gustava, Toma pijącego Red Bulla i Georga rozmawiającego przez telefon.
    - Alex? – zdziwiła się Maksi, widząc mnie.
    - Maksi. – rzuciłam się na nią.
    - Co Ty? – spytała przytulając mnie.
    - Nic, nie ważne. – uśmiechnęłam się. – Tom udało się.
    - Tak? – zachłysnął się napojem. – No to świetnie. Przyjdzie?
    - Tak. – klasnęłam radośnie w ręce. – Dziękuje. – rzuciłam się mu na szyję. – Mam u Ciebie dług.
    - Nie ma sprawy. Jak będę w potrzebie zadzwonię. – oddałam mu telefon, bluzę i usiadłam na krześle. Georg zakończył rozmowę i spadł ciężko na krzesło.
    - Stało się coś? – spytał Georga Gustav wieszając się znów na Maks.
    - A nie nic… Chciałem iść z Ell dziś do kina, bo nowy film jakiś jest, ale ta powiedziała, że dziś nie może i zaraz tu przyjdzie z Aniką… – tu spojrzał na Toma. -… u której aktualnie jest.
    - Ooo.. to dobrze. – ucieszyła się Maksi. – Będziemy mogły razem iść do wytwórni.
    - Jakiej wytwórni? – zdziwił się Gustav.
    - Dziś musimy powiedzieć naszemu producentowi jaki teledysk chcemy wziąć do promocji i do jakiej piosenki. – wyjaśniłam. Od razu mi ulżyło po rozmowie z Billem, widziałam szanse na to by wrócił do mnie.
    - Ooo… Szybko idziecie. – oznajmił Georg.
    - Staramy się. – zaśmiała się Maksi. – Za ile młotki mają być?
    - Kto? – zdziwił się Georgo.
    - An i Elleine. – zaśmiała się Max.
    - Aaa… To mów normalnie. – wyśmiał ją chłopak Ell. – No więc MŁOTKI będą za jakieś 15 minut.
    - A Bill? – zwrócił się do mnie Tom.
    - Zaraz powinien być, denerw… – przerwał moją mowę dzwonek do drzwi. – Pewnie dziewczyny się szybciej uwinęły.
    - Otworzę. – Tom poszedł do drzwi i wrócił w obstawie… BILLA! Umarłam wewnętrznie na jego widok, nie miał makijażu, niebieska bluzka była ufajdana od czegoś, a ręce wyglądały tak, jakby nie mył ich przez kilka dobrych dni. Nie dość, ze wyglądał jak najgorszy oflun to jeszcze miał zaszklone oczy.
    - Bill. – wydusiłam z siebie.
    - To może MY wyjdziemy. – zaakcentował Tom i pociągnął za sobą całą chmarę, tak, że zostałam sama z Billem. Chłopak stał i wpatrywał się we mnie, poczym usiadł na oddalonym ode mnie jakieś 30 cm, krześle i dalej na mnie patrzył.
    - Ja… – zaczęłam. – Bill… – nie mogłam powiedzieć nic więcej. Zatkało mnie, miałam w gardle taką jakby tamę, która nie pozwala powiedzieć niczego. Przełknęłam głośno ślinę i ponownie zaczęłam mówić. – Bill… Ja… Nie… Po prostu… Wiesz… Yyy… Bill… Przepra-szam. Ja naprawdę nie chciałam, to… takie dziwne i takie trudne i… bałam się i boję i… naprawdę nie chcę Ciebie stracić i… daj mi jeszcze jedną szansę. – nie wiedziałam co mam jeszcze powiedzieć. Serce waliło mi tak mocno, znów miałam drgawki i znów zrobiło mi się zimno. Łzy same napłynęły mi do oczu, jedna nie chciana spłynęła mi po policzku. Bill wziął i brudną ręką wytarł mi ją.
    - Umyje ręce. – wstał i podszedł do zlewu. Przemył wodą ręce, poczym wytarł je ręcznikiem i ponownie usiadł obok mnie. Złapał mnie za ręce, które beztrosko leżały na kolanach i złapał powietrze tak jakby chciał mi coś powiedzieć, ale myliłam się. Po chwili wypuścił je głośno.
    - Zrozumiem jeśli nie dasz mi szansy poprawy. Naprawdę… Ale… Wiesz ja czuję do Ciebie coś i nie chcę Ciebie stracić. – ostatnie słowa wymawiałam szybkim tempem. – Ja Ciebie po prostu kocham. – powiedziałam wprost.
    - Ja Ciebie też. – rzekł poczym pocałował mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co się działo. Ja taka oschła, taka dziwna i nie delikatna, potrafiłam w tak precyzyjny sposób wyrazić uczucie, które normalnie nie przeszło by mi przez gardło. Szczerość zawsze była moją mocną stroną, którą zawsze się broniłam i tym razem nie zawiodła. Powiedziałam ukochanej osobie to czego nikomu dotąd nie powiedziałam. Gdy skończyliśmy się całować, stykaliśmy się czołami i patrzyliśmy prosto w oczy. Wyczytałam w nich to, że mi przebacza.
    - Zacznijmy jeszcze raz. – oznajmiłam.
    - Tak. – zgodził się ze mną. Mówił tak nie wiele, a mimo to nie przeszkadzało mi to. Rozumiałam go bez słów, czułam jakby nasze serducha w tym momencie tworzyły jedność. Bill wstał i pociągnął mnie za sobą. Podążyliśmy do salonu, w którym siedziała cała reszta. Tom machinalnie odwrócił głowę, tak samo jak Maksi i na ich ustach od razu pojawił się uśmiech, zwłaszcza na buźce Toma. W pewnym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek, Tom zerwał się i pobiegł. Wyglądało to tak jakby nie mógł się doczekać Aniki.
    - ŁAAAA! – usłyszałam głos przyjaciółki. Georg zerwał się na równe nogi i poszedł za Tomem, zaraz potem wszyscy siedzieliśmy razem. Ja z Billem czułam się jak w niebie. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, ale takie nasze miłe posiedzenie przerwał telefon do Aniki.
    - Jim. – powiedziała przyjaciółka zmarnowana. – Tak?… Wiem, umawiałam się z nim… Miał zadzwoń DO MNIE!… Dobra, no dobra… Z chłopakami z TH… No… Nie ważne. – zaczęła się śmiać. – Ok. to za niedługo będziemy… Pa… – schowała telefon do kieszeni bluzy i ponownie usadowiła się na kolanach Toma.
    - Co chciał? – spytałam ją lekko podenerwowana, że nic nie mówi.
    - Zaraz się zbieramy. Ell… Słońce, wyślij SMS do Agaty i Tatiany, bo u mnie bieda.
    - Pewnie wyślę. – kumpelka wyciągnęła telefon i zaczęła coś na nim skrobać. – Jaka treść?
    - Mają być za 30minut koło wytwórni. – uśmiechnęła się An.
    - Idziecie już? – zdziwił się Tom.
    - Nie widać? – wzburzyła się Anika. – Musimy.
    - Ale… To nie sprawiedliwe. – marudził tym razem Bill.
    - Bywa. Sława nie jest łatwą sprawą! – mówiła Maksi. – Wy macie swoje życie, my swoje i… może wyjdzie tak, że się ponownie w naszych życiach smykniemy.
    - Max! – warknął Gustav, a to go jedynie przytuliła.
    - My chcemy z Wami grać! – zdecydował Georg.
    - Tak pewnie, a MY jako kto? – ironizowała An. – Jako „Młode nastolatki, które zarwały chłopaków z TH dla szpanu”.
    - Fajnie, że tak to odbierasz. – wzburzył się Tom.
    - Nie, źle zrozumiałeś mnie. – Anika złapała Toma za rękę.
    - Chodzi o to, że inni będą nas tak odbierać. – wtrąciłam.
    - Własnie o to mi chodziło. – przyznała mi racje An.
    - Trudno. – skwitował otwarcie Georg. – Mają pecha. – dodał i przytulił się do Ell.
    - A może… Albo… W sumie… – bąkał Bill. – Mniejsza z tym. – machnął ręką i przywalił mi w kolano.
    - AŁ! – jęknęłam. – O co Ci chodzi?
    - O nic. Nie ważne, mało ważne… Takie tam. – tłumaczył się.
    - Nie to nie. – wstałam, ale Bill mnie pociągnął i znów posadził na krzesło.
    - Nie wstawaj. – rozkazał.
    - Pfff. – prychnęłam i zaczęłam się śmiać, po czym Bill otrzymał ode mnie buziaka w policzek.
    - Dobra dziewczyny. – Anika wstała i klasnęła w ręce jak do psów. – Idziemy.
    - Ale… jeszcze macie 24minuty. – oświadczył Tom.
    - Własnie, nie spieszy Wam się. Wytwórnie macie jakieś… no w każdym razie chwile. – mówił Georg.
    - Możecie zostać jeszcze chwilę. – dodał Gustav.
    - Teoretycznie możemy, ale praktycznie… nie bardzo. – odpowiedziała na namowy chłopaków Maksi. – Wy już macie wszystko za sobą, a my?
    - Przed sobą? – zapytał niepewnie Gustav.
    - Nie TY! OBOK! – wyśmiała go Anika. – Przed i właśnie dlatego chcemy zrobić to jak najszybciej.
    - A szybko dlatego, że chcemy więcej czasu z Wami przebywać. – dodałam.
    - Własnie tak. – przytaknęła mi Elleine.
    - Ale… – zaczął Gustav. – Dobra nic już.
    - No co? – spytała go Max.
    - Nie nic… – wymigiwał się od odpowiedzi.
    - Nie to nie! – wkurzyła się Max.
    - Dobra koniec! – warknęłam. – Pójdziemy za 5 minut. – zdecydowałam.
    - Niech będzie. – zgodziła się An i wtuliła się zaraz do Toma. Przez chwile siedzieliśmy cicho, słychać było jak Georg dyszy, bo akurat załapał jakiegoś wirusa i miał katar.
    - Dobra minęło. – powiedziała Ell i wstała. – Chodźmy.
    - Tak. – podnieśliśmy się z krzeseł i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Wszyscy prócz mnie i Billa wyszli.
    - Idź już, dogonię Ciebie. – powiedział zawiązując sznurówki.
    - Poczekam. – uśmiechnęłam się. Gdy Bill zawiązał sznurówki, podniósł się i złapał mnie za rękę. Nie spieszyło się nam, więc szliśmy powoli. Nagle Bill się zatrzymał i wyciągnął coś z kieszeni spodni.
    - Daj rękę. – rzekł, ja wyciągnęłam dłoń, a Bill położył mi na niej czekoladowe serduszko.
    - Co to? – zapytałam jak debil.
    - Serduszko. Jak będziesz tęskniła za mną zjedz, a poczujesz się tak jakbym był obok Ciebie. – uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
    - Dziękuję. – powiedziałam, gdy szliśmy już w stronę reszty. Cały czas Bill swoim kciukiem głaskał mnie po dłoni, przez moment czułam ciarki przechodzące po całym ciele, ale później było to całkiem przyjemne.
    - To do zadzwonienia. – rzekłam i wraz z dziewczynami oddaliłyśmy się z hotelu. Chłopcy woleli nie opuszczać hotelu, więc zostali. Wlepili się w szyby i patrzyli jak odchodziłyśmy.